KONTAKT

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Licznik


S O S
Grzegorz Białuński
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Odsłonięcie Pomnika

Historia
III-cie PRUSÓW POWSTANIE 1397 - 1466

    Po upadku II-go Wielkiego Powstania Prusów w 1283 roku było jeszcze kilka mniejszych wolnościowych zrywów. Można by je nazwać lokalnymi zbrojnymi rebeliami bez dobrze zorganizowanego przywództwa, z tego względu, że społeczne struktury Prusów podczas germańskiego holokaustu zostały kompletnie zdemolowane. Nie bez znaczenia była również masowa ucieczka Prusów do sąsiadów. Najliczniej osiedlanymi terenami było Mazowsze, Kujawy, Pomorze. Wyjątkowym osadnictwem były puszczańskie tereny północno-wschodniego Mazowsza, dzisiaj nazywane Kurpiami.
Jadżwięgowie uzyskiwali azyl na Litwie i Rusi. Pruscy uciekinierzy, z pewnością reprezentowali aktywną część pruskiej społeczności, która straciła jakąkolwiek nadzieję ocalenia życia wśród Niemców będących w amoku mordowania miejscowej ludności na Prusach.
    Po drugim zbrojnym powstaniu Prusów niemieckie osadnictwo zmalało do tego stopnia, że w miejsce wybitego rdzennego ludu, Krzyżacy zaczęli zapraszać sąsiadów do zagospodarowania opustoszałej ziemi. Wśród osadników byli słowiańscy uciekinierzy, pańszczyzną uciemiężeni chłopi, ale w pierwszym rzędzie byli nimi spolonizowani rdzenni Prusowie. Prusowie z północnego Mazowsza i innych ościennych ziem, z czasem to oni wracali na swoje ziemie, ale już przyznając się do innej tożsamości, nie do swojej w przeciwnym razie jako Prusom groziła by im taka sama niewola jaka spotkała pozostających na swojej ziemi ludności Prusów, czyli traktowani oni bez żadnych praw przynależnych człowiekowi.
    Prowincja Pomezanii od czasu pokojowego Traktatu Dzierżgońskiego, podlegała innemu prawu, było to możliwe dzięki wstawiennictwu Biskupstwa Pomezańskiego którego Pomezanie stali się wasalami. Bezpośrednio po powstaniu, Krzyżacy wśród wiodących rodów pomezańskich zrobili “porządek”, przemieszczając ich z rodowej ziemi w inne odległe tereny z dala od wielowiekowych sąsiadów, w celu uniknięcia i nie dopuszczenia do następnych antykrzyżackich powstań rdzennej ludności. Dotyczyło to rodów, które oparły się Krzyżakom w pierwszym powstaniu i z którymi Krzyżacy w pokojowym traktacie układali się. Wielu Prusów z terenu Pomezanii w późniejszym terminie przemieszczało się do Ziemii Chełmińskiej. Wielokrotnie możni pruscy posiadacze ziemscy, obdarowywali kawałkiem ziemi swoich zatrudnionych pobratymców, dzięki czemu pozyskiwali oni większe społeczne prawa.
    Upłynęło około stu lat od II-go Powstania Prusów a Prusowie wcale o germańskim barbarzyństwie nie zapomnieli, opis tego barbarzyństwa został zostawiony przez krzyżackiego kronikarza Piotra z Dusburga, który opisał to z wielką pedanterią. Przeczytanie tej kroniki pozwala czytelnikowi dowiedzieć się, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, że to w Prusach narodziła się germańska kultura, nazywana dzisiaj holokaustem i dotycząca niemieckiej nacji.
    Nie uszło uwadze Prusów krzyżackie agresywne zachowanie świadczące, że następnym celem Niemców będzie ekspansja w kierunku Litwy i Polski. Przyszło im tylko czekać na dogodną sytuację w rozwoju konfliktu do ponownego wolnościowego zrywu i próby zrzucenia niemieckiego jarzma. Doskonale orientowali się, inaczej być nie mogło, że wcześniej czy póżniej dojdzie do końcowego rozliczenia sie pomiędzy Germaństwem a Polską Koroną.
    Więcej, podobną sytuację Prusowie - Pomezanie, wykorzystali i przećwiczyli już w I-szym powstaniu, kiedy wybuchł zbrojny konflikt Świetopełka z Krzyżakami. Wtedy gdyby nie zdrada pomezańskich powstańców przez gdańskiego księcia, razem mogli by odnieść zwycięstwo nad Krzyżakami i nie byłoby poprzez stulecia potwornych zbrodni dokonywowanych przez Niemców na polskiej ziemi.
    Taka sytuacja rodzić się zaczęła już po II-im powstaniu Prusów czyli po roku 1283, i śmiało można powiedzieć dojrzewała przez cały XIV-ty wiek, kiedy pogranicze cały czas wrzało w ogniu. Nie tylko Prusowie, ale i Korona Polska była świadoma zbliżającego się wielkiego zbrojnego konfliktu na ziemi Prusów. Rozpoczęły się wojenne przygotowania.

TOWARZYSTWO JASZCZURCZE

    Pruskie rycerstwo, przysięgą zmuszone do służenia Krzyżakom, 24-go lutego 1397 roku, zakłada “Towarzystwo Jaszczurcze“. Założone ono zostaje przez czterech rycerzy, dwóch braci Ryńskich, Mikołaja i Hanusza i dwóch braci Kitnowskich Fryderyka i Mikołaja. Nie było to żadne novum, w ówczesnej Europie takie towarzystwa rycerskie powstawały w różnych intencjach i dzięki temu Towarzystwo uniknęło zbytniej uwagi i podejrzliwości Krzyżaków.
    Dokument zakładający Towarzystwo Jaszczurcze, także nie wzbudził u Krzyżaków podejrzliwości, napisany został w języku niemieckim a z tekstem zapoznajemy czytelnika poniżej:
    Niech będzie wiadomym wszystkim obecnym i przyszłym, którzy ten list oglądać albo czytać będą, że my czterej, Mikołaj i Hanusz z Ryńska, bracia, i Fryderyk i Mikołaj z Kitnowa, także bracia, uradziliśmy i zgodziliśmy się, że towarzystwo obmyślimy i utworzyliśmy w ten sposób, że my czterej, poprzednio wymienieni, i wszyscy, którzy do tego towarzystwa przystąpić mają, jeden drugiemu pomoże w potrzebnych, uczciwych sprawach, osobą i majątkiem, tak jak to czynić wolno, bez żadnej niewierności, fałszu, zdrady oraz wszelkiej innej chytrości, które by czyniło jawnie lub tajnie, samemu albo przez innych ludzi, przeciwko każdemukolwiek, który nam, albo jednemu z naszych, (który) w uprzednio wymienionym towarzystwie jest, dokucza, dręczy, gnębi albo krzywdę czyni: czy to jest na ciele, na honorze, czy na mieniu. Jednakże wyjąwszy przede wszystkim zwierzchnośc; ponad jeszcze (wyjąwszy) krewnych po mieczu tak, że jeśli ktoś z krewnych jednego z nas obrazi albo ukrzywdzi w wymienionych wyżej sprawach, jako to na ciele, honorze lub mieniu, żeby żaden ze stowarzyszonych w tym nie działał, lecz żeby milczał, aż sprawa się ułoży, lub jeden drugiemu między krewnymi, których sprawa obchodzi, w tej rzeczy uczynił sprawiedliwość. Także naradzalibyśmy się, czybyśmy Bogu, naszemu Panu, prawdziwie usłużyli, jakkolwiek by to było, jakby Bóg nas natchnął. Jak czterej najstarsi z towarzystwa urządzą albo zrobią, w tym inni powinni być powolni; albo jeżeli ktoś z naszego towarzystwa przez plagę Bożą, albo przez inne sprawy zubożał. Co czterej najstarsi wybrani temu uczynią dobrego, to powinni wszyscy inni uznawać. Także my czterej wymienieni uradziliśmy dotrzymywać przepisane artykuły, całkiem, stale i stanowczo, z wiernością i czcią, bez żadnego podstępu i sprzeciwu i jeżeli ktoś w towarzystwie czyniłby przeciw temu, albo działał, albo wyjawiłby naszą tajemnicę, albo przyczyniłby się, że zostanie przedtem ujawnione, gdyby został o tym przekonany, to powinien on wyrzucony i wypchnięty zostać z towarzystwa i z dala być trzymany bez wiary i czci, jako przekonany złoczyńca. To towarzystwo utworzyliśmy Bogu, naszemu Panu, na chwałę i służbę, naszym prawym dziedzicom ku czci i nam samym na pożytek i wygodę. Znakiem wymienionego towarzystwa ma być jaszczurka. Na utrwalenie i umocnienie poprzednio wymienionego towarzystwa, ażeby ono zupełnie i całkowicie utrzymane z wpisanymi artykułami, kazaliśmy ten niniejszy list napisać, za naszymi przewieszonymi pieczęciami; który był dany po urodzeniu Bożym w roku tysiąc trzysta i dziewięćdziesiątym siódmym, w dniu świętego apostoła, św. Macieja; także chcemy, że ci wszyscy, którzy przystąpią do towarzystwa, mają swoje pieczęcie przywiesić dotego listu.
    Bardzo inteligentnie skonstruowany dokument w zasadzie nie wzbudził podejrzeń, chociaż godne zastanowienia są niektóre frazy;
“albo wyjawiłby naszą tajemnicę, albo przyczyniłby się, że zostanie przedtem ujawnione, gdyby został o tym przekonany, to powinien on wyrzucony i wypchnięty zostać z towarzystwa i z dala być trzymany bez wiary i czci, jako przekonany złoczyńca”.
    Zastanawiającym jest, czy ci czterej rycerze zostali wybrani przez większą grupę rycerstwa jako figuranci, czy też była to inicjatywa tylko tych czterech, którzy w dokumencie wystąpili żeby nie wzbudzać podejrzeń Krzyżaków. Bardzo ochoczo reszta rycerstwa, czytając dokument ze zbożnymi celami, przystępowała do stowarzyszenia nie wzbudzając podejrzeń. Niezapominajmy, że Krzyżacy byli mistrzami intrygi i jako takich trzeba było ich przechytrzyć. Należy przyznać, że to Prusom całkowicie się udało, ze zwinnością jaszczurki. Nikt inny jak Prusowie nie mógł lepiej poznać Krzyżaków.
    Podobnego zdania jest Marian Bartkowiak: “Niewątpliwie przyjęcie jaszczurki (zwinnej i szybko potrafiącej się ukryć) za godło związku jest bardzo charakterystyczne; również wzmianka w dokumencie o karach, jakie grożą za wyjawienie wewnętrznej tajemnicy, świadczy o tem, że towarzystwo musiało jednak dążyć do realizowania jakichś tajemnych celów. Opinie uczonych polskich i niemieckich są pod tym względem jednomyślne, że Jaszczurkowcy mieli na celu oderwanie ziemi chełmińskiej od zakonu i poddanie jej Polsce.”
    Ta jednolitość uczonych polskich i niemieckich tak jak i w innych wydarzeniach podyktowana jest fałszem w celu usprawiedliwiania się. Pierwsi, że wygrali bitwę pod Grunwaldem a wojnę z Zakonem przegrali. Drudzy, że po przegranej bitwie musieli oddać ziemię która w ich posiadaniu była fałszerstwem. A jeśli już tak miało być, to właśnie Prusowie dążyli do przyłączenia ziemii Prusów do Korony. A jeśli ziemia chełmińska była polską (tak jest głoszone) to dlaczego przed tym Korona o nią nie walczyła. Postępowanie Prusów wykazało, że taka połowicznośc Prusów wcale nie zadawalała a wręcz interesowało ich skończenie z Germaństwem, czego nie można było niezauważyć, niestety nie dotyczy to polskich historyków.
    Na dokumencie Towarzystwa Jaszczurczego pojawiło się wkrótce 26-ść przewieszonych pieczęci należących do kwiatu pruskiego rycerstwa.
    Jakie, które to były rody nigdy wiedzieć nie będziemy, pieczęcie bowiem uległy zniszczeniu a dzisiaj tylko po aktywnej działalności rodów możemy domniemywać które z nich do stowarzyszenia należeć mogły. Nie wiemy również na jakim obszarze Prus, Towarzystwo Jaszczurcze miało swoich zwolenników, ale z pewnością stwierdzić można, że najbardziej wspierało je rycerstwo Pomezanii i Ziemi Chełmińskiej.
    Rycerstwo pruskie lojalnie wypełniało swoje obowiązki w stosunku do Krzyżaków, związane przysięgą, uczestniczyło we wszystkich potyczkach na pograniczu z Koroną a także za granicą nie wzbudzając podejrzeń. Tak było podczas podboju wyspy Gotlandia w 1398 roku, jako dowód istnieje dokument, że Pilewski otrzymał refundację za utratę tam konia. Póżniej była Ziemia Dobrzyńska gdzie około 300-tu rycerzy pruskich wzięło udział w walkach a także inne potyczki na pograniczu Korony. Lojalny stosunek do Krzyżactwa, nie dawał powodow do żadnych podejrzeń w stosunku do Prusów.
     Współcześni naukowcy tak niemieccy jak i polscy urządzają sobie aukcję, które wśród nazwisk rycerstwa pruskiego do jakiej należą narodowości, kto jest Polakiem a kto Niemcem. Najciekawsze, że żaden z nich w ogóle nie bierze pod uwagę faktu, że mogli oni być Prusami. Dla przykładu, często tym naukowcom na określenie narodowości pruskiej szlachty wystarczy fakt na jakich prawach nabywali ziemię, polskich czy niemieckich, i tym podobne, a herb ich zawsze określają jako polski. Nadmienić należy, że drugie tyle Prusów, co w herbie Prus (około 1 000 rodów), jest ukrytych w innych tzw. polskich herbach lub odnajdujemy ich w nieznanych herbach. Polska heraldyka jest w totalnym bałaganie, herby notorycznie były zamieniane. Łatwo można do tego dojść kiedy jedno nazwisko posiada kilka herbów. Najstarszy odnotowany herb decyduje o oryginalnej rodowej przynależności, jest pierwszym który był póżniej zamieniany. Bardzo często był herbem Prus. Herb Prus jest najbardziej pospolitym herbem w polskiej heraldyce i nie wszędzie dobrze widzianym. Z tego też powodu często ulegał zamianie. Historycy obu nacji są wyjątkowo solidarni, jednym i drugim wygodnym jest niewyciąganie Prusów na światło dzienne, a mówienie tylko o Polakach i Niemcach załatwia sprawę.
    Bez wątpienia, że przed dojściem do konflktu pomiędzy Koroną a Krzyżakami, w najbliższym otoczeniu Władysława Jagiełły (a być może tylko z nim wyłącznie, Jagiełło był nieufny wobec polskich kręgów możnowładczych), istniał w wielkiej skrytości nawiązany kontakt z Towarzystwem Jaszczurczym. Nie mógł on być z Polakami, gdyż nie darzyli oni Prusów ani przyjażnią, ani zaufaniem , na dodatek w otoczeniu Polaków byli krzyżaccy donosiciele. Prusom nigdy zdrady nie można było zarzucić.
    Współpraca była tak tajemna, że żadne jej sekrety nie dochowały się a świadectwem są tylko post fakty. Wszelkie zaś dowody, znalazły się póżniej w rękach Krzyżaków.

PRZYGOTOWANIA DO BITWY

    Na przełomie XIV-go i XV-go wieku, polityczna sytuacja na ziemi Prusów pomiędzy Polską a krzyżackim państwem, dojrzewała do poważnego zbrojnego konfliktu. Obie strony bardzo aktywnie, poprzez dyplomację, starały się sobie pozyskać w Europie jak największą ilość sojuszników. Z perspektywy czasu widocznym się staje, że Korona Polska samotnie nie była w stanie się przeciwstawić militarnej potędze Krzyżaków, za którą stało całe rycerstwo niemieckie i zachodniej Europy. Zresztą podobnie było z eksterminacją Prusow, kiedy za Krzyżactwem stała cała Europa, z tą tylko różnicą, że Prusowie z całą Europą bili się przez 53 lata a tu wszystko rozstrzygnąć miała jedna tylko bitwa.


    Na podstawie powyższej mapki możemy ocenić potęgę Korony Polskiej. Terytorialny obszar Korony po 170 latach obecności Krzyżaków na ziemi Prusów porównując z terytorium państwa krzyżackiego jest równym z obszarem Korony a Księstwo litewski było conajmniej trzykrotnie większe. Księstwo płockie, zakała polskiej historii, żadnej terytorialnej roli nie odgrywało a samo Mazowsze do Korony weszło dopiero w 1529 roku, którego północne rubieże zamieszkiwane były przez Prusów. Powyższa mapka nie jest imponująca dla słowiańszczyzny. Wyrażnie widać kto był od morza do morza. Do tego jeśli dodamy ilość krzyżackich rycerzy, było ich około 500. Taka właśnie siła wystarczyła żeby zamieszać w Koronie, a Prusowie walczyli z nimi i całym europejskim rycerstwem przez 53 lata. Wprost nie do wiary, żeby Korona pozwoliła sobie na wyrośnięcie takiego germańskiego wrzodu. Ale, tu widać sukces germańskiej polityki w dążeniu opanowania basenu morza Bałtyckiego przez niemieckie miasta, gdyż to one finansowły Krzyżaków.
Siły sprzymierzonych i Krzyżaków w przybliżeniu przedstawiały się następująco.40 - ści chorągwi Witolda a były to raczej zagony. Każda nie przekraczała 300 zbrojnych, razem nie więcej jak 12 000 lekkokonnych zbrojnych. Jagiełło dysponował 50 - cioma chorągwiami i siła ta nie przekraczała 18 000 ciężko zbrojnych konnych z piechotą. Krzyżacy mieli około 50 chorągwi. Liczebnośćchorągwi była od 400 -stu do 1000 - ca zbrojnych. Więcej jak 25 000 ich nie było. Z tych chorągwi wykluczyć należy 16 - ście chorągwi odwodowych, doborowego gościnnego rycerstwa, przeznaczonego do użycia w końcowej fazie bitwy dla glorii germańskiego zwycięstwa. 16 - ście chorągwi to blisko 25% całego stanu a liczbowo około 6 500 ciężko, lekko zbrojnych i piechoty do asysty rycerstwa.
Początek XV-go wieku to już w pełnym toku przygotowania do zbrojnego konfliku który ostatecznie miał wyznaczyć losy nie tylko kto będzie panem na ziemi Prusów, lecz także Korony, a również i całej wschodniej części Europy.

    Władysław Jagiełło, Litwin, król Polski doskonale zdawał sobie sprawę z sytuacji w jakiej znalazła się Korona, dlatego wszystkie polskie misje dyplomatyczne i wysiłki szły w kierunku zjednania sobie Litwinów, Rusinów i Tatarów. I to tylko te narody, wkrótce miały stanąć pod polskim dowództwem, solidarnie i zbrojnie przeciwstawić się miały niemieckiemu i europejskiemu rycerstwu na polu grunwaldzkim.
    Wymienić należy, że w siłach krzyżackich też znależli się zniemczeni książęta pomorscy i ze Śląska oraz bardzo liczni pruscy rycerze i ich lekkozbrojni. Ci ostatni nie byli zgermanizowani a zniewoleni i zmuszeni przysięgą do służby na rzecz krzyżactwa, i dość licznie stawić się musieli na polach grunwaldzkich. Była to niewolnicza zbrojna służba.
    Ci sami Prusowie również bardzo licznie byli obecni w hufcach rycerstwa polskiego, ale był to kontyngent wolnych Prusów osiadłych w Polsce. Przewodnikami wojsk Jagiełły w marszu na pole Grunwaldu byli Prusowie a ich przywódca Jan Grinwald miał bezpośredni kontakt z Jaszczurkowcami i przyjażnił się z rycerzem Mikołajem z Durąga póżniejszym zdobywcą zamku w Ostródzie. Historycy przypisują wielokrotnie przewodnikom polskość, posiadane przez nich herby mają być tym dowodem. Takie wywody są błędne, nauka polskiej heraldyki nie może się wydobyć z XIX-to wiecznego bałaganu.    
    Obie strony, od samego początku w przygotowaniach do wojny korzystały ze służb wywiadowczych. W szpiegostwie bezwzględny prym wiódł znienawidzony Zakon rycerstwa niemieckiego, nie mogli oni jednak liczyć na sympatię czy lojalność ze strony poddanych, pruskiej ludności.
    Na ziemi Prusów w trakcie marszu wojsk koronnych, pod Kurzętnikiem zostaje Jagiełło poinformowany, że w przypadku przekraczaniu brodu na Drwęcy może spotkać jego armię przygotowana przez Krzyżaków zasadzka. Wojska Jagiełły omijają Kurzętnik będący w krzyżackich rękach i dalej maszerowały wzdłuż Drwęcy.
    Dezinformacja była na porządku dziennym tak ze strony Jagiełły, jak i von Jungingena. Można zadać pytanie, czy zasadzka na brodach w Kurzętniku, była krzyżacką mistyfikacją, aby przedłużyć pochód wojsk Jagiełły, gdyby podiął decyzję jego zdobycia .
    Krzyżacy mieli by więcej czasu w zbieraniu swoich sił w trakcie marszu. Na ten czas nie byli jeszcze gotowi ze swoją armią. Czas też potrzebny był żeby przed przybyciem Jagiełły obsadzić korzystne stanowiska pod Grunwaldem. Krzyżacy przygotowywali się do tej bitwy z największą starannością i przekonaniem o zwycięstwie. Świadczą o tym liczne okowy po bitwie znalezione w taborach krzyżackich a przeznaczone dla pokonanych.
    Krzyżackie hufce stawiły się jako pierwsze i wyszły na pola grunwaldzkie w swojej maksymalnej obsadzie. Całe rycerstwo, wszystkich twierdz-zamków, jak również w dużej sile zmobilizowano poddanych, zniewolonych Prusów. W zamkach pozostali rycerze emeryci, którzy świetność swoją już dawno mieli za sobą. Do nich spędzono, zniewoloną, lokalną ludność, słabo przysposobioną do walki i zdecydowanie wrogą Krzyżakom. Świadczy o tym z jaką łatwością po bitwie, drużyny pruskiego rycerstwa na rzecz Jagiełły odbijały krzyżackie zamki.
    Najbliższe otoczenie Jagiełły i on sam, dowodnie i poza wszelką wątpliwością byli w kontakcie z Jaszczurkowcami a więc ze strukturą społeczną Prusów i doskonale wiedzieli w największej tajemnicy o ich wrogich nastrojach względem Krzyżaków. Widocznym jest to w samym przebiegu bitwy. Jagiełło miał o jednego sojusznika więcej, a byli nim Prusowie, którzy jak się okaże, mieli niebagatelny wpływ na wynik Bitwy pod Grunwaldem.
    W trakcie marszu na pola grunwaldzkie armia Jagiełły była już w całości, kiedy do krzyżackich sił ze wszystkich stron ciągle nadciągały ich własne i gościnne hufce zbrojnych.

15 LIPCA 1410 BITWA POD GRUNWALDEM

     Efektem tych długich przygotowywań była bitwa 15-go lipca 1410 roku, rozegrana na polach Grunwaldu. Miał to być zbrojny decydujący konflikt Europy wschodniej z Krzyżakami. Polska i Litwa miała różne interesy uczestnicztwa w tej bitwie. Koronie chodziło o uzyskanie utraconego dostępu do morza a Litwie o rostrzygnięcie przynależności Żmudzi. Krzyżaków potęga i jej bliska obecność bardzo nie przerażała tak jednych jak i drugich ani nie było chęci do jej wyeliminowania, polityka zostawala w rękach germaństwa, tak jak jest do dzisiaj.
    Od stuleci przekazywany nam opis bitwy posiada bardzo dużo nieścisłości i niejednokrotnie opis bitwy jest bezkrytycznie przepisywany biorąc pod uwagę tylko względy patriotyczne. Szczególną uwagę zwrócić można na brak jakiejkolwiek wzmianki o udziale w bitwie rdzennych Prusów i w tym temacie nasza uwaga będzie bardzo skupiona.     Strategią Krzyżaków było przybycie na pole bitwy ich rycerskich hufców przed wojskami Jagiełły, i zajęcie w ukształtowanym terenie dogodnych pozycji, stosownie do ich strategii. Z tych w ten sposob zajętych pozycji w pełnej gotowości Krzyżacy czekali na stoczenie bitwy ze z góry założonym jej przebiegiem. Bitwa miała być rozegrana według obmyślonej przez nich strategii i taktyki.
    Teren który Krzyżacy zajęli znajdował się w trójkącie, Stębark określimy jako krzyżackie lewe skrzydło, Łodwigowo prawe skrzydło i Grunwald na tyłach skrzydeł, tam Krzyżacy rozłożyli się obozem.
    Ukształtowanie krzyżackiego terenu było takie, że przed lewym skrzydłem teren rozpościerał się łagodnie, nie był zalesiony i było widoczne z obozu Jagiełły, przed prawym skrzydłem odwrotnie, był falisty a na prawo kończył się lasem.
    Dystans pomiędzy Stębarkiem a Łodwigowem jest około dwóch kilometrów.




Mapa powyższa przedstawia rozłożenie wojsk przed rozpoczęciem bitwy. Jedna i druga strona dysponowała wojskiem nie mniejszym jak 20 000 zbrojnych.


    Na polu bitwy lewe skrzydło krzyżackich formacji stanowili lekkozbrojni, wśród nich szacuje się, że było co najmniej 5000 Prusów - na ogólną liczbę około 10000 lekkozbrojnych wojsk krzyżackich. Świadczyć o tym mogło z jaką łatwością poszli w pościg za lekką jazdą Litwinów, Rusinów i Tatarów kiedy ci zarządzili odwrót. Ciężko zbrojni nie byliby w stanie udać się w taką pogoń, ani zbyt długo ją wytrzymać. Większość artylerii ustawiona została na froncie tego skrzydła z liczną do obrony piechotą. Niektóre żródła podają, że przed bateriami artyleryjskimi wykopano wilcze doły, a może zasieki, jako zasadzkę na konnicę.
    Prawe skrzydło zaczynało się po przerwie od lewego, a kończyło się w zalesionym terenie. Skrzydło to, składało się z niemieckiego zakonnego, wyborowego ciężkiego rycerstwa. Zastosowanie przerwy pomiędzy skrzydłami miało na celu sprawnego wprowadzenia odwodów, bądż na lewe czy na prawe skrzydło. Przerwa, również mogła być zachętą dla zbrojnych Jagiełły do zapuszczeniu się w głąb, gdzie czekało na nich 16-ście odwodowych chorągwi.
    W rezerwie dla wspomożenia lewego bądż prawego skrzydła pośrodku między nimi lekko cofniętymi do tyłu były krzyżackie odwody w sile 15-stu europejskich, głównie niemieckich, wyborowych, gościnnych chorągwi. Do boju na pole bitwy poprowadzić ich miała 16-ta Chełmińska Chorągiew składająca się z pruskiego rycerstwa Ziemi Chełmińskiej oraz jej przyległych ziem. Takie celowe usytuowanie chorągwi odwodowych, miało za zadanie, w zależności od bojowej sytuacji na polu bitwy gdzie miały nieść wsparcie, pomoc.
    W sumie można ocenić, że odwody stanowiły od 5000 do 7000 zbrojnych, w tym Chełmińczyków mogło być około 600-et.
    Artyleria na prawym krzyżackim skrzydle, ze względu na faliste ukształtowanie terenu stawała się tu mało w skuteczności użyteczną i z pewnością takiej tam nie było. Za to w terenie za pagórkami, jak również w zalesionym terenie ukryte zostało ciężkie krzyżackie rycerstwo.
    Strategią Urlicha von Jungingen, przeciw wojskom koronnym Jagiełły i Witolda, było ściągnięcie uwagi na widoczne w otwartym polu lewe skrzydło krzyżackiego rycerstwa wraz z artylerią. W kalkulacjach było, że tam główne siły wojsk Jagiełły uderzą. Podczas przebiegu bitwy, rycerstwo z prawego skrzydła uderzyć miało w tyły głównych sił Jagiełły związanych z krzyżackim lewym. Krzyżaków lewe skrzydło miało ulec zagładzie. W takiej sytuacji już nie byłoby sposobu żeby ciężko zbrojnych Jagiełły zawrócić. Na zachowanie Litewskich lekkozbrojnych miały czekać krzyżackie odwodowe gościnne chorągwie i Litwini nie niewiele mogliby zdziałać. Nie byliby użyci w ataku na Krzyżaków razem z ciężko zbrojnymi Jagiełły. A jeśli już coś to w wypadku Jagiełły zwycięstwa dobijali by Krzyżaków. Na polu bitwy byłby prawdziwy kocioł. Taki scenariusz, sprowokowanie użycia ciężko zbrojnych przeciw lekko zbrojnym oznaczało bezużyteczną zbyt wielką fatygę a póżniej stawienie oporu krzyżackim ciężko zbrojnym stało się by niemożliwym.. Taki był jednak krzyżacki bitwy scenariusz i powód do eksponowania na widoku lewego swojego skrzydła.
    Jeśli Krzyżaków strategia miała by się powieść, oznaczałaby klęskę Jagiełły, i byłaby końcem zmagań Polski z Krzyżakami na długie lata.
     Pozycja samego dowodzenia Urlicha von Jungingena znajdowała się na tyłach prawego skrzydła ale ze zbliżeniem do lewego. Zdawał on sobie doskonale sprawę z tego, że to rycerstwo z prawego skrzydła rozstrzygnie losy bitwy. Twierdzenie niektórych, że on sam miał poprowadzić odwody nie mają żadnej wartości. Główny wódz nie opuszcza stanowiska dowodzenia, a znalezienie jego zwłok wśród najwyższych dygnitarzy Zakonu też świadczy o tym że do końca pozostawał ze sztabem i cały czas czuwał nad przebiegiem bitwy. Były nawet trudności z rozpoznaniem jego zwłok, jest bardzo prawdopodobnym, że dopiero któryś z Chełmińskiej chorągwi pomógł w rozpoznaniu zwłok wielkiego mistrza.

    To wszystko jednak nie tak miało być.

    Jagiełło przed przybyciem na przedpole bitwy lub zaraz po przybyciu, został poinformowany o sytuacji we wrogim obozie przez zaufanego kuriera Jaszczurkowców z Chorągwi Chełmińskiej, osoby z pruskiego środowiska o najwyższym zaufaniu w obozie Jagiełły. Informacje musiały jednakdotrzeć przed przybyciem ze względu na brak czasu przed bitwą a mówimy o rozstawieniu wielo tysięcznego wojska. Biorąc pod uwagę, że Krzyżacy mieli je już rozstawione, świadczy to jeszcze o jednym pomijanym fakcie, Krzyżackie wojska przybyły przed sojuszniczymi. Nie mógł to być nikt inny, jak to póżniej zobaczymy, tylko rycerz Chorągwi Chełmińskiej Mikołaj z Pilewic. Posiadał on niezbędną wiedzę i wszystkie informacje z obozu krzyżackiego, jak również najwyższy kredyt zaufanie u Króla. Posiadanie tej całej wiedzy o wcześniej przybyłym na pole bitwy nieprzyjacielu było dla Jagiełły niezmiernieważnym, jego rozlokowanie, fortyfikacje, liczebności itd. Inaczej nie można wytłumaczyć, że wparę godzin po przybyciu Jagiełło wie jak rozlokować swoje wojsko. Umożliwiło to Jagielle na odpowiednie rozmieszczenie
swoich sił, lekkich naprzeciwko lekkich i odpowiednio ciężkich. Zdobywanie tej podstawowej wiedzy w trakcie toczącej się bitwy, okazać by się mogło nawet dla wybitnego wodza nie tylko bardzo spóżnioną wiedzą, a wręcz tragicznąw skutkach. Z tego też powodu zwłoka ze strony Jagiełły w rozpoczęciem bitwy w pełni miała uzasadnienie.
     Bitwa miała rozpocząć się pod dyktando Krzyżaków, którzy w swoich defensywnych pozycjach mieli przyjąć atak wojsk Jagiełły, ten atak mieli skontrować i przeprowadzić śmiertelną kontrofensywę.
        Krzyżacy przed bitwą, nocą próbowali zdobyć wiedzę o obozie Jagiełły, Prus Hankoherbu Ostoja zawiadomił o tym króla, że zwiady krzyżackie są bardzo blisko królewskiego obozu, to szpiegostwo zostało potwierdzone przez inny zwiad i szpiedzy krzyżaccy zostali przegonieni.
    

    15 lipca rozpoczęcie bitwy dla Krzyżaków zaczęło się wydłużać i wywołało duże zniecierpliwienie Wielkiego Mistrza Zakonu. Dzień był upalny, rycerstwo Zakonu w zbrojach na stanowiskach, konie bez wodopoju, a stanowisk w żadnym przypadku nie wolno było im opuszczać. Sytuacja conajmniej kuriozalna, jak długo mogła tak trwać.
    Urlich von Jungingen wysyłając delegację z dwoma mieczami, ponagla i prowokuje Jagiełłę do rozpoczęcia bitwy. Bardzo doświadczony, wytrawny w bojach Litwin, nie daje się złapać na taki pełen chytrości i prostacki chwyt. Na uwagę zasługuje, że w całej bitwie Król Jagiełło wykazał bardzo dużo zimnej krwi.
    Bitwa pod Grunwaldem, rozpoczęła się wczesnym popołudniem, szarżą przez lekko zbrojnych Litwinów, Rusinów i Tatarów na lewe krzyżackie skrzydło. Pokonali wilcze doły, wycięli w pień kanonierów Zakonu i ich pieszą obronę, starli się z rycerstwem lekozbrojnym różnego autoramentu. Zadanie wykonali ze stratami i zarządzili odwrót w rozproszeniu w kierunku swojego obozu. Taka była taktyka walk wschodu a wojska Witolda reprezentowały taki właśnie wschodni styl walki, w myśl której, wymagane było wycofanie się z pola bitwy dla ponownego zwarcia szyków do wtórnego uderzenia.
    Krzyżacy popełnili błąd, być może, że taki scenariusz nie był przewidziany, być może emocjonalnie nie wytrzymali, pewni siebie, że już pokonali Litwinów, puścili się za uchodzącymi z pola bitwy, opuszczając dużo za wcześnie stanowiska lewego skrzydła. To skrzydło na polu bitwy przestało istnieć.
    Nie uszło to uwadze Urlicha von Jungingen, który widząc, że to lekkozbrojne siły uderzają na lewe Krzyżackie skrzydło, załamał się, podobno nawet zaczął płakać.
    Cała jego strategia legła w gruzach, a na dodatek jeszcze ten nieodpowiedzialny ruch lewego skrzydła i opuszczenie stanowisk zamiast czekanie na rozwój bitewny ciężkiego rycerstwa i powrót na pole bitwy sojuszników Jagiełły.


Mapa pokazuje wojsko Witolda, po ataku na lewe skrzydło Zakonu, jego odejście z pola bitwy,
w rozproszeniu, i nierozważną Zakonu pogoń za nimi.


Ale, na koniec bitwy trzeba było jeszcze poczekać.

    Wkrótce na prawym skrzydle rozgorzała i toczyła się bitwa o nieprawdopodobnych emocjach, obu stron kwiatu ciężko zbrojnego rycerstwa oraz jego entouragu z której żywym mógł wyjść tylko zwycięzca. Żywioł który tam kipiał, najlepiej przedstawił Jan Matejko w swoim obrazie Bitwa pod Grunwaldem.
    Wielki Mistrz Zakonu dla ratowania sytuacji, dla odciążenia swojego ciężkiego zbrojnego rycerstwa któremu było daleko do zwycięstwa podejmuje decyzję okrążenia w końcowej fazie bitwy ciężko zbrojnych Jagiełły i na pole bitwy wysyła 15-cie gościnnych chorągwi pod wodzą 16-tej Chorągwi Chełmińskiej pruskiego rycerstwa.
    Była to nie bagatelna siła, jeśli skromnie przyjmiemy, że chorągiew to 400-tu zbrojnych, razem mamy ich 6400. Celem ich było obejście ciężko zbrojnych Jagiełły, niekoniecznie wszystkich, ale nawet części, wzięcie ich we dwa ognie i wdarcie się w ich szyki. W taki sposób wywołując panikę, która podążałaby jak fala i mogłaby doprowadzić do zwycięstwa Krzyżaków.
    Dowództwo Chorągwi Ziemi Chełmińskiej stanowiło rycerstwo Jaszczurkowców, a Chorągiew w bitwie pod Grunwaldem stała w obozie krzyżackim w odwodzie i oczekiwała kiedy w końcowej fazie miała być wypuszczona na pole bitwy, w kolumnie za sobą poprowadzić 15-ście gościnnych krzyżackich chorągwi. Jedyną niewiadomą dla nich było kiedy i gdzie będą wysłani dla ratowania krzyżackiego frontu. Odwodowe siły były pokażne, stanowić mogły nawet 25% wszystkich krzyżackich sił a wśród nich były doborowe chorągwie z Niemiec, z zachodu Europy oraz zniemczone rycerstwo Pomorza i Śląska. Możliwość użycia 25% całości posiadanych sił w odwodzie, to fakt, którego nie trzeba tłumaczyć żadnemu sztabowemu oficerowi – jak jest potężną siłą i atutem. Marzeniem każdego wodza jest posiadanie takich odwodów. Nie trzeba być taktykiem wojskowym aby wyobrazić sobie jak wyglądałby wynik bitwy grunwaldzkiej gdyby odwody krzyżackie weszły do walki tak jak zaplanował to Konrad von Jungingen – kiedy w ciągle jeszcze niepewnym zakończeniu bitwy wypada nagle 6.000 doskonałych świeżych zbrojnych i zmiata część koronnego wojska.  
    Dopiero kiedy bitwa pod Grunwaldem rozgorzała i miała się ku końcowi objawiło się prawdziwe oblicze Towarzystwa Jaszczurczego i odegrało nie bagatelnną rolę której historycy do dzisiaj nie potrafią a raczej nie chcą uznać, wymazujac z historii zachowanie sie Prusów w tym decydujacym momencie bitwy.
    Staje się niezwykłe wydarzenie, odwodowi nie napotykają na żaden opór, podchodzą bardzo blisko do stanowiska króla Jagiełły. Rycerstwo gościnne bez czarnych krzyży nie zostaje rozpoznane przez polskie rycerstwo jako krzyżaccy sojusznicy, a rycerz chorągwi z Miśni, zaatakował nawet samego króla. Ten epizod jednak też raczej jest tworem fantazji, przypodobaniem się królowi, nie trzyma się całości. Niektórzy mówili, że istniała grożba utraty wielkiej chorągwi polskiej, a rycerstwo Zakonu przez moment, uwierzyło w zwycięstwo. Była to znaczna siła, doborowego europejskiego rycerstwa, która w bitwie powinna odegrać poważną rolę. Takiej roli jednak nie odegrała.
    Wejście na pole bitwy było w szyku kolumny, po osiągnięciu celu, nastąpić miał skręt o 90 stopni do ataku na tyły ciężko zbrojnych Jagiełły.
    W historii bitew stała się jednak rzecz niebywała, Chorągiew Chełmińska wiodąca na pole bitwy kolumnę odwodowych chorągwi zbliża się na widoczny dystans do Władysława Jagiełły i zwija swoją chorągiew, dając w ten sposób sygnał poddania się. Powierzenie tej roli Chorągwi Chełmińskiej przez Krzyżaków było bardzo zasadne jej rycerstwo doświadczone w podbojach Gotlandii i ziemi Dobrzyńskiej świadczyło o tym i dlatego zdobyło takie krzyżackie zaufanie. Jest całkiem możliwym, że zwinięcie chorągwi, pomogło zwrócić uwagę w polskim obozie, że mają przed sobą wrogie siły. W wyniku zamieszania w odwodach, inne chorągwie nie wiedząc co się dzieje postępują podobnie do Chorągwi Chełmińskiej a z pewnością z nimi uprzednio nie było takiego uzgodnienia. Żródła podają, że były to cztery chorągwie, w ten sposób siły odwodowe zostały osłabione o 30% całego orszaku, czyli o około 2000 zbrojnych. W rezultacie w reszcie odwodowców powstał wielki chaos który spowodował, że ich bojowa sprawność bardzo zmalała.

    Jakkolwiek patrząc się na zachowanie Chorągwi Chełmińskiej i sytuację przez nich wywołaną to tylko niesprawnemu strategowi może nie przyjść do głowy co by było gdyby było inaczej.
    Kiedy Litwini zarządzili odwrót z pola bitwy w pogoni za nimi ruszyli krzyżaccy lekkozbrojni i nic nie mówi się, aby wogóle wrócili oni na pole bitwy W siłach tych mogło być około 5000-cy Prusów. Lewe krzyżackie skrzydło przestało istnieć i nie ma żadnej wiedzy ani dowodów o tym żeby ktoś wrócił. Może brzmieć to jak humoreska, ale czyżby Prusowie pomogli Litwinom wybić Krzyżaków i po dokonaniu tego, zdecydowanie opuścili pole bitwy i udali się do swoich domostw. Do walki przy boku Krzyżaków przeciwko Litwinom byli przymuszeni, było to z obowiązku i z pewnością wcale nie mieli na to ochoty. Krzyżacy, po bitwie dobitnie mówią, że Prusowie w bitwie grunwaldzkiej nie byli bitni jak to zwykle było. Krzyżacy o zdradzie za dużo wiedzieć nie mogli, z lewego skrzydła Krzyżacy zostali wybici, taki sam los spotkał sztab krzyżacki. Nie było więc komu sprawdzić kto wrócił z bitwy bez walki.
    Prusowie już w bitwie pod Durbe przymusowo wcieleni do wojsk krzyżackich, w decydującym momencie przeszli na stronę Żmudzinów doprowadzając do klęski połączonych wojsk krzyżackich. W tej sytuacji zachowanie lekkozbrojnych Prusów nie powinno nikogo dziwić – było przewidywalne i stałe od 130 lat. Gdziekowiek można było i jakkolwiek było można – walczyli z narzuconą władzą krzyżacką.
    Ani Jagiełło ani von Jungingen nie posiadali żadnej wiedzy co tak na prawdę działo się na lewym skrzydle ani kto z niego wróci zwycięzcą.
    Akurat w tym momencie na pole bitwy powracają Litwini, Rusini i Tatarzy, jeszcze nie dawno w panicznej ucieczce przed zaciekle ich ścigajacymi lekkozbrojnymi krzyżackimi Prusami – nagle odnaleźli swoją odwagę i zawrócili, tylko co ze ścigającymi ich Prusami ? Ci pewnie już byli w swoich zagrodach.
    Powracający sojusznicy Jagiełły uderzyli na resztki odwodowych chorągwi które były w szyku i jeszcze miały ochotę do walki. Zamiast zrobić kocioł rycerzom Jagiełły same się w nim znalazły. Mogło to skończyć się bardzo żle dla koronnych wojsk, ponieważ odwodowe rycerstwo nie bylo ubrane w czarne krzyże a rycerstwo polskie nie rozpoznawało ich jako krzyżackie. Po tym epizodzie nie zagrożone ciężkozbrojne rycerstwo Jagiełły uzyskało przewagę nad Krzyżakami i jego wiktoria na polu grunwaldzkim stała się historią zwycięstwa nad germaństwem. Dzisiaj w patriotycznym duchu mało kto z badaczy chce rozważać, że mogło być zupełnie inaczej, gdyby odwodowe chorągwie wywiązały się z powierzonego im zadania.
    Nie wiemy jednak jednego, jakie instrukcje otrzymali przywódcy Chorągwi Chełmińskiej wyprowadzając odwodowe rycerstwo na pole bitwy. Również, Chełmińczycy mogli dobrze wiedzieć o pozycjach wojsk koronnych i w tym przypadku mogli oni te odwody z premedytacją wyprowadzić w puste pole bo takie na lewym krzyżackim skrzydle było i to na nim wracający sojusznicy w rozpędzie rozbili odwody. Odwody były w polu widzenia sztabu Jagiełły a on doskonale wiedział, że oni nie są i nie mogli być jego wojskiem. Nie byli rozpoznani przez polskie rycerstwo. Niestety polscy kronikarze nie zadbali o to żeby bitwa ta znalazła swoje właściwe miejsce w kronikach i rzetelnie była spisana.
    Nie było takiego przypadku, żeby jedna chorągiew mogła przechylić szalę zwycięstwa w tak wielkiej bitwie i na dodatek nie ponosząc przy tym żadnych strat, cokolwiek, Jagiełło musiał o tym wszystkim wiedzieć i być pewien, że Chorągiew Chełmińska wystąpi w bitwie, ale też wiedział, że nie uderzy i nie będzie walczyć przeciwko Koronie. Byłaby to zdrada, a niech wszystkim będzie wiadomym, że Prusowie raz obranego sojusznika nigdy nie zdradzali. Wszystko to odbyło się z niezwykłą precyzją, zaplanowaniem wszystkich elementów do przechytrzenia Krzyżaków – a jednocześnie z niebywałą wręcz pewnością, graniczącą prawie z butą, że nie będzie elementów niepewnych i zaskakujących. Pewność ta wystąpić może wyłącznie w przypadku działania jednego rodu w którym każdy jego członek wie co uczyni jego brat z lewej i z prawej strony – no cóż jeden był to ród: Prusów, Litwini przecież według legendy Wajdewuta z Prusów wyszli. Niestety Litwini nigdy Prusom z pomocą nie przyszli. Polakom pozostała chwała zaspokajająca ich pychę.


Mapa ostatniej fazy bitwy. Trzy niebieskie prostokąty na prawo przedstawiają wchodzenie odwodowych chorągwi.
Czy mogły one być wyprowadzone na puste pole ?


    To wydarzenie podczas bitwy z Chorągwią Chełmińską, przez historyków jeśli nie jest wręcz ignorowane to zawsze minimalizowane. Zachowanie to bylo zupelnie nieoczekiwane oraz powodujace niesamowite zamieszanie wśród rycerstwa innych chorągwi. Było na tyle długie, że pozwoliło rycerstwu polskiemu na rozpoznanie krzyżackich gości oraz wprowadzenie swoich odwodów, a w końcówce powracający na pole bitwy litewsko-rusińscy-tatarscy zbrojni rozprawili się z tymi gośćmi, którzy nie mieli ochoty poddania się.
    Zwycięstwo w Bitwie pod Grunwaldem rozstrzygnęło polskie ciężkie rycerstwo i zaciężni wśród którego było również wielu Prusów. Reasumując, Krzyżacy, podają jako przyczynę swojej klęski, brak bitności na lewym krzyżackim skrzydle wśród lekkozbrojnych Prusów a za bezpośrednią przyczynę klęski, uważają zdradę Chorągwi Chełmińskiej.
    Polscy historycy ignorują ten fakt, ale dzieje się tak na całym świecie, że historię pisze się na polityczne zamówienie albo politczny trend, żeby o pewnych faktach wogóle nie pisać. Można zgodzić się, że jedna chorągiew nie mogła wygrać bitwy, ale przez swoje zachowanie, nie mające sobie równego w historii, jako wiodąca chorągiew, w znacznym stopniu przechyliła szalę zwycięstwa się na stronę Korony.

CHORĄGIEW CHEŁMIŃSKA


    Historycy, i tak ma się to od stuleci, nie to, że ignorują rolę pruskiej szlachty z ziemi chełmińskiej w jej stosunkach z Koroną, ale wprost pomijają jakiekolwiek jej istnienie chociaż to o niej najwięcej wiemy w bitwie grunwaldzkiej. Mówimy o szlachcie pruskiej z okresu przełomu XIV-XV wieku i całego wieku XV.    
    W Bitwie pod Grunwaldem, Chorągiew Chełmińska pochodząca z ziemi pod władaniem Krzyżaków była przymuszona pod rycerską przysięgą do wzięcia udziału w bitwie po stronie Zakonu.
    Pomimo zobowiązań, w rzeczywistości reprezentowała rycerstwo, które w swoim rodowodzie miało pruską nie tylko z Pomezani szlachtę, która w genach miała wrogość do Krzyżaków i walkę z germaństwem. Elite tej Chorągwi, jej dowództwo stanowili Jaszczurkowcy pozostający w bardzo bliskich kontaktach z Koroną.
    Towarzystwo Jaszczurcze z politycznymi celami, liczyło na Koronę, chcąc oderwać Ziemię Chełmińską od Zakonu i przyłączyć ją do Korony, jak to piszą polscy historycy. Jednak Prusom przedewszystkim chodziło o przetrącenie germańskiego karku i to raz na zawsze, Polska i jej sojusznicy nie sięgali myślami tak daleko. Jak zgubne było takie myślenie miało już wkrótce się okazać a w dalekiej przyszłości to rozbiory Polski są tego dowodem.
    


Odsłonięcie tablicy KU CHWALE CHORĄGWI CHEŁMIŃSKIEJ na przedpolu bitwy w Łodwigowie,
jej fundatorzy od lewej małżeństwo Słuchockich, Sławomir Klec Pilewski,
na prawo w samym tyle a drugi z prawej strony Kazimierz Pilewski z Włocławka.


    Trzeba domniemywać i to z dużą pewnością, że kontakty Prusów odnosiły się do najbliższego otoczenia Jagiełły, gdyż z Polakami nie było im po drodze, trudniej się im było układać, ze względu na lekceważący ich stosunek do Prusów, chociaż to przeciez Polacy korzystali z ich pomocy.
    Istniała konieczność maksymalnego utajnienia tych kontaktów i stosunków ze względu na nieobliczalne konsekwencje ze strony Zakonu, który miał wszędzie obecnych swoich szpiegów. Rola Chorągwi Chełmińskiej musiała pozostawać więc bardzo utajnioną po obu stronach, tak po polskiej jak i pruskiej.
      Wiedza o ustawieniu na polu grunwaldzkim wojsk Zakonu miała dla Jagiełły ogromne taktyczne znaczenie. Informacja o ustawieniu krzyżackich formacji, pochodzić mogła tylko od Jaszczurkowców gdyz Chorągiew Chełmińska była w obozie Zakonu. Wiedzę tę mógł dostarczyć tylko ktoś z Prusów cieszący się pełnym zaufaniem Jagielly.  
Taką informację mógł przekazać tylko Mikołaj z Pilewic z jego osobową wiarygodnoścą u króla, Jaszczurkowiec i członek Chorągwi Chełmińskiej. To na niego też padło pierwsze krzyżackie podejrzenie o zdradę Zakonu. Po bitwie podczas rewizji w posesji Mikołaja z Pilewic, Krzyżacy znaleźli wrogą Zakonowi, korespondencję z Koroną wraz ze strzępami proporczyków polskich. Tymi strzępami proporczyków identyfikowali się u Mikołaja z Pilewic kurierzy z Korony i te dokumenty były podstawą do pojmania Mikołaja z Pilewic i wykonanie na nim wyrok śmierci bez sądu.
    Licznej grupie przewodników Jagiełły przewodzili również Prusowie Trojan z Krasnego Stawu i Jan Grynwald przyjaciel innego Prusa rycerza Mikołaja z Durąga zdobywcy zamku w Ostródzie. Mieli oni bliskie kontakty z Towarzystwem Jaszczurczym, możliwe, że łączyły ich nawet związki rodzinne.
Chorągiew Chełmińska bez wątpienia była wśród szesnastu odwodowych chorągwi i poprowadziła na pole bitwy chorągwie gościnne przybyłe z pomocą dla Krzyżaków z Europy.
    Gęsto zaludniona Ziemia Chełmińska, wśród członków swojej Chorągwi miała również zbrojnych z ościennych ziem. W Bitwie pod Grunwaldem ocenić ją można razem z rycerzami na około 600-et zbrojnych.
    Wiemy z wypłaty żołdu, że podczas najazdu na Ziemię Dobrzyńską stan Chorągwi Chełmińskiej wynosił 333 zbrojnych. Na pewno nie była to pełna mobilizacja, jaka musiała nastąpić do konfliktu z Jagiełłą. Chorągiew Chełmińska przedstawiała więc poważną strategiczną siłę , wbrew temu jak ją bagatelizują historycy.

W „Pieśni o pruskiej porażce” z roku 1510:
Chełmińskie wojsko zostało,
Chorągiew szesnaście miało.
W tym mistrz z Krzyżowniki jął stronić,
Chcąc Polaków w sak nagonić.
Chorągiew Chełmińska do boju gotowa,
A z nią szesnaście chorągwi.
Mistrz krzyżacki postanowił oskrzydlać,
Chcąc Polaków w kocioł nagonić.


    Rzeczywiście, von Jungingenowi zależało na oskrzydleniu ciężko zbrojnych a poddanie się prowadzącej odwody Chorągwi Chełmińskiej i bierne jej zachowanie zniweczyło plany Wielkiego Mistrza.
    Wielokrotnie w żródłach polskich mówi się o Chorągwi Chełmińskiej i jej bardzo czynnej walce przeciwko Koronie pod Grunwaldem, i że poddała się dopiero wtedy kiedy klęska Krzyżaków była oczywista. Jest to wydumane twierdzenie i nie ma na to żadnych dowodów.
         Po bitwie i później nie ma żadnych wzmianek o stratach rycerstwa chełmińskiego czy Jaszczurkowców podczas bitwy, świadczy to przeciwko twierdzeniu o aktywnym uczestniczeniu ich w bitwie przeciwko wojsku Jagiełły.
    Dla przykładu, Gdańsk, dostarczył 1200 wojów z czego powróciło z bitwy tylko 300-tu.
    Gdyby członkowie Chorągwi Chełmińskiej bili się krwawo w Bitwie pod Grunwaldem nie zdobywaliby póżniej zamków na rzecz Jagiełły, wykazując dużą zbrojną świeżość. Należy również podkreslić fakt, że nie byli wzięci do niewoli jak inni jeńcy.
    Samo poddanie się Chorągwi Chełmińskiej a za nią paru innych, jak doborowa chorągiew Jerzego von Gersdorffa, księcia szczecińskiego Kazimierza i oleśnickiego Konrada Białego, spowodowało, nie tylko spowolnienie ataku 16-tu chorągwi, ale również totalne zamieszanie w ich szykach. Poddanie się tych chorągwi stanowilo wykluczenie około 30% sił z odwodu. Jednocześnie był to bardzo cenny czas dla Jagiełły żeby przeorganizować odwodowe szyki swoich zbrojnych. Nie ma dowodów, że koronni byli przygotowani na próbę okrążenia, wręcz nie rozpoznano odwodów krzyżackich jako wrogie chorągwie. Gdyby nie było aktu poddania się, bitwa mogła mieć inny rezultat.

    Drugim nie spotykanym w historii rycerstwa faktem jest złamamanie rycerskiej przysięgi, co było na równi z utratą honoru rycerskiego. Jak z tego wydarzenia wynika, że sprawą honoru dla Choragwi Chełmińskiej, nie była przysięga dana Krzyżakom ale ponad wszystko służba interesom Prusów. Innej ceny za utracenie honoru wśród tak doborowego rycerstwa być nie mogło i nie o przywileje i prywatę tu chodziło, wbrew twierdzeniom historykow. Prusowie byli nieprzekupni a wolność była i jest dla Prusów największą wartością.
        Wkrótce po bitwie w swoich kronikach sami krzyżacy napisali , że Bitwa pod Grunwaldem została przegrana za sprawą zdrady Zakonu przez Chorągiew Chełmińską, i nie może być lepszego dowodu, że to ona prowadziła chorągwie odwodowe, i to, że to za jej sprawą chorągwie te nie dokonały zamierzonego celu okrążenia koronnych.

PIERWSZA Z SZESNASTU CHORĄGWII

TAM GDZIE DWA ŻYWIOŁY SIĘ ZMAGAJĄ
SOJUSZNIKÓW POTRZEBUJĄ
I GDY TAKICH ZNAJDĄ
TO ICH DLA SWYCH CELÓW MAJĄ
A GDY ICH WYKORZYSTAJĄ
RZADKO DO TYTUŁÓW, RANGI DOPUSZCZAJĄ
I CHOĆBY DARMO IM SŁUŻYLI
HONOR WŁASNY POŚWIĘCILI
ORĘŻ ORAZ PIENIĄDZ
TO I TAK ICH ZA NIC MAJĄ
A W EFEKCIE W NIEBYT
W ZAPOMNIENIE ZASŁUG
W NICOŚĆ PORZUCILI
CHEŁMIŃSKA CHORĄGIEW
W DECYDUJĄCEJ CHWILI
OD KRZYŻAKOW ODSTĄPIŁA
I PRZECIW KRÓLOWI NIE STANĘŁA
I CO IM Z TEGO PRZYSZŁO
I TAK PO CZASIE ODTRĄCENI
NA ZATRACENIE I W NIEBYT POPADLI
WODZOWIE TEJ CHORĄGWI
KTÓRA INNYCH DO BOJU
PRZECIW KORONIE
WIEŚĆ MIAŁA.
RACHUBY RÓŻNE MIELI
NADZIEJE NA BYT WŁASNY SZYBKO PRYSŁY
A KORONA NIEWDZIĘCZNĄ BYŁA
I JAK TU DZIWIĆ SIĘ,
ŻE TAK MAŁO SOJUSZNIKÓW MIAŁA

Wiesław Kubiak   

  
    Długosz opisał Bitwę pod Grunwaldem, dużo póżniej. On sam urodził się pięć lat po bitwie i musiał korzystać z conajmniej trzydziestoletnim opóżnieniem z opowieści o różnej treści i to jeśli ktoś z uczestników bitwy był jeszcze wśród żyjących. A ponieważ był klerykałem, to oczywistym jest, że Prusowie bliskimi jemu nie byli. Jego kroniki są głównym żródłem wiedzy o bitwie.
    Takich wywodów można by znaleźć z pewnością i więcej, można zakończyć na tym, że decyzja złamania przysięgi przez rycerstwo chełmińskie mogła zdarzyć się tylko w przypadku gry o najwyższe wartości. Ucieczka ze swoich rodzinnych dziedzin i szukanie azylu przed krzyżacką zemstą, była konsekwencją dla nich też nie bez znaczenia.
    Pruska chełmińska szlachta napewno wiele spodziewała się po zwycięstwie Jagiełły pod Grunwaldem. Spotkał ich wielki zawód, pomimo utraty życia lub prześladowań oprócz azylu nic nie uzyskali od Korony.
    Bojowe zaangażowanie się szlachty pruskiej po stronie Jagiełły, porzucenie rycerskiej przysięgi, było i pozostaje niezauważane i wyraźnie lekceważone tak przez polskich uczestników bitwy, im współczesnych historyków, jak i w obecnej polskiej literaturze historycznej.

PO BITWIE

      Zwycięstwo Jagiełły nie zadowoliło Prusów, Jaszczurkowców, nie ponosząc w bitwie żadnych strat, od razu wzięli się za zamki pozostające w rękach krzyżackich, i rozpoczęli czyścić je z ich załóg i oddawać w ręce Jagiełły.
    Zaraz po bitwie łupem Prusów stał się zamek w Kowalewie a zdobyło go dwóch Jaszczurkowców Jan z Pułkowa brat chorążego Chorągwi Chełmińskiej Mikołaja Ryńskiego i Mikołaj I z Pilewic “i zabrali wszystko co się tam znajdowało a panów wywlekli z zamku za ich brody i wydali ich zamek Polakom”.
        Rycerz Mikołaj z Durąga prawdopodobnie w tym samym czasie czyści z Krzyżaków zamek w Ostródzie zagarniając ich dobytek. Wkrótce ślad po nim ginie, istnieje wzmianka, że w nieznanych okolicznościach został zasztyletowany.
    Miejscowe rycerstwo w Olsztynku dokonuje odbicia z rąk Krzyżaków zamku, oddając go w ręce Jagiełły.
    Wierny Zakonowi rycerz Dytryk von Spirau ( z Dylewa) za zabójstwo wiernego sługi Zakonu Heinemana Brocka uchodzi do Polski po powrocie zostaje zasztyletowany.
    Gunter z Dylewa, opozycyjny rycerz w obawie o życie kilka lat po bitwie spędził w Polsce.
    Pasowany rycerz Albrecht Karschau zdobywa zamek w Bałdze wypędzając braci zakonnych.
    Następny Jaszczurkowiec Jochart bei Rastenburg wraz z Bardynem (burmistrzem Kętrzyna) przejmują zamek w Kętrzynie i wypędzają Krzyżaków. Póżniej za czyn ten zostają ścięci.
    Niepasowany rycerz Zbylut (Zębowski vel Szambowszky herbu Pomian) za czyn niegodny przed bitwą pod Grunwaldem i poddanie się wraz z 23-ma zbrojnymi staroście bydgoskiemu, zostaje uwięziony i żywy już nie wychodzi.
    Przypadek to czy celowe działanie ? Nikt nie porywa się na zdobywanie zamków ryzykując utratą życia – wszak zamków krzyżackich nie bronili najemnicy za żołd, ale krzyżaccy rycerze, którzy z zamków tych i władzy żyli. Historia po raz kolejny powtórzyła się: po Rządzu, po Durbe, po Podkarvis, po Fiugajkach – Zakon leżał na kolanach pozostając tylko w kilku zamkach i wystarczyło go dobić oraz przejąć władzę nad ziemiami Prusów. Chęci zabrakło Polakom,albo po raz kolejny polska prywata wzięła górę. Błędnym byłoby twierdzenie, że to Pruscy rycerze zdobywali w pojedynkę albo w dwójkę krzyżackie zamki. Krzyżacy idąc na grunwaldzkie pola zostawiali w zamkach rycerzy emerytów do sterowania ich obroną. Natomiast obrońcami została spędzona liczna okoliczna ludność bez wątpienia składająca się z samych Prusów. Ta właśnie ludność była bohaterem w zdobywaniu zamkow gdy rycerze u bram podawali hasło by obezwładnić rycerzy i otwierac bramy, inaczej być nie mogło. Dowodnym jest, że ta ludność nie znała tajemnych sekretów i postanowień Towarzystwa Jaszczurczego, ale wiedziala, że było to ich, Prusów Towarzystwo utworzone przez pruskie rycerstwo. Musimy podkreślić fakt wcześniej opisany, że choc jeden posiadał ziemię a drugi jej nie miał, nie rozwarstwiało to ludności pruskiej - są dowody że Prusowie nadal mieli do siebie wzajemny szacunek bez względu na majętność. Jagiełło odnosił się z szacunkiem do Prusów, ale jego otoczenie “Panów Polskich” z pewnością nie było przyjażnie ustosunkowane. Prusowie oddając Jagielle zdobyczne zamki, wraz ze swoją załogą byli z nich usuwani i zastępowani polskimi załogami. A przecież, zostawienie rycerstwa pruskiego wraz z ich załogami a wokoło okoliczna pruska ludność ( to nie byli żadni Polacy tylko Prusowie) byłoby gwarantem, że zamki byłyby bastionami przed germańskimi najazdami. Sami Prusowie poradziliby sobie z nimi, bo wtedy etnicznych Niemców zbyt wielu jeszcze nie było. Taki stan poskromiłby również ich osadników, gdyż z gruntu jest to tchórzliwy lud. Dalej nie wypada już szukać w czym ta głupota ma sedno, posiada ona takie same oznaki w innych prowincjach Rzeczpospolitej i w innych okresach historycznych.


    Z tych pobitewnych epizodów należy przejść do innych które dalej obrazują zaangażowanie się Prusów w bitwie pod Grunwaldem. Dla nich samych było to kolejne wielkie powstanie przeciwko jarzmu germańskiemu i szukanie sojusznika w Koronie.
    Prusowie zaufali Koronie i można powiedzieć, że wszystko postawili na jedną kartę, nie wiedzac tylko o wielkiej słabości Korony i nieprzychylności możnowładzców polskich do nich. Ta głupota za niespełna czterysta lat będzie Polskę kosztować, utratę niepodległości na blisko 130-ci lat wraz z utratą rozwoju swojej państwowości widoczną do dzisiaj.
         Po zwycięstwie wojsk sojuszniczych nad Krzyżakami, polska strona nie miała żadnych zamiarów skorzystania z Prusów jako lokalnych sprzymierzeńców by stworzyć strategiczną zaporę dla krzyżackich ambicji i kontynuowania militarnych zapędów.   
       Nie było to jednak oczywistym dla polskiego dowództwa, że nieliczna pruska szlachta miała nie tylko bardzo duży mir wśród lokalnej pruskiej społeczności ale i wpływ na nią. Powierzenie roli obsadzania tych zamków potomkami Prusów bądź co bądź ciągle gospodarzami tej ziemi, utrwaliłoby Koronie prawdziwą kontrolę nad tymi ziemiami.
         Strona polska nie posiadała żadnej politycznej strategii, a fakt prześladowań pruskich sprzymierzeńców Polski przez Krzyżaków pomimo podpisania gwarancji niewyciagania konsekwencji w stosunku do tych którzy poddali się pod Grunwaldem i stanęli przy Jagielle, jak dowiodły późniejsze wydarzenia nic nie znaczył.
    Jaszczurkowcy - pruska szlachta chełmińska nic nie uzyskała od Jagiełły, poza azylem w Rzeczpospolitej z którego po podpisaniu traktatu pokojowego część zrezygnowała i wróciła na swoje dziedziny tylko po to by bez żadnej reakcji ze strony Polski stracić życie z rąk Zakonu.
         W ten oto sposób skończyły się polityczne aspiracje potomków Prusów. Tym, w których widzieli sprzymierzeńców, można tylko przypisać brak tak strategicznej jak i politycznej myśli w stounku do Teutonów. W rezultacie, następne stulecia z tego powodu doprowadziły Polskę do osłabienia a w rezultacie do narodowej katastrofy i utracenia niepodległości. Polacy potrafili wygrywać bitwy, ale dużo gorzej było z wojnami.



    Krzyżactwo von Plauena dosyć szybko pozbierało się z grunwaldzkiej porażki, ochłonęło i zaczęło rozliczać Prusów, których wraz z Towarzystwem Jaszczurczym ogłoszono winnymi krzyżackiej klęski na polu Grunwaldu.
    Na pierwszy plan poszedł pruski rycerz Mikołaj I z Pilewic (Pilewski) w którego posesji Krzyżacy zrobili rewizję. Dlaczego ich podejrzenie padło na niego nie wiadomo, podejrzewać można tylko, że był to donos. Ktoś musiał zdradzić tajemnicę. Na jego posesji znaleziono pisane dokumenty świadczące o jego współpracy z Koroną. Mikołaj I z Pilewic był przedstawicielem Towarzystwa Jaszczurczego do kontaktów i współpracy z Koroną. Znalezione dokumenty z wrogą dla Krzyżaków korespondencją i strzępy polskich proporczyków, dla Krzyżaków były wystarczającym dowodem odgrywanej przez niego roli. Ta aktywność musiała być dużo szersza, ale o tym już raczej się nie dowiemy. Krzyżakom wystarczyły te dowody a Mikolaj z Pilewic zostal uwięziony i przewieziony do Grudziądzaby by tam w początku pażdziernika 1410 roku zostać ściętym bez przewodu sądowego.
    Lotem blyskawicy wieść o tym wydarzeniu rozeszła się wśród Jaszczurkowców, wielu z nich zdołało uciec szukając azylu w Koronie. Znależli się tam Mikołaj Ryński wraz z bratem Janem z Pułkowa (zmarł póżniej w Polsce), Janusz ze Szczuplinek (przodek gen. Jana Henryka Dąbrowskiego), Fryderyk z Kitnowa, Gunter z Dylewa i wielu jeszcze innych uciekło do Polski w obliczu nowego zagrożenia.
    Pokój toruński zawarty 1-go lutego 1411 roku zawierał amnestię dla wszystkich którzy sprzeniewierzyli się Krzyżakom, ale von Plauen nie zamierzał go respektować i zrezygnować z zemsty na Jaszczurkowcach. Wykreował spisek Wirsberga, który miał obalić jego a w nim uczestniczyć mieli Jaszczurkowcy. Podstępem udało się jemu schwytać Mikołaja Ryńskiego jako jednego ze spiskowców, który również bez sądu tak jak Mikołaj I z Pilewic stracony został w Grudziądzu.
    Po pokoju toruńskim pogranicze krzyżacko - polskie, nadal było targane zbrojnymi utarczkami. Jagiełło wygrał bitwę, wojny nie wygrał a na dowód tego długo nie trzeba było czekać. Doszło kilka stuleci póżniej do rozbioru Polski między innymi na rzecz Prus i jeszcze póżniej w 1939 pancerne dywizje Guderiana zaatakowały z Prus II-gą Rzeczpospolitą.
    Cała zdobycz ze wszystkimi zamkami po pokoju toruńskim Zakonowi została zwrócona. Kiedy w 1414 roku wybuchła nowa wojna nie było ani jednej bitwy, bo Zakon przyjął inną taktykę obwarowujac się w zamkach wraz ze zmagazynowaną aprowizaczją wykańczając w ten sposób finansowo zbrojnych Korony i Litwy. Komentarz zbyteczny. Cały ten pokój był jedną wielką kpiną z Korony a wielka zwycięska bitwa obrócona w żart. Nie było takiego innego przypadku żeby sromotnie pokonany w wielkiej decydującej bitwie na koniec został zwycięzcą. Tak było z Grunwaldem.

ZWIĄZEK PRUSKI


Prześledzimy tylko to co w duchu Towarzystwa Jaszczurczego działo się wśród Prusów, ich aktywność i końcowe efekty zmagań. W opracowaniu tym nie będą rozpatrywane różne postawy mieszczaństwa, zamożnego mieszczaństwa i oligarchów ziemskich oraz ich niezadowolenie z fiskalnej polityki Krzyżaków. Również nie sposób przedstawić wszystkich zawiłości Związku Pruskiego oraz opisać całą wojnę Trzynastoletnią. Będzie to tylko zwięzłe przedstawienie uczestnictwa w nim rycerstwa Prusów i zniewolonych Prusów.
    Z inicjatywy pruskiego rycerstwa ziemi chełmińskiej na zjeżdzie w Kwidzynie 13 marca w roku 1440 proklamowana została konfederacja ziemian i mieszczan pod mianem Związek Pruski. Przystąpiło do niego 21 rycerzy z Ziemi Chełmińskiej, 6 z Dzierżgońskiej, 4 z Pomezanii, 4 z regionu Elbląskiego oraz 19 gmin miejskich i taki był jego początek.
    Związek Pruski był efektem niezadowolenia z powodu wyzysku finansowego stosowanego przez Krzyżaków. Po bitwie grunwaldzkiej, w celu szybkiego odrobienia strat wyniklych z klęski nastąpił maksymalny wyzysk przez Krzyżaków nie tylko siły niewolniczej, ale i wszystkich klas społecznych.
    Żywioł Prusów na wszelkie sposoby próbowal znowu się zorganizowac. Mimo, że głównie w utajniony sposob, niewiele potrzebował, żeby znowu dać znać o sobie. Jak Karol Górski pisze “ Taką właśnie była sprawa Skolimów (ród Skolimowskich), która zmąciła stosunki pruskie w latach 1443-1446 i stała się ogniwem łączącym założenie Pruskiego Związku z wypadkami, które bezpośrednio poprzedzały i przygotowywały wybuch powstania.”
    Ambitnie powiedziane, ale w historii znane są drobne wypadki czy wpadki które póżniej zmieniały cały bieg dziejów. Sprawa majątkowa o rozgłosie międzynarodowym związana z krzywdą pruskiego rodu spowodowana krzyżackimi matactwami, na pewno utrzymywała temperaturę pruskiego żywiołu. Pruski żywioł, mimo, że obecny był w całych Prusach nie wszędzie posiadal takie same doświadczenia więc i intesyfikacja działań czy ich charakter mógł być inny, jedno jest pewne, że niewiele potrzeba było żeby bunt został pobudzony i wzniecony.
    Rdzenni Prusowie z czterech prowincji aktywnie uczestniczyli w Związku Pruskim, były to biskupstwa; chełmińskie, pomezańskie, sambijskie i warmińskie, skupiające niezadowolonych pochodzących nie tylko ze staropruskiego, ale również polskiego i niemieckiego etnosu. O polskim etnosie można powiedzieć, że ze względu na bezprawie jakie Krzyżacy stosowali tylko stosunku do rdzennych Prusow, wśród polskiego osadnictwa w większości ukrywali się powracający Prusowie.
    Duch Towarzystwa Jaszczurczego pozostał a nawet więcej, zaszczepił się u włościan ludności rdzennego pruskiego pochodzenia. Nie jest prawdą to co historykom wydaje się, jakoby Prusowie już stracili swoją tożsamość. Ona do dzisiaj w nich cały czas tkwi. Natomiast kiedy czyta się “ Słownik georaficzny Królestwa Polskiego “ i odnajdując miejscowości na Prusach można dojść do wniosku, że w XIV wieku cała Polska opustoszała a jej ludność w Prusiech zamieszkała. Więc zapytajmy kim są Polacy którzy wtedy w Rzeczpospolitej pozostali. Ciekawe pytanie, a ilu potrafi na to pytanie odpowiedzieć ? Dlaczego nie było takiego osadnictwa na prawie pustym Pomorzu ?
    I tak czytamy w powyższym Słowniku pod hasłem Lisewo pow. chełmiński “W okolicy tutejszej licznie osiadła szlachta, tak polska jak i niemiecka, krzyżakom nieprzychylna, najprzód się w związek antykrzyżacki t. z. jaszczurczy (Eidechsengenossenschaft) zespoliła; w Lisewie odbywała zwykle swoje zgromadzenia, jak np. częściej r. 1450, 1451, 1452. Wójt krzyżacki z pobliskiego zamku Lipinek miał obowiązek czuwać nad obradami tych zgromadzeń i mistrzowi wielkiemu o nich donosić. Także sądy ziemskie (Landding) odbywały się w Lisewie. Roku 1452 na rokach ziemskich tutejszych także i włościanie przystąpili do związku jaszczurczego szlachty. Jak przypuszczają, w Lisowie na takich zgromadzeniach powstała pierwsza zbawienna myśl wydalić krzyżaków a Polsce się poddać. Ponieważ zebrania wypadały dość licznie, zazwyczaj w kościele się odbywały.”
    Zachodzi pytanie, ile było takich miejscowośći o takim nastawieniu, zanim rozpoczęła się Wojna Trzynastoletnia? Również ta wzmianka o niemieckiej i polskiej szlachcie jak może być nazwana jeśli nie hipokryzją, czy raczej ignorancją?
Karol Górski pisze “Towarzystwo Jaszczurcze się ożywiło, odbywało zjazdy, lecz tajemnicy jego obrad komturowie nie mogli przeniknąć”, tak więc dla bezpieczeństwa tajemnicy i dla innych musiały to być sekretne spotkania.
    Niemcy skolonizowali pruskie tereny od delty Wisły włącznie z wybrzeżem wraz z najurodzajniejszymi terenami. Prusom na te obszary wstęp był zabroniony. We wnętrzu Prus, Prusowie byli wszechobecni jako włościanie jak i pruska szlachta. Znane jest stwierdzenie, że pruskie wsie nawet na prawie niemieckim nie uległy germanizacji a jak podaje Karol Górski “ do końca rządów Zakonu Natangja jest pruską, nawet w przeważnie niemieckich okolicach są wszędzie pruskie osady”. Wielkim błędem Polaków było, uważanie ich za Niemców gdyż nie zauważali, że posiadali oni pruskie poczucie narodowe i pruską nieugiętość pozostawania rdzennymi Prusami i na pewno nie było w ich interesie współdziałać w czymkolwiek z Krzyżakami.
    Punktem zwrotnym w ich powolnej germanizacji była ruina gospodarcza powstała w wyniku wojny Trzynastoletniej a póżniej reformacji. Prusów jako niewolniczej siły roboczej, Krzyżacy nawet nie próbowali wynaradawiać jak również odwracać od pogaństwa, gdyż byłoby to niekorzystne dla osadnikow - Niemców. Nie chciano ich jako Prusaków, to było zarezerwowane tylko dla Niemców, więc wkrótce zaczęto rdzennych mieszkańców nazywać Mazurami. Ograniczenia jakie w stosunku do ocalałych po holokauście Prusów zastosowali Krzyżacy były najbardziej upodlające dla człowieczeństwa i ze wszystkich europejskich nacji tylko germańska rasa posiada coś tak brutalnego w genach, niespotykanego nawet u zwierząt żeby na przestrzeni wieków dokonywać tylu niegodziwości.

    Wiek XV-ty charakteryzuje się ze wzmożonymi ucieczkami Prusów z pod niemieckiego jarzma, rdzenni Prusowie kolonizują kiedyś swoje własne a teraz puste tereny Sasinię (ziemia Lubawska) i Galindię do której wliczyć należy Kurpiowszczyznę. Zakon Krzyżacki popada w finansowe tarapaty, skończyła się epoka nawracania Prusów na Chrześcijanstwo. Skończył się również czas przyjazdów półdarmowego rycerstwa, wywodzącego się z bandytów tak z Niemiec jak i zachodniej Europy, przybywających dla glorii, rozpusty, chęci sławy i przyjemności mordowania Prusów. Nowa era spowodowała, że zamki trzeba było obsadzać najemnikami i wypłacać im żołd a kasa zakonna nie starczała na ten cel. W zamian zaległego żołdu Zakon obdarowywał najemników ziemią. Takie były początki powstawania junkrów prusackich. Kosztami byli obciążani tak włościanie jak i mieszczaństwo bezwzględnemu ekonomicznemu wyzyskowi ludności. Wybuchło więc powszechne niezadowolenie jak również spowodowane nim ponad narodowe antykrzyżackie działania z licznym i bardzo znaczącym udziałem rdzennych Prusów.
    Związek Pruski powstawał w mękach, Krzyżacy za wszelką cenę dążyli do storpedowania tego ruchu. Udało się to im po części z Pomorzanami i Kaszubami którzy byli prawie całkiem zgermanizowanym zlepkiem słowiańskim, pruskim i germańskim. Przeważała tam prywata i obawa przed ewentualnymi konsekwencjami ze strony Krzyżaków.
    Prusowie ziemi Chełmińskiej i Pomezani nadal pozostający w strukturach Związku Jaszczurczego obserwując zamieszanie organizacyjne wstrzymywali się jeszcze i czekali już tylko na dogodną chwilę żeby wesprzeć i włączyć się do aktywnego działania w Związku Prusów. Inaczej być nie mogło.
    I tak już po raz któryś Prusowie, wykorzystując, tym razem ogólne niezadowolenie, przyłączają się do organizacji Związku Prusów, z postanowieniem powstania przeciwko niewoli znienawidzonego krzyżackiego germaństwa z opcją przyłączenia się do polskiej Korony. Dużo by było wymieniać, żeby przedstawiać dowody jak Prusowie sprzyjali i pomagali Koronie w jej nieporadności z germańskim krzyżactwem, pomimo, że to właśnie rdzenna ludność najbardziej ucierpiała podczas bitwy grunwaldzkiej nadal ta propolska orientacja trwała. Podczas pochodu z pola bitwy pod Grunwaldem do Malborka głodni woje Jagiełły nie pytali włościan czy to jest ich ostatni świniak czy ostatnia jałówka poprostu brali. Najgorsze miało jeszcze być w wojnie Trzynastoletniej.

WOJNA TRZYNASTOLETNIA 1454 - 1466


    6-go marca 1454 roku sfinalizowany zostal akt inkorporacji Prus, z potwierdzeniem uprzednio już posiadanych praw, mieszkańcy Prus uzyskali równouprawnienie z mieszkańcami Polski. W konsekwencji miało to oznaczać likwidację Zakonu w Prusach.
    Na czele Związku Pruskiego stanął Prus Jan Czegenberg i Jan Bażyński. Ostatni, niewiadomego etnosu napewno nie Prus, prawdziwy kameleon, który w początkach swojej kariery aktywnie wspierał Krzyżaków. Członkowie tego rodu popierali z jednej strony polskiego króla z innej zaś Krzyżaków, tym sposobem zdobywali i zabezpieczali swoje wpływy i latyfundia. Zbili olbrzymią fortunę pożyczając pieniądze, także blisko współpracowali z polskimi możnowładzcami, dzięki którym pozyskali wielką polityczną pozycję, do tego stopnia, że Bażyński zarządał i otrzymał od króla stanowisko gubernatora Prus. Ród ten nie przetrwał wielu pokoleń, albo po prostu ze zdobyczami przeniósł się i gdzieś tam pod innym nazwiskiem robił następne interesy.
    Związek Pruski wypowiadając posłuszeństwo Krzyżakom, zrobił to z jednoczesnym przyjęciem zwierzchnictwa nad nim króla Kazimierza Jagiellończyka. Klerykałowie byli przeciwni takiemu aliansowi, obawiając się powstania pruskiego, robili królowi wiele trudności.
    W tamtych czasach autentyczną władzę sprawował kler i możnowładcy, a rządziła nimi prywata. Tak się miała i ma się dzisiaj Rzeczpospolita gdzie prywata stała i stoi zawsze ponad dobrem narodu.
    Wojska Związkowe rozpoczęły swoje przeciwko Krzyżakom działania wojenne a Korona przyłączyła się do nich 21 kwietnia 1454 roku. Nazwano to póżniej Wojną Trzynastoletnią. Prowadzenie tej kosztownej, długiej wojny dowodzi o dużej polskiej nieudolności w prowadzeniu wojen. Prusowie z całym rycerstwem i ich poddanymi licznie uczestniczyli w niej z nadzieją przegonienia niemczyzny. Na nic zdały się ich namowy do bardziej zorganizowanej bojowej aktywności która poderwałaby Prusów w północno-wschodniej części Prus do powstania, którego Krzyżacy panicznie się bali. Prusowie zawierzyli Koronie poświęcając się wraz ze swoimi majątkami służąc bez wynagrodzenia do włączenia Prus do Korony. W tym samym czasie polscy panowie obławiali się zdobyczami i połowicznym zwycięstwem w kosztownej wojnie prowadzonej bardzo nieudolnie, tak żeby Krzyżacy jej nie przegrali. A rezultat był taki, że Prusowie wyeliminowani zostali z życia politycznego i potracili swoje majątki.
Długofalowe dzialanie wojenne to co innego niż koncentracja w prowadzeniu jednej bitwy. Podobnie rzecz się ma z dalekosiężną polityką Rzeczpospolitej.
    7-go lutego 1454 roku związkowcy pod dowództwem pruskiego rycerza Ottona Machwica zdobywają zamek w Papowie a dowódcą zamku zostaje inny rycerz, Prus, Janko z Targowiska. Była to pierwsza zdobycz przed kapitulacją Torunia. Prus Otton Machwic poza tym wydarzeniem jest niezwykle aktywny w wielu innych misjach.
    Bez walki skapitulował zamek w Pokrzywnie, który powierzono rycerzowi chełmińskiemu Bartoszowi z Turznic.
    Obronne walory zamku w Radzyniu spowodowały, że obleżęnie przeciągnęło się do 19-go lutego a starostą został Prus rycerz chełmiński Jakusz ze Świętego.
    Jan Kolda rodem Prus rezyduje na zamku w Nidzicy i tam 28 kwietnia 1458 roku opiera się oblężeniu zamku przez krzyżackie siły, na zakończenie oblężenia zadaje im śmiertelny cios i dzięki tej porażce Zakonu osłabia ich siły w Olsztynku i Ostródzie a grożba opanowania Olsztyna przez Niemców zostaje oddalona.


    Siłami związkowców, które przejęły kontrolę nad miastem Brodnica, dowodził Jakusz z Osieczka który też obiął dowództwo nad miastem. Póżniej apelował do Tajnej Rady o posiłki do zdobycia zamku w Brodnicy. Po zdobyciu Brodnicy inne pomniejsze zameczki samoistnie zgłaszały się do Związku, w tym Lubawa, Kurzętnik, Lidzbark Welski i Bratian. Na wzmiankę zasługuję pruski rycerz Ramsza Krzykoski bardzo aktywny w regionie Powiśla.
     Nie sposób wymienić wszystkich, a o Janie z Jani, wybitnym Prusie z Kociewia, powinno ukazać się osobne opracowanie.


    Dzięki sprawności pruskiego rycerstwa ziemi chełmińskiej zbrojne powstanie Związku Pruskiego przebiegało tam bardzo szybko i sprawnie.
    Sukcesy na ziemii chełmińskiej bardzo pomogły Związkowi Pruskiemu w opanowaniu Pomezanii bez zbrojnej akcji. Wielkie zasługi można tu przypisać, dyplomacji Prusa Krzysztofa z Klecewa, który 7-go lutego został starostą całego dominium. Starostą zaś zamku kapituły i jej dóbr w Kwidzynie został pomezański rycerz Mikołaj z Wrocławka.
    Poddaństwo Związkowi Pruskiemu zgłosiły miasta Gardei, Prabuty, Susz, Kisielice i Biskupiec Pomorski. To wszystko zdarzyło się na przestrzeni paru tygodni. Dalsze wyliczanie masowości przystępowania do Związku Pruskiego może znużyć czytelnika.
    Materiały na temat tej wojny są bardzo obfite, nie będziemy wiec rozwijać tego tematu gdyż chodzi nam tylko o wykazanie jaki był w niej udział Prusów i w skrócie jak się ona dla nich zakończyła. W związku z tym, rozwiniemy ten temat na przykładzie bardzo dobrego rozpracowania, historii pruskiego rycerza Mikołaja III z Pilewic, wnuka Mikołaja I z Pilewic poznanego w bitwie pod Grunwaldem,.
    Pruski rycerski ród Pilewskich, wtedy częściej znany jako von Pfeilsdorf, nigdy nie zapomniał i jak jego wszyscy rodowcy o swojej staropruskiej tożsamości, tak było na przestrzeni wieków i do dzisiaj, pielęgnowali w pamięci korzenie swoich przodków.
    Mikołaj III Pilewski syn Jana II Kleca (tak czasami też się pisali) członek Związku Pruskiego dorastający w rodzie w którym pamięć o narodzie pruskim i jego przodkach nigdy nie wygsła, na rycerza został pasowany w roku 1457. W Wojnie Trzynastoletniej z całym rodem mocno zaangażowany po stronie Związku Pruskiego i polskiej Korony. Wysoka pozycja ojca, Jana II-go w okręgu elbląskim, w ktorym znajdowały się dobra Pilewskich i rola reprezentowania Prusów stopniowo przejmowana była przez Mikołaja III, jego uczciwość i rzetelność owocowała wielkim szacunkiem pośród lokalnej ludności wbrew pozycji “Polskich Panow” dla których Prusowie od zawsze byli ością w gardle.
    Brat Mikołaja III, 1-go września 1462 roku, Michał Pilewski w otwartym konflikcie zostal fizycznie napadnięty przez dowódcę sił polskich Piotra Dunina co powoduje odejście jego i posiłków gdańskich. Tak więc i do rękoczynów dochodziło a wszystko ze szkodą dla Korony. Ten sam Michał pod koniec wojny uczestniczy w walkach o Starogard Gdański.
    8-go czerwca 1466 roku wystawił wraz z chorążym tczewskim Pawłem Wusen na jeden kwartał rotę jazdy w sile 70 koni.
    Z czasem Mikołaj III stał się jednym z najbardziej zaufanych mężów Stanów Pruskich a także miał wielki mir u samego króla Kazimierza Jagiellończyka. Jako młody jeszcze rycerz rezydował na zamku w Morągu, póżniej z ramienia Związku Pruskiego dowodził na zamku w Szczytnie. W roku 1460 jest obecny przy kapitulacji krzyżackiej załogi Malborka. W tym samym roku z ramienia króla posłuje do Gdańska. Tegoż roku dowodzi jeszcze zaciężnymi Torunia wysłanymi Wisłą na odsiecz zamku w Świeciu.
    25-go września 1461 uczestniczy w poselstwie Stanów Pruskich, tak samo w roku 1466 w Piotrkowie, z apelem do króla przebywającego w Bydgoszczy o aktywizację działań bojowych we wschodniej części Prus. Dowodzi to o wielkiej dalekowzroczności Prusów i skończenia z krzyżactwem a wprowadzenia Prus do Korony. Będąc kasztelanem chełmińskim i członkem Rady Pruskiej cały czas uczestniczy nie tylko w zbrojnych misjach, ale jednocześnie w wielu dyplomatycznych misjach na zlecenie króla Kazimierza Jagiellończyka. Rada Pruska powołana została do zarządzania Prusami Królewskimi. Ważnym do podkreślenia, że Mikołaj III nie był samotnym jako Prus, w jego otoczeniu było pruskie rycerstwo, ktore aktywnie go wspierało. Nie było tego jednak ze strony “Panów Polskich” a wprost przeciwnie. 19-go maja 1467 roku Kazimierz Jagiellończyk, polski król w dowód wielkiego zaufania mianuje Mikołaja III na kasztelana Gdańska i Pomorza. Byla to pierwsza w historii taka polska nominacja. Trzeba pamiętać, że zaraz po rozpoczęciu powstania gdańszczanie doszczętnie zniszczyli zamek, w celu, nie tylko pozbycia się Krzyżaków, ale także aby nie osadzono po raz kolejny w zamku nowych ciemiężycieli - nie tęsknili za Polakami.


    Efekty z działalności Mikołaja III wraz z jego pruskim otoczeniem w Wojnie Trzynastoletniej, chociaż był sygnatariuszem pokoju w Toruniu, nie przyniosły Prusom żadnych korzyści ani rozwiązań, a wręcz odwrotnie wielkie zubożenie i ruinę. “Panowie Polscy” wyszli z finansowymi korzyściami, z ziemskimi nadaniami i wielkimi prywatnymi zdobyczami. Prywata była na pierwszym miejscu u wszystkich poza rdzennymi Prusami.
    Zasługi Mikołaja III dla Korony były tak duże, że w tym okresie czasu nie miały sobie równych. Wartym podkreślenia jest fakt niepobierania przez niego żołdu, jego publiczna służba była za darmo a jak się okazało póżniej i na darmo. Nie dość, że Krzyżacy spalili jego dobra w Łukcie wraz z Łęguckim młynem, to koszta tej wojny były tak duże że pochłonęły cały majątek rodowy. Król Kazimierz Jagiellończyk docenił jego zasługi jak również widząc stan jego majątkowy, obdarował go starostwem tczewskim. Inny był stosunek “Panów Polskich” do Mikołaja III, senatora Korony, systematycznie siali wokół niego intrygi oskarżając o działania na niekorzyść Polski. 4-go czerwca 1474 na zamku dybowskim, w obecności króla zaprotestował przeciw panom koronnym, oni zaś oskarżyli jego o niehonorowe postępowanie i zdradę interesów króla. Król odrzucił podejrzenia w stosunku do Mikołaja III, zapewniając o swoim pełnym zaufaniu dla niego jak i Stanów Pruskich. Dodatkową tego oznaką, 9-go czerwca zapisuje tysiąc florenów węgierskich na urządzenie młyna w starostwie tczewskim i dworu w Zajączkowie. W sukurs “panom” przychodzi mistrz krzyżacki Henryk von Richtenberg. W roku 1466 przed królem oskarża Pilewskiego, o szkodliwą dla Zakonu działalność w Inflantach. Był dla wszystkich po prostu niewygodny.
    I tak w skrócie, bo to nie jest saga tego rodu, a tylko ukazanie atmosfery. Mikołaj III otrzymywał do końca życia od Kazimierza Jagiellończyka finansowe wsparcie, i również do końca życia wykonywał zlecenia, misje dyplomatyczne na rzecz króla. Życie zakończył w nieznanych, niewyjaśnionych okolicznościach na zjeżdzie koronnym.
    Czy była to śmierć naturalna ?
    Wraz z odejściem Mikołaja III kończą się zmagania Prusów o wyswobodzenie Prus spod germańskiego jarzma. Pomimo uznania ze strony króla zostaje on z pruskiej ziemi odsunięty i dostaje kasztelanię koniukturalnego Gdańska. Nieznana jest inna taka kurtuazja, wdzięczność Jagiellonów za dokonane zasługi dla Korony, ród otrzymuje finansowe wsparcie a po śmierci Kazimierza Jagiellończyka jeszcze dwóch następnych królów Jan Olbracht i Aleksander Jagiellończyk czują tą powinność. Dla Prusów jednak nie miało to już znaczenia. Fortuny zdobyte na tej wojnie poszły dawno w utratę, ale za blisko 300 lat Rzeczpospolita między innymi i z tego powodu na długo straciła niepodległość.
    Ujść uwadze nie powinno, że kiedy pobór do sił krzyżackich rdzennego ludu odbywał sie pod przymusem, to siłą Związku Pruskiego było włościanskie pospolite ruszenie, które ochoczo odbywało służbę pod dowództwem rdzennych pruskich rycerzy. Nadal posiadali oni wielki mir i poszanowanie wśród miejscowej rdzennej społeczności.
    Jeśli cofniemy się do wcześniejszych wydarzeń, przeważnie dotyczących pruskiego rycerstwa ziemi chełmińskiej, spadkobierców Towarzystwa Jaszczurczego dostrzeżemy niezłomną, zderminowaną wolę Prusów do zrzucenia krzyżackiego jarzma z ziemi pruskiej i raz na zawsze przetrącenie germaństwa.
    Krzyżactwo żyło w ciągłej panicznej obawie, przed służącymi w ich w szeregach zwerbowanymi pod przymusem Prusami. Panicznie bali się, że to oni doprowadzą do kolejnego zbrojnego ogólnego powstania gdyż to wśród nich było największe niezadowolenie włącznie z nienawiścią do germaństwa, zupełnie niewykorzystane przez Koronę a wręcz odwrotnie. Dało się to poznać, kiedy desant polskich zaciężnych wylądował na Sambii i “gromił krzyżactwo” a w rzeczywistości Bogu ducha winnych Prusów. Dało to tylko poczucie niższego statusu przez lokalnych. Polacy nie odróżniali Prusów od Niemców. Powodem tego było nie dopuszczanie pruskich przywódców, i nie korzystania z ich doradców przez dowódcę sił koronnych Piotra Dunina. Za wrogi można uznać jego stosunek do Prusów. Wielki mistrz w strachu widząc rosnące niezadowolenie wśród Prusów i w obawie powstania, szybko wycofał się spod Fromborka, uciekł zostawiając zapasy żywności i sprzęt oblężniczy. Prusowie byli wszechobecni, ciągle i wszędzie, a możliwość ich powstania wprowadzała Niemczyznę w panikę, w trwogę, gdyż pamięć grunwaldzkiej klęski ciągle pozostawała w ich pamięci.
    Była to otwarta, ostatnia aktywność Pruskiego etnosu, tym razem nie samotna a sprzyjała politycznym interesom polskiego sąsiada w walce o dostęp do morza. W następnych wiekach rdzenny etnos zaczął być już terminowany pod nazwą Mazurzy, i tak jak uprzednio Prusowie tak i Mazurzy byli używani i manipulowani dla różnych politycznych celów tak przez Niemców jak i Polaków aż do całkowitego i celowego ich rozproszenia, a oni zawsze wszystkim mówili “ my nie Niemcy, ale też nie Polacy, my tutejsze”. Nigdy, ten etnos nie otrzymał należytego jemu poszanowania nie mówiąc już o pospolitej sprawiedliwości.
    Kazimierza Jagiellończyka, jako króla można uważać za sprawnego i wytrwałego w dążeniu do pokonania wroga, ale kontrolę nad nim, razem z klerem na czele trzymali “Panowie Polscy”. Sam dowódca wojsk koronnych Piotr Dunin był miernotą, zdemoralizowane mieszczaństwo, liczna dezercja najemnych, zdrady, nadużycia w wypłacie żołdu, rabowanie, przyniosło połowiczne, fikcyjne, kosztowne zwycięstwo Koronie, Prusom nic to nie dało a przynioslo tylko ekonomiczną katastrofę. W zaledwie parę tygodni rycerstwo chełmińskie opanowało ziemię chełmińską i Pomezanię z flankami w Nidzicy, Szczytnie plus Olsztyn i nie wymienionymi innymi rejonami które pod kontrolą mogły się znalezć. Wystarczyłaby mądra zdecydowana strategia, sprawiedliwa, uczciwa współpraca z rdzennymi Prusami. Strategiczne i mądre postępowanie z rycerstwem Prusów żeby iść w kierunku innych pruskich ziem, rozsprzestrzenić powstanie, które stałoby się falą do pokonania Krzyżaków i nie dopuściłoby do ciągłego przybywania licznych posiłków z Niemiec. Zaniedbania po grunwaldzkiej bitwie są aż na zbyt widoczne, zemściły się, ale za długo by o tym mówić.
    Dalej da się zauważyć, że przy małej obecności rdzennych Prusów w Tajnej Radzie gdzie rządziła prywata “Panow Polskich”, rdzenni niewiele mogli wskórać.
    Jak piszą Edward Martuszewski i Tadeusz Oracki na obszarze komturstwa ostródzkiego; “Po roku 1466 na obszarze Dąbrówno - Nidzica - Olsztynek przeszło w ręce Polski aż 239 majątków. W latach 1467 - 1519 osiedliło się w komturstwie ostródzkim aż 357 Polaków. Kolonizacja ta postępująca szeroką falą z sąsiedniego Mazowsza doprowadziła do zmiany struktury narodowościowej...” Powyższe cyfry są zatrważające, jak również polityka, przy tysiącach rdzennych Prusów to 357 osadników Polskich miało bronić granic Rzeczpospolitej......Czy kiedykolwiek obroniło ?
    Ta wojna trwała za długo, ale już wtedy na wojnie robiono pieniądze. Wsytarczyłaby w tej wojnie prosta taktyka jaką mogłoby być spychanie Krzyżaków do morza wzdłuż wybrzeża, w kierunku Królewca by tam urządzić im drugi Grunwald. Bez pomocy Prusów było to nie możliwe, ale Polakom nie po drodze to było. Zaowocowalo by to odrodzeniem sie pruskiej tożsamości a dla Polaków i Litwinów było nie do przyjęcia żeby na taką sytuację pozwolić a dla kleru nie do zaakceptowania. Łatwiej było póżniej zaakceptować rozbiory i rok 1939-ty.
    Żaden z historyków nie podiął próby opisania tych wydarzen, jako wielkiego powstania Prusów. Jedyną ich tezą jest to, że rycerstwo pruskie walczyło o swoją polityczną rolę. Rycerstwo taką rolę miało u Krzyżaków a wystarczyło by im tylko wynarodowić się. Większej bzdury usłyszeć nie można. Historycy w drugiej Rzeczpospolitej kiedy w jej granicach nie było jeszcze Warmii i Mazur zupełnie inaczej pisali o Prusach aniżeli obecni. Nigdy interesem Polski nie było, żeby ożywić Pruski żywioł, a jeśli już to używano Prus do politycznych manipulacji. Jak choćby Mazurami w 1920 roku podczas Plebiscytu. W rezultacie takiej polityki Polska zapłaciła bardzo wysoką cenę, nadal płaci i jak obecnie widać dalej będzie płaciła. Nie była to tylko “Panów Polskich” polityka, przedewszystkim kleru papieskiego a więc po części polskiego też.
    Karol Górski pisze “Osiemdziesięcioletni Kalikst III (Papież), ... na Związek rzucił klątwę. Jan Gruszczyński (diecezja gnieżnieńska, poznańska i włocławska) klątwy nie uznawał wcale”. Dalej “a Tomasz Strzępiński ( herbu Prus I), biskup krakowski, w roku 1459 publicznie w tymże Toruniu ogłosił, że król słuszną wojnę prowadzi. Długosz o rzuceniu klątwy milczy....”.
    Prusowie postawili na Polskę jak na sojusznika. Sojusznik nie sprawdził się. Stawiając taką tezę, należałoby ją udowodnić. Powyższy materiał jest wystarczający. “Pospolitego” narodu, nigdy nie informuje sie o kulisach polityki więc nic nie wie co się za tą polityczną sceną dzieje. Jednak władza zawsze wychodzi na swoje za sprawą manipulowania a w razie potknięcia sięga po patriotyzm jako koło ratunkowe dla własnej pozycji.
    Podsumowując ten etap historii, Korona dwukrotnie straciła okazję pozbycia się germańskiego wrzodu. Dalej, w roku 1525 przyjęła Hołd Pruski przez króla Zygmunta Starego, który na wezwanie swojego wasala prusackiego, Albrechta, w tym samym roku wojskami z Litwy, bardzo krwawo stłumił powstanie sambijskich chłopów. Była to prywata. Hohenzollern był nie tylko wasalem króla, ale też jego siostrzeńcem i król spełniał jego prośbę.

    Pozostaje pytanie, co Korona zrobiła dla Prusów... ?

Prusowie - uciekinierzy rozproszeni w Rzeczpospolitej w następnych wiekach dają liczny dowód swojej lojalności i są aktywni w wielu dziedzinach jej życia. Militarnym, naukowym, kulturalnym i społecznym.
Istnienie niemieckiego prusactwa, stworzyli Polacy wyłącznie na własne życzenie i przez swoją nieudolność, nie tylko, że było wrzodem dla Rzeczpospolitej, ale dwukrotnie zadało jej śmiertelny cios w niepodległość. Architektem Germańskiego Prusactwa była Polska i dwukrotnie przez nich traciła niepodległość. Inicjatorem rozbiorów Rzeczpospolitej było niemieckie Prusactwo i kosztowało ponad 120-to letnią utratą niepodległości. Drugi raz ciosem w plecy w 1939 roku pancerne diwizje Guderiana uderzyły z Prus w II-gą Rzeczpospolitą.
    Najlepiej to wszystko podsumowuje Ks. Łukaszewicz “ Jeżeli historia ma być mistrzynią życia trzeba mówić prawdę o Grunwaldzie i Witołdzie, oraz prawdę o pokoju Toruniu w 1411 i w r. 1466.


Sławomir Klec Pilewski

Kwiecień 2013


Bibliografia

Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego Warszawa 1887
Ks. J.A. Łukaszewicz - Historja Towarzystwa Jaszczurczego Grudziądz 1928
K. Górski - Pomorze w dobie Wojny Trzynastoletniej Poznań 1932
M. Bartkowiak - Towarzystwo Jaszczurcze Toruń 1948
K. Górski - Sprawa Skolimów Toruń
S. Kuczyński - Wielka Wojna z Zakonem Krzyżackim w latach 1409-1411 Warszawa 1966
G. Białuński - Opozycja rycerstwa pruskiego na początku XV wieku Komunikaty M-W 2010
G. Białuński - Pilewscy-saga ostatniego rodu wielkich Prusów Warszawa 2004
G. Białuński - Ród Prusa Kleca Malbork 2006
J. Wimmer M. Krwawicz - Wojna Trzynastoletnia 1454-1466 Warszawa 1957
M. Biskup - Trzynastoletnia Wojna z Zakonem Krzyżackim 1454-1466 Warszawa 1967
Ostróda - Z dziejów miasta i okolic Olsztyn 1976

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Początek Strony