KONTAKT

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Licznik


S O S
Grzegorz Białuński
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

UZBROJENIE, SPOSÓB WALKI, BITWY STOCZONE PRZEZ PRUSÓW, Z ICH UDZIAŁEM I KONTYNUACJA

    Wielu historyków, pisze o Prusach, że stracili swoją niepodległość i zostali wybici z braku państwowości, wodzostwa, jedności i oczywiście przypisuje się barbarzyńskie pogaństwo. W rzeczywistości Prusowie stanowili społeczeństwo ponad czasowe. Tyle wieków zamieszkiwali swoją ziemię. Nie dokonywali podbojów, nie powiększali swojego terytorium, a kontaktowali się z całym ówczesnym cywilizowanym światem. Ponad 1500 lat potrafili żyć w spokoju, nie posługując się pisanym prawem.
    W czasie podboju Prusów nie było zainteresowania ich kulturą. Gdyby tak było, Prusowie stanowili by dzisiaj przykład dla ludzkiego gatunku i dla świata jak żyć godnie z szacunkiem dla ludzkości i wszystkiego co nas otacza. W tamtych czasach dla pretekstu podboju, ogłoszono ich poganami, a poganie nie zasługiwali na jakiekolwiek prawo i poszanowanie. Wszystkich potraktowano jednakowo. Największy szkopuł w tym, że dokonywane ludobójstwo na narodzie Prusów było w imię wiary Chrystusa, który nic podobnego nie głosił. W historii brak jest drugiego narodu, godnego do porównania z Prusami. Bronili swojej wolności przez ponad pół wieku. Pod przywództwem Niemców toczyli walkę z całą barbarzyńską Europą.
    Prusowie, pomimo że zostali podbici, nigdy się nie poddali. Wielokrotnie w póżniejszych wiekach stawali do walki o wolność i godność Prusa. Stawali do aliansów z sąsiadami, ale z ich strony spotykali się ze zdradą. Waleczność Prusów na przestrzeni wieków przerażała sąsiadów. Obawiano się ich, że po uzyskaniu swojego niepodległego statusu nikomu się nie podporządkują. Wszyscy byli wolnymi, a taki stan nie istniał u sąsiadów. Prusowie nigdy nie posiadali wojska a mimo tego byli dla Słowian za mocni i nie do pokonania. Nie potrzebowali politycznej organizacji, chociaż mieli wodzów, którzy wśród Prusów cieszyli się najwyższym szacunkiem. W przypadku zagrożenia, wzywawli lud do mobilizacji, do walki w obronie suwerenności i byli gotowi oddawać życie.

    W czasach swojej wolności, w północno wschodniej Europie, Prusowie poprzez handel byli najzamożniejszymi ludżmi w basenie Bałtyku. W pierwszym millenium często byli napadani, na lądzie i na morzu przez kurońskich i słowiańskich piratów. Z biegiem czasu władcy nadbałtyckich krajów zaczęli organizować ekspedycje w celu zawładnięcia bogactwami naturalnymi Prusów, którym był bursztyn, jak również nagromadzone inne precioza. Od tego czasu rozpoczęły się dla Prusów militarne zmagania i kłopoty.


Truso według archeologa M. Jagodzińskiego i J. Domino, rysował J. Domino


    Od strony Bałtyku wiemy o pierwszych zmaganiach militarnych Prusów, tylko tyle że były one z Wikingami. Nie odnieśli oni żadnych sukcesów. Dwa pruskie porty były dobrze strzeżone i przybycie Wikingów mogło być szybko dostrzeżone. Port Truso był zlokalizowany w głębi zalewu wiślanego. Zanim intruzi mogli do niego dotrzeć zostaliby wcześniej dostrzeżeni przez liczne osady wzdłuż wybrzeża. O tych licznych osiedlach wiemy od podróżnika Wulfstana z roku 890. Prusowie w rzemiośle morskim byli bardzo dobrymi szkutnikami, jak również wytrawnymi żeglarzami. Znane są wydarzenia wymykania się pruskich kupców z pirackiego pościgu. Drugi port Wiskiauty, na zakolach rzeki Niemen w celu obronnym posiadał przedporcie, fortecę Kaup, chroniącą przed intruzami i piratami od strony Bałtyku. Żadna skandynawska kronika nie zapisała, że któryś z tych portów został podbity. Sami Wikingowie mogli pochodzić z Danii. Ich wypady do Prus nie odbywały się bez echa u duńskich władców. Oni sami na równi z Wikingami łupili Bałtyk, tam gdzie się to dało. Wiedząc o nieskuteczności Wikingów z Prusami próbowali innej taktyki.

    Duńczycy najeżdżali Prusów już od IX wieku. W latach 1014 - 1035 drużyny króla Danii Kanuta Wielkiego pustoszyły wybrzeże Sambii (dzisiaj Kaliningrad). Zakładali forty na sambijskim wybrzeżu z duńskimi załogami. Prusowie nie przygotowani na agresję odczekiwali na odpłynięcie duńskich statków z łupami, i w trybie natychmiastowym likwidowali duńskie forty. Podobnie było w latach 1080 - 1086 w okresie Kanuta IV. Nigdy Duńczykom ani Wikingom nie udało się opanować pruskiego wybrzeża. W końcu zrezygnowali z jakiejkolwiek kontroli nad Prusami. Handel dla nich okazał się bardziej intratny. Nie znany jest przypadek aby Prusowie kiedykolwiek zajmowali się piractwem czy rozbojem.
    W ruskich latopisach są odnotowania o starciach z Prusami, w tym wypadku prawdopodobnie chodziło o Jadżwięgów a z nimi na tamte czasy nie było siły.

OKRES PIASTOWSKI

    Rekordzistami w łupieskich najazdach na Prusów byli Słowianie czy jak kto woli Korona polska. Zanim zaczniemy zobaczmy wędrówkę Słowian, jak rozprzestrzeniało się ich osadnictwo około VI wieku naszej ery. Byli przybyszami o co najmniej tysiąc lat póżniej od Prusów. Poniższa mapka kłóci się z fińską teorią, roku 400-nego te tereny były terenami łowieckimi Ugro-Finów, więc nadal nie wiemy skąd przybyli Słowianie.



Legenda. 1 - wędrujące słowiańskie plemiona 2 - Bułgarzy 3 - prawdopodobne pochodzenie Słowian 4 - granice Słowian przed niemiecką kolonizacją wschodu


    Przez 200-ście lat czternastu polskich monarchów łupiło Prusów pod pretekstem ich pogaństwa i agresji na Słowian. W tym samym czasie licznie brano Prusów w niewolę i osadzano w bardzo odległych i różnych częściach Korony. Te miejsca do dziś noszą nazewnictwo Prusy, ale nie koniecznie w Wadowicach najczęściej występuje nazwisko Prus. Może to świadczyć o wysokiej kulturze gospodarowania Prusów, która miała być przykładem dla Słowian. Inaczej nie można tego wytłumaczyć. Te siedliska były nazywanymi Prusy, więc nie mogli oni być niewolnikami, gdyż nie tak definiowano niewolnictwo . Kultura Prusów była bardziej zaawansowana aniżeli Słowian.
    W przypisach pracy Kazimierza Aścika “O wojskowości Prusów w V-XIII wieku” autor cytuje A. Kamińskiego “stoi na stanowisku, że przed okresem zbrojnego nawracania Prusów stroną zaczepną w wojnach polsko-pruskich i polsko-jaćwieskich była strona polska. Przyczynę tego zjawiska dostrzega się nie tylko w rozproszkowaniu politycznym plemion pruskich i jaćwieskich, ale także w łagodnym charakterze Prusów”.
    Proces zatargów słowiańsko pruskich zainicjował Bolesław Chrobry, i jemu przypisuje się pierwszą wyprawę do Prus w roku 1009.




    Powyższa mapka ilustruje dziedzictwo Bolesława Chrobrego jakie otrzymał po ojcu. Niemcy skolonizowali i wypchnęli Słowian połabskich. Spora ich część uciekła i osiadła na Pomorzu, które długo pozostawało pogańskim. To dla jego nawrócenia przybył misjonarz Wojciech. Pozostaje faktem, że jeszcze w 1147 roku, papież Eugeniusz proklamował podjęcie krucjaty połabskiej przeciw pogańskim Słowianom zasiedlającym zachodnie wybrzeże Bałtyku. Potwierdza to, że chrześcijaństwo w połowie XII wieku ograniczało się do niewielkiej grupy i tylko w otoczeniu władcy bądż książąt. Misjonarz Wojciech misję swoją rozpoczął od Gdańska. Tam po nawróceniu gdańszczan miał ją kontynuować na Pomorzu. W nieznanych okolicznościach traci życie. Dla Bolesława Chrobrego śmierć Wojciecha była wielką kompromitacją. Chrześcijański władca zjednoczonych chrześcijańskich Słowian a misjonarz ginie w jego królestwie. Chrobry odwraca całe to wydarzenie i obciąża nim Prusów. Dotychczas nic Chrobrego z Prusami nie łączyło. Nie miał żadnego interesu żeby ich nawracać. Miał problem ze Słowianami, którzy dalecy byli nie tylko od chrześcijaństwa, ale i od zjednoczenia. Kult misjonarza Wojciecha wywołany został wyłącznie przez samego Bolesława Chrobrego. Wkrótce ma świętego i patrona z katedrą gnieżnieńską.
    Należy pamiętać, że Słowianie nie posiadali struktur społecznych. Zbrojne zdobywanie zwierzchnictwa nad nimi było raczej krótko trwałym. Zaszczepiona religia i wiara, stwarzała takie struktury. Były nimi biskupstwa i parafie. Z chrześcijańskim władcą rozwiązywali problem struktur.
    Dla potwierdzenia winy Prusów i kamuflażu sprawy misjonarza Wojciecha, Chrobry organizuje nic nie znaczącą wyprawę przeciw Prusom. Zupełnie bezskuteczna wyprawa, zakończona tylko złupieniem sąsiadów. Prusowie nie byli dla Chrobrego żadnym zagrożeniem ani interesem. Problemem dla niego pozostawało Pomorze. Zapanowanie nad nim, zdobycie dostępu do morza i odcięcie germanizacyjnego procesu Słowian, który na dobre rozpoczął się wśród skolonizowanych Słowian połabskich.
    Następcy Bolesława Chrobrego z pełną wiedzą o zamożności Prusów kontynuowali zbrojne wypady, ale na ich podboj nie mieli szans. Prusowie byli zamocni dla Słowian i najazdy ograniczały się do rabunku i brania Prusów do niewoli. Czy Prusowie byli dłużni Słowianom, napewno nie, jedynie na drodze rewanżu, u Słowian nie było co łupić.




    Przejdźmy do uzbrojenia Prusów i ich sposobu walki. Niewiele się różniło od sąsiadów, ale przystosowane było do gęsto zalesionej krainy w jakiej zamieszkiwali. Uzbrojenie zależało od zamożności. Obowiązkiem każdego Prusa było zadbanie o swoje uzbrojenie. Dla lekkości i szybkiego przemieszczania się byli bez ciężkich zbroi i uzbrojonego konia. Zbroja była z grubej skóry i czasami w odpowiednich miejscach wzmacniana metalowymi blaszkami. Konni byli przeważnie dowódcy i najbliższy entourage. W gęstwinie konni byli mało skuteczni. Inaczej było kiedy podczas powstań przemieszczać się musieli do odległych miejsc. Dla pokonania dystansu, zwrotności, zmiany taktyki, konni Prusowie brali udział. Uzbrojenie ich nie odbiegało od najeżdżców. Koni Prusom nie brakowało, hodowla koni była u nich powszechna.

    Przeważnie walczono z zasadzki i wręcz. Piesi czy jak kto woli pospolite ruszenie, tak jak na drzwiach gnieznieńskiej katedry, z roku około 1170, wojownicy byli z owalnymi tarczami i oszczepami. Używali mieczy jednosiecznych i dwusiecznych, zdobionych inkrustacją z miedzi, srebra zdarzało się że również złotem. Była to broń możnych. Piechota miotała krótkimi pałkami, często zakończonymi gałką z bronzu lub nalaną ołowiem. Wojownik posiadał około siedmiu pałek umocowanych przy pasie. Od wczesnej młodośc chłopcy ćwiczyli miotanie pałkami. Był to prototyp dzisiejszego granatu z dynamitem. Włócznie, długie drągi z zakończeniem jak maczuga, wachlarzowe topory na długim drzewcu. Do walki wręcz każdy posiadał długi lub krótki nóż, noszony przy pasie. Hełmy były stożkowe, przeważnie ze wschodniego kijowskiego importu. Były w posiadaniu łuki. W walkach z Krzyżakami używali kusz. Ręczne miotanie kamieniami było również skuteczną bronią.

    Sposób walki Prusów to oddzielny temat. Na podstawie ich uzbrojenia i warunków w jakich walczyli, sposób w jaki się bronili, łatwo można rozszyfrować ich taktykę. Z pewnością jak niektórzy twierdzą, nie walczyli taktyką klinową, ponieważ Prusowie z braku liczebności nie toczyli otwartych bitew.

    Prusowie jeśli nie byli zaskoczeni, kobiety, dzieci i starsi szybko przenosili się ze swoich domostw, do obronnych grodzisk skrytych w gęstwinach, podczas gdy mężczyżni z dorosłą młodzieżą tropili najeżdżców dopóki nie usunęli zagrożenia. Rolą grodzisk było zabezpieczenie rodzin.

    Najazdy Polan na Prusów były zawsze niespodziewanymi, łupieżczymi napadami. Bez walki uchodzli z łupami, porwanymi ludżmi których osiedlano w odległych miejscach .

    W 1108 roku Bolesław Krzywousty przerwał niepisane zawieszenie broni i zbrojnie odwiedził Prusy. Ten wypad bez walki przyniósł mu tylko zdobycze wraz z dużą ilością jeńców, dokonując strasznych zniszczeń. W ten sam sposób w roku 1111 Krzywousty zrobił następną wyprawę dokonując również wielkich zniszczeń. Poza tym nie osiągnął żadnych rezultatów w podporządkowaniu sobie Prusów. W jego wyprawach poza zaskoczeniem i wziętymi do niewoli, Prusowie pozostawali niewidocznymi. Zapanowanie nad słowiańskim Pomorzem nadal pozostawało w sferze jego najważniejszej uwagi i dążeń.




    Syn Krzywoustego Bolesław Kędzierzawy wybrał sobie za cel, podporządkowania Prusów. W roku 1147 wspólnie z Rusinami uczestniczy w wyprawie przeciw Jadżwięgom. W roku 1149 spotyka się to z odwetem najazdu na ziemie polskie. Kolejne wyprawy w latach 1149-1157 zaowocowały podbiciem części ziem pruskich. Jakich nie wiadomo, można przypuszczać że chodziło o Jadżwięgów. Była to kolejna próba podporządkowania Prus, a nie jak żródła podają chrystianizacji. Nie powiodła się na skutek buntu Prusów. W roku 1166 w karnej wyprawie ginie młodszy brat Bolesława, książę Henryk Sandomierski. Na skutek klęski cały włożony wysiłek zdobycia nowej prowincji zostaje zaprzepaszczony. Bolesław Kędzierzawy ledwo z tej wyprawy uszedł z życiem i poniósł wielkie straty w rycerstwie.

    Reasumując wysiłki Bolesława Kędzierzawego, o wyprawie 1164 roku należy zacytować Długosza: “ Przedniejsi panowie pruscy, za uzyskaną rękojmię bezpieczeństwa, przybyli do obozów polskich, prosząc o pokój i oswiadczając się gotowymi do wypełnienia z poszłuszeństwem wszystkiego, czego by od nich wymagano”. Oczywiście były to krótkotrwałe zobowiązania, nie ma wątków o nawracaniu ich na chrześcijaństwo, zobowiązania były czysto materialne.

    Dalej cytat Łucji Okulicz-Kozaryn: “Siła orężna, jaką dysponowali Prusowie, zależna była od wielkości wspólnoty osadniczo - terytorialnej podejmującej walkę lub obronę. Nierzadko sprawy wojny i obrony terytorium pozostawała w gestii tylko jednego lauksu, a wtedy liczba bojowników była bardzo skromna. Długosz podaje, że Prusowie podejmując decyzję o wojnie z Polakami w 1167 roku “zaledwo szesnaście tysięcy konnego rycerstwa, a dziesięć tysięcy piechoty zdolni wyprowadzić w pole”. W innym miejscu i o innej pisząc wojnie komunikuje, że “zebrali mnogie wojsko nie tylko z szlachty, ale i wiejskiego gminu, i z największym pośpiechem wtargnęli do ziemi chełmińskiej i Mazowsza, kędy żadnego nie spodziewano się napadu”. W obu przypadkach decyzję o działaniach zbrojnych podejmować musiały zgromadzenia ogólne kilku przynajmniej lauksów , a więc “małej ziemi” lub nawet plemienia.”

    Ten cytat dostarcza parę wniosków. Takimi siłami dysponować mogli tylko ludy Jadżwingów i to oni odpowiedzialni byli za pustoszenie Mazowsza i Kujaw. Ewidentnie Galindów już nie było, a północne Mazowsze nie było zaludnione. Rozciągała się tam przedłużona puszcza galindzka. Wszystkie wyprawy jeśli nie były grabieżnymi, były o charakterze podporządkowania sobie ludu i ściągania od nich haraczu. Chrześcijaństwo wogóle nie wchodziło w rachubę. Zachodni Prusowie byli w innej sytuacji. Nie posiadali wojennej organizacji jak Jadżwięgowie, za to systematycznie byli łupieni przez Słowian. Rezultatem tego było wyniszczenie Prusów na ziemi chełmińskiej i opustoszenie prowincji Sasinia. Prowincje Sasinii i Pomezanii do momentu przybycia Krzyżaków były regularnie napadane przez Płock i Gdańsk. Najbardziej z tego byli znani gdański Świętopełek i Konrad Mazowiecki. Zwykle kończyło się tylko na ambicjach podbicia Prusów. Ciekawostką jest że ten ostatni dopiero w roku 1206 sprowadza na Mazowsze Cystersów, a oni od blisko pół wieku obecni byli wśród mieszkańców Pomezanii. Nie było też powodu szerzenia chrześcijaństwa, ono się miało już bardzo dobrze za biskupa Chrystiana. Ze strony Słowian było to czyste awanturnictwo i łupiestwo.

    Kontakty prusko piastowskie miały też zupełnie inny charakter jak zawieranie taktycznych sojuszy. Sojusze dotyczyły Słowian z Prusami zachodnimi. W XII wieku zawarto sojusz wymierzony w Mazowsze i Pomorze. Innym razem Prusowie uczestniczyli w wojnie toczonej z cesarzem niemieckim Fryderykiem Barbarossą.

    Nie sposób jest pisać o historii Prusów, i co się stało z Prusami, jeśli się nie weżmie pod uwagę pierwszych dwustu lat, lat najazdów Słowian na Prusów. Bez analizy wydarzeń podczas formowania się państwa Polan i w oparciu o te wydarzenia, można dojść do prawdy o Prusach która wieki temu została zafałszowana i do dzisiaj ten fałsz jest przepisywany. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, wiedza o samych Prusach jest ograniczona do minimum.

OKRES KRZYŻACKIEGO PODBOJU

    Dziwna jest historia piastowskich Słowian. Intryga za intrygą, bratobójstwo, bezradność, zawiść, zazdrość, brak jakiejkolwiek wspólnoty w słowiańskiej tożsamości, a wręcz wrogość i wszędzie wpływy niemieckie.

    Około roku 1217 Henryk Brodaty z Leszkiem Białym i Władysławem Laskonogim w porozumieniu z Konradem Mazowieckim uzgadniają współpracę która w 1222 i 1223 roku finalizuje się wyprawą przeciw “pogańskim” Prusom (ale nie krzewienia chrześcijaństwa). Jednak mimo dużego wysiłku finansowego i militarnego żadnych trwałych sukcesów nie udało się osiągnąć. Wtedy to, najprawdopodobniej Henryk Brodaty, mający kontakty w Niemieczech, wyszedł z propozycją sprowadzenia do Polski Krzyżaków wyrzuconych z Węgier. Celem miało być zabezpieczenie ziem polskich przed Prusami. Takie i inne banały czytamy dzisiaj pisane przez historyków. Obydwaj książęta byli pod niemieckimi wpływami, biskup Gunter doradca Konrada był Niemcem, Henryk Brodaty mocno skoligacony również z Niemcami. Ożeniony z córką księcia Meranu spokrewnioną z cesarzami Niemiec i innymi koligacjami w Niemczech. Zamiar ten został zrealizowany w 1226 roku. W roku 1228 Krzyżacy przybyli do dwóch grodów Vogelsang i Nieszawy otrzymanych w prezencie na lewobrzeżnej Wiśle. Z nowo przybyłymi posiłkami i słowiańskim wsparciem w roku 1231 przeprawili się i rozpoczęli podbój ziemi chełmińskiej. Cały czas nadchodziły nowe posiłki z Niemiec. Prusowie dążyli do likwidacji krzyżackich grodów. W roku 1235 w asyście wojsk pięciu słowiańskich książąt Krzyżacy najechali na ziemię Resii w prowincji Pomezania. Wiele o bitwie nad rzeką Dzierżgoń nie wiemy. Stosunek sił był 4 do 1 na niekorzyść Prusów. W każdym razie pochód tych wojsk usłany był trupami, gwałtem i grabieżą. Na te wieści Prusowie zaczęli się gromadzić. Napewno nie zdawali sobie sprawy z jaką siłą będą mieli do doczynienia. Czy Prusowie byli w ukryciu leśnego gąszczu, czy tam zostali wytropieni i przez zaskoczenie zaatakowani, tego nie wiemy. Należy wątpić, że przy takim stosunku sił, Prusowie byli gotowi do bitwy. W leśnym odstępie Prusowie mężnie się bronili, ale na koniec dnia, okrążeni z trzech stron zostali kompletnie rozbici. Mogli ratować się tylko przez rzekę Dzierżgoń. Straty Prusów były olbrzymie. Na polu bitwy ranni byli dobijani, niemieckie żródła podają, że to Słowianie popisywali się okrucieństwem. Straty obu stron były w stosunku 1 do 1. Na pewno nie była to bitwa w otwartym polu.Na polu bitwy pozostało 8 000 trupów. Książeta słowiańscy byli w sile 16 400, Krzyżacy 5000, Pomezan miało być 4000. Liczby te mogły być przesadzone. Bitwa nad Dzierżgonią (Sirgune) mogła być decydującą. Otwierała drogę do dalszego podboju Prus. Dla Krzyżaków wygrali ją słowiańscy książęta.

    Książe gdański Świętopełek, z bratem Samborem, uprzednio uczestniczący w wielu najazdach na Prusów, po raz pierwszy w bitwie nad Dzierżgonią uczestniczył w zwycięstwie nad nimi. Miłość jego do Krzyżaków była krótkotrwałą. W rezultacie przeszła do zbrojnych potyczek. Stali się oni dla Świętopełka nie tylko zagrożeniem terytorialnym ale i handlowym na Wiśle. Tego z Prusami nigdy nie doświadczył. Poza własną ambicją i żądzą dominowania nad Prusami nigdy nic nie osiągnął. Nową sytuację bardzo szybko wykorzystali Pomezanie. W roku 1242 wzniecili powstanie opowiadając się za Świętopełkiem. Krzyżacy znależli się w prawdziwych opałach. Pomezania w roku 1243 stanęła w ogniu wojny. Prusowie z dużym powodzeniem terminowali dotychczasowe osiągnięcia Krzyżaków. Walkę rozprzestrzenili na ziemię chełmińską. Z wielkim wsparciem lokalnej ludności niszczyli osiedla napływowych niemieckich osadników.

    Z tego okresu najciekawszym militarnym wydarzeniem były siły powstańcze. Wracając z wyprawy na Toruń i Chełmno stoczyły z Krzyżakami bitwę 15 czerwca 1243 roku pod Rządzem w największym zwężeniu pomiędzy jeziorem Rządz a Wisłą (dzisiaj w granicach Grudziądza). W tym miejscu Krzyżacy zasadzili się na powracających Prusów. Pozwoliło by to na likwidację, rozdzielenie lub rozbicie sił powstańczych bez stoczenia otwartej bitwy. Siły Prusów mogły być dla nich zbyt znaczne. Stroną krzyżacką dowodził marszałek Berlewin w sile około 600-set w tym w sile 200 nadchodzących posiłków z Torunia. Nie znany jest dowodzący Prusami. Musiał nim być doświadczony Prus o dużym militarnym kunszcie. Skorzystamy z opisu tej bitwy w pracy Mirosława Bielskiego i Waldemara Reznera “Bitwy na Pomorzu 1109-1945”.

    “Wracająca spod Torunia z dużymi łupami wyprawa Prusów dotarła pod Chełmno, gdzie nie starano się o zdobycie grodu a jedynie “...naigrywano się z obrońców” Krzyżacy za radą zwycięzcy z Sartowic Dytryka de Bernheima postanowili skoncentrować swoje siły w rejonie Starogrodu i zaskoczyć wycofujący się spod Torunia zagon pruski w okolicy rozległego jeziora Rządz. Zgromadzone w Starogrodzie siły zostały wzmocnione mieszczaństwem z Chełmna. Ponieważ wojska pruskie nie przystąpiły do oblegania Chełmna lecz ruszyły dalej w kierunku Grudziądza, dowódca Krzyżaków zgromadzonych w Starogrodzie postanowił nie czekać na obiecane posiłki z Torunia, ruszył w stronę Grudziądza. Planowano zastawić pod Rządzem pułapkę polegającą na przepuszczeniu części sił pruskich przez przewężenie istniejące między jeziorem a Wisłą, a następnie zdobycie go i zniszczenie oddziałów pozostających na południu od niego. Czoło kolumny z powodu ukształtowania terenu nie miało możliwości udzielenia pomocy zaatakowanym. Plan wydawał się przejrzysty i łatwy do realizacji. Wywiad krzyżacki działał znakomicie, dostarczając stale do bazy w Starogrodzie aktualnych informacji o ruchach kolumny Prusów posuwającej się trasą Toruń-Chełmno-Grudziądz. Odpowiednio wcześniej ruszono więc w kierunku jeziora i zorganizowano pułapkę za nim czoło kolumny podeszło do przesmyku pomiędzy jeziorem a łachą wiślaną.




Tu nieoczekiwanie doszło do zmiany planu. Dowodzący oddziałami marszałek Berlewin, niechętny lub jak stwierdza Kujot “ powodowany niewczesną ambicją” wobec Dytryka de Bernheima (autora planu), zdecydował się na wykonanie natychmiastowego uderzenia, nie czekając az Prusowie częścią sił przejdą przez ten przesmyk (autorzy nie biorą pod uwagę, że przybycie Prusów było wcześniejsze aniżeli oczekiwano i Krzyżacy byli zmuszeni do uderzenia). Nie wiemy co przewidywał krzyżacki marszałek dokonując zmiany planów, możemy się tylko domyślać. Być może uważał,że stłoczenie wycofującej się kolumny między jeziorem a łachą wiślaną daje możliwości rozbicia całych sił Prusów, tym bardziej iż w każdej chwili można było spodziewać się posiłków z Torunia.

    Z relacji wynika, że Prusowie byli zaskoczeni atakiem krzyżackiego rycerstwa. Czyżby ich wywiad miał również dobre rozeznanie w ruchach wojsk krzyżackich skoncentrowanych pod Starogrodem ? Stawili dzielnie czoła i pod osłoną pierwszej ścierającej się linii rozwinęli do walki siły główne i odwody. Potrafili narzucić swój sposób rozegrania bitwy, a o jej wyniku zdecydowała prawdopodobnie przewaga liczebna. Kujot tak ją przedstawił “Prusacy stawili czoła;a gdy pierwsze szeregi prędko się rozsypały i Krzyżacy pierzchających dogonili odwód (wojska drugiej linii - aut.) bitwę wygrał. Oprócz dziesięciu, którzy ujść zdołali, wszyscy polegli”. Trudno o bardziej zwięzły komentarz z pola walki. W sposobie rozegrania bitwy przez Prusów można się dopatrzyć znakomitego fortelu wojennego, polegającego na pozornej ucieczce z pola bitwy z zamiarem rozproszenia sił przeciwnika i “podprowadzenie” pod pozycję sił głównych i odwodów. Bitwa zakończyła się prawie całkowitą zagładą sił krzyżackich. Na placu boju poległo 390 Krzyżaków. W końcowym okresie boju nadeszły posiłki z Torunia. Kiedy jednak ich dowódca zorientował się w sytuacji, widząc w dodatku oddziały Prusów szykujących się do nowego starcia natychmiast wydał rozkaz do wycofania się....”Toruńskiej załodze, gdy w dwieście ludzi nadeszła, wypadło czym prędzej wracać, żeby ujść z życiem. Taki koniec miała bitwa pod Rządzem, stoczona w dniu św. Wita 15 czerwca 1243 r.”

    Zwycięstwo Prusów musiało bardzo wzmocnić Świętopełka psychicznie. Nabrał większego wigoru i ostro zaczął deptać Krzyżakom po piętach. Niestety alians Prusów ze Świętopełkiem zakończył się zdradą ostatniego. Słowianie nie stawili się na umówione wspólne oblężenie Nowej Dzierżgoni. Z oddali przyglądali się i czekali na wynik bitwy. Oblężęnie skończyło się rozproszeniem Prusów. Świętopełek widząc to uciekł. Krzyżacy puścili się w pogoń i dopadając uciekinierów wyniszczyli jego pomorskie wojsko. Oczywistym jest, że obserwowanie było celowe. Gdyby Prusowie zostali zwycięzcami, wojsko pomorskie uderzyłoby na Prusów. Krzyżacy nie lekceważyli powstania i w obawie klęski, szybko zaczęli montować nową krucjatę czyli nowe posiłki z Europy.

    Wkrótce został podpisany traktat pokojowy z Pomezanami. Mógł on być początkiem misji chrześcijańskich. Tak jednak nie było, ponieważ podbój Prus miał nie taki cel.

    21 stycznia 1261 Herku Montes osiąga spektakularne zwyciestwo nad Niemcami. Armia krzyżacka z pełnym taborem wyszła z Królewca na podbój Natangii. Doskonale wyposażona w żywność i broń. W połowie drogi niedaleko pruskiego Pokarvis założyła bazę, zostawiając ją ze zbrojnym oddziałem. Główna armia podążała dalej w głąb Natangii. Powstańcy bez trudu opanowali obóz krzyżacki, zajmując go, cierpliwie czekali na powrót głównej armii. Powracający zakonni nie tylko z łupami, żywnością ale także z niewolnikami zostali zupełnie zaskoczeni. Większość poległa mało kto zdołał uciec. Ta wiadomość dotarła do Królewca. Nie powiodło się również rycerzowi Walther von Barbyc który nieopodal pustoszył okolicę zamieszkałą przez Prusów, dowodząc oddziałem przybyłych z pomocą gości. Zaatakowany, poniósł całkowitą klęskę i znowu niewielu uszło z życiem.

    W roku 1263 Herkus Monte organizuje błyskotliwą akcję wyprawiając się do ziemi chełmińskiej. Krzyżacy ponoszą bardzo dotkliwe straty. Kiedy był w odwrocie, w pogoń za nim puścił się osobiście wielki mistrz krajowy Helmerich ze swoją świtą rycerską. Herkus Monte nie dał się zaskoczyć. Pod Lubawą, ze swoimi hufcami wojów stawił czoła mistrzowi. Krzyżacy pewni zwycięstwa poprzez zaskoczenie, szybko zaatakowali Natangów. Bitwa skończyła się dla zakonnych totalną klęską. Sam mistrz i cała jego drużyna zgineli. Nikt nie ocalał.

    Herkus Monte stał się postrachem dla Zakonnych. Sama wiedza o jego bliskiej obecności napawała ich śmiertelnym strachem. Nie przebierał w środkach. Wprowadzał w zasadzki i tępił bandy zakonnych gdzie tylko się pojawiali. Niejednokrotnie zasadzał się w przebraniu Krzyżaka. Dbał o to, żeby żadnemu nie udało się uciec, aby jego metody walki z nim nie były przekazywane innym braciom. Strach krzyżaków był wielki. Uznawano że walczą z duchem.

    W przypisach artykułu Kazimierza Aścika autor cytuje Dusburga “Podczas wielkiego powstania Prusów w latach 1260-1274 takie twierdze krzyżackie jak: Królewiec, Bartoszyce, Wiesenburg, Dzirżgoń, Kreuzburg, Rheden, Fliehburg, Elbląg i wiele innych zostało oblężonych przez powstańców. Większość tych twierdz otoczyli Prusowie potężnymi umocnieniami zaopatrzonymi w drewniane wieże oblężnicze. W 1263 r. w ręce Prusów wpadły zamki Kreuzburg i Wiesenbur.,Były szturmowane przez Prusów i ostrzeliwane za pomocą 3 maszyn oblężniczych. Np. Kreuzburg był otoczony 3 rzędami wałów, z których ostrzeliwano zamek i prowadzono blokadę. Bartoszyce posiadało silną załogę około 400 ludzi i były oblegane przez 1300 Natangów. Powstańcy otoczyli Bartoszyce umocnionymi wałami zaopatrzonymi w 3 wieże oblężnicze drewniane i ostrzeliwali za pomocą 3 machin. Zamek Bartoszyce po 4-letnim oblężeniu został zdobyty.Załoga z braku żywności opuściła go i uciekła do Elbląga i Królewca”.

    Niezmordowani Prusowie, wspólnymi siłami próbują zdobyć zamek w Królewcu, zbudoway na ruinach pruskiej twierdzy Tuvangste. Wojska pruskie przybyły do Królewca z machinami oblężniczymi. Zablokowano wszystkie dojazdowe drogi. Sambijski wódz Glande rozbijając krzyżacką flotyllę próbuje wziąść Królewiec oblężeniem i głodem.

    Korzystając z pracy Kazimierza Aścika zakończymy 53 lata ciągłych walk z Krzyżakami wspomaganymi przez całą Europę, z której cały czas napływały zbrojne siły głodne mordowania Prusów:

    “Oblegając murowane krzyżackie zamki jak np. Kreuzburg w Natangii, Bartoszyce i Wiesenburg w Barcji oraz Królewiec (Tuwangste), Prusowie szybko przejęli od swych wrogów taktykę oblężniczą, używając wież szturmujących, przysuwanych do murów, machin miotających kamienie i ogień oraz tarany do burzenia murów. Od wypadów załóg oblężonych grodów zabezpieczali się umocnieniami, które przeciwdziałały niespodziewanym atakom ze strony zamków i pozwalały na lepszą kontrolę całego terenu. Dzięki temu oblężeni nie mogli skontaktować się z innymi zamkami i sprowadzić żywność lub pomoc. Oczywiście , że takie potężne twierdze jak Królewiec, Elbląg, Bałga, Rehden, posiadając grupe mury, liczne załogi i duże zapasy żywności wytrzymały nawet kilkuletnie oblężenie i nie zostały zdobyte przez Prusów. Przy obleganiu Królewca Prusowie stosowali najnowsze zdobycze ówczesnej techniki oblężniczej, zdając sobie sprawę, że zdobycie twierdzy może przesądzić o wyniku wojny. W celu zdobycia Królewca Prusowie od północy i południa opasali zamek za pomocą silnych umocnień. U ujścia rzeki Pregoły (Preglis) okręty pruskie patrolowały rzekę i niedopuszczały dowozu żywności i posiłków od strony morza.

    Po zniszczeniu i zatopieniu okrętów przez zdrajców najętych przez Krzyżaków, Prusowie zbudowali most na Pregole, posiadający z obu stron wieże drewniane z załogami dla jego ochrony i dalej blokowali zamek. Oblężeni Niemcy dopiero po długich i niezwykle zaciekłych walkach spalili most i w ten sposób uniknęli śmiertelnego niebezpieczeństwa”.

    W oblężeniu uczestniczy również wielki wódz Natangów, Herkus Monte. Podczas walk został ranny. Pomoc z zewnątrz odblokowała Królewiec od morza co w rezultacie było powodem rezygnacji Prusów z oblężenia. Pomimo odstąpienia Prusów od oblężenia, Zakonni nie mieli ochoty i odwagi do spotkania się z nimi na otwartym polu bitwy.

POD KRZYŻACKIM PANOWANIEM I W RZECZPOSPOLITEJ

    Prusowie jeszcze parokrotnie stawali przeciw Krzyżakom. Siły z całej Europy z jakimi przyszło im się mierzyć były ponad ich możliwości. Mieli jeszcze do utrzymania rodziny i trzeba było uprawiać pola. Krzyżacy jeśli nie potrzebowali niewolników, Prusów mordowali. Jeśli nie mogli zabrać łupów, wszystko doszczętnie palono aby nic nie zostawić dla ocalałych uciekinierów. Z taką systematycznością wyglądał niemiecki podbój Prus. Było to ludobójstwo czy holokaust jak kto woli.

    Na uwagę zasługują liczne wyprawy wodza Dawida z grodzieńszczyzny. Chrześcijańskie nazwisko świadczy, że był on ochrzczony i był zbiegiem z krzyżackiej niewoli. W licznych napadach na Krzyżaków, jak kronikarz podaje, brał ludzi do niewoli a uśmiercał braci zakonnych. Musiał dobrze wiedzieć gdzie napadać i stamtąd uwalniał zniewolonych Prusów. Było to na początku XIV wieku.

    Do opustoszałego kraju z Niemiec ściągano osadników, niektórzy Prusowie otrzymywali prawo do ziemi, w zamian za co musieli zbrojnie służyć Krzyżakom. Reszta została niemieckimi niewolnikami.

    Istnieje wiadomość, że w roku 1331 w bitwie pod Płowcami, pruscy zbrojni odmówili Krzyżakom wymordowania słowiańskich jeńców Władysława Łokietka.




    Dla ratowania interesów miast niemieckich na Bałtyku w roku 1396 Krzyżacy podbijają wyspę Gotlandia z licznym udziałem rycerstwa pruskiej Chorągwi Chełmińskiej.

    Po utracie wolności, zmuszeni do służenia w krzyżackich chorągwiach, udział Prusów w wojskowości był wszechobecny. Pomimo takiej sytuacji, Prusowie byli w gotowości żeby w odpowiednim momencie wystąpić przeciwko niemieckiej zarazie. Zawsze potrafili się zachować z godnością i bez hańby. Opisane jest to w trzecim powstaniu Prusów. Bitwa pod Grunwaldem, zdobywanie zamków dla króla Jagiełły, czy bardzo aktywny udział w wojnie Trzynastoletniej. Tych fragmentów nie będziemy przytaczać, są na stronie.

    Rozproszeni Prusowie w Rzeczpospolitej, uczestniczyli w jej wszystkich zmaganiach ze wspólnymi wrogami, i zawsze do końca, nie koniecznie na jej terytorium, ale również poza jej granicami. Tak się działo do zakończenia II-giej wojny światowej, a po jej zakończeniu potrafili pomijać własne interesy i nadal w stosunku do Rzeczpospolitej być w orientacji jej suwerenności. Tak jest i dzisiaj. Za obszerny to temat, żeby o wszystkim i wszystkich pisać, wymaga dużej pracy. Czytelnicy którzy w swej rodowej historii posiadają wiedzę, dla szacunku pamięci o nich mogą takie informacje nadsyłać, wszystkich opublikujemy . Akceptujemy tak krótkie jak i długie historie, dotyczące rodów jak i pojedyńczych osób.

    Rzeczpospolita jest państwem wielokulturowym i nie można słuchać wyłącznie o kulturze słowiańsko-germańskiej, kiedy w społeczeństwie są inne narody. W związku z tym, ze wzmożonym wysiłkiem będziemy kontynuować naszą aktywność o ujawnienie Prusów historii i kultury. Rzeczpospolita głosi wolność i demokrację. W rzeczywistości są to tylko hasła, przypominające komunę, gdyż jeśli wolność i demokracja jest obecna to jej się ciągle nie wmawia. Chociaż nam Prusom odmawia się bycia narodem, oficjalnie żyjemy w polskiej kulturze. Polskę uważamy za wielokulturowe państwo, i tylko na tej podstawie jesteśmy Polakami. Najwyższy czas żeby obecność Prusów została ujawniona. Ciągła mowa o kulturze tylko dwóch narodów i uzależnienie od ich, jest wielce niesprawiedliwa, niezrozumiana i chańbiąca dla innych.

Listopad 2014
Sławomir Klec Pilewski


Bibliografia
Hermann Schreiber - Teuton and Slav
Lech Z. Niekrasz - “Gdzie jesteście, Prusai ?”
Łucja Okulicz-Kozaryn - “Życie codzienne Prusów i Jaćwięgów”
Kazimierz Aścik - “O wojskowości Prusów w V-XIII wieku”
Mieczysław Bielski, Waldemar Rezmer - “Bitwy na Pomorzu 1109 - 1945”
Wikipedia




W ZADUMIE, KOJARZĄ SIĘ PYTANIA,
Ile bitew pod Grunwaldem rozegrało się na ziemi Prusów ?
Ilu gloryfikowanych rycerzy Europy, mogło by stanąć w pierwszym szeregu z pruskimi ?
Prusowie, co to za naród, żeby z takim poświęceniem walczyć o swoją wolność ?
Jakie i co to jest człowieczeństwo, żeby przeprowadzać na innych ludziach eksterminację ?
Na jakiej bazie powstała europejska Kultura Chrześcijańska ?
Czy historyczna prawda, pomimo politycznych skutków, powinna ukazywać się ?


MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Początek Strony