KONTAKT

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Licznik


S O S
Grzegorz Białuński
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Historia
SĄSIEDZKIE PRÓBY PODBOJU

PURUSAH w sanskrycie oznacza LUDZIE i tak siebie Prusowie nawoływali dla rozpoznania, przemieszczając się przez gęstwiny kraju czy też podczas nocy szukając pomocy. Nie wykluczone, że podczas zbiorowych polowań z nagonką na zwierza również wykrzykiwano PURUSAH. To słowo, często słyszane przez obcych o nieznanym dla nich brzmieniu i znaczeniu, doprowadziło, że zaczęto ich nazywać Prusami.
Nie stanowili etnicznej jednolitości, ale przy bogactwie natury, wśród której żyli, gdzie dla nikogo niczego nie brakowało, w spokoju, dostatku i harmonii z naturą przez kilkanaście wieków zamieszkiwali w symbiozie i dzielili się między sobą tą nadbałtycką krainą bez potrzeby dla jakiejkolwiek agresji.
Przez wieki żyjąc obok siebie byli sobie jednak różni.
Jadżwięgowie na wschodzie - lud myśliwsko-rolniczy o Ugro-Fińskiej pierwotności. Na zachodzie Pomezanie - Goci-Gepidowie, pre Celtowie, lud indoeuropejski przybyły do Prus na przełomie naszej ery. Centrum to Sambia i graniczące z nią ludy - przede wszystkim pre Indoeuropejczycy. Razem w tej części Europy to najstarsi Europejczycy, będący już na swoich terenach od VI wieku przed naszą erą.
Wszystkich ich cechowała wielka gospodarność, umiejętność korzystania z bogactw otaczającej ich natury i nie stronili od handlu, w szczególności bursztynem z całą ówczesną Europą.
Prusowie osiągnęli największą zamożność w basenie morza bałtyckiego. Dostrzeżone to zostało przez sąsiadów a ci nie omieszkiwali z łupieskich na nich napadów.
Poza kilkoma szlakami bursztynowymi przez europejski kontynent prowadzącymi do Grecji i Rzymu, Prusowie mieli jeszcze dwa bałtyckie porty, w Pomezanii Truso a na Sambii Wiskiauten, które w basenie Bałtyku prowadziły bardzo ożywiony handel.



Ludy mniej gospodarne, jak to zwykle bywa, wielokrotnie uzupełniały swoje potrzeby nie poprzez handel, ale częściej łupiestwem na sąsiadach, i to było wielką udręką dla Prusów.
Tak zaczęło się na wschodzie kiedy ruskie zagony grabiły Jadżwięgów z płodów rolnych a według ruskich latopisów w X wieku te łupieskie wyprawy dochodziły nawet do półwyspu Sambijskiego.
I nie tylko Rusini, gdyż od IX wieku są notowania o skandynawskich i Wikingów najazdach na Sambię, jak również i gdańszczan, oni również wielokrotnie urządzali grabieżcze wyprawy na porty Prusów i to tym ostatnim przypisuje się upadek przed X wiekiem portu Truso.

Nie inaczej postępowali władcy Danii i Bałtyku, ich liczne napady na Sambię polegały na grabieży, porywaniu kobiet i prób ustalenia zbrojnych fortów w celu zbierania od Sambów haraczy. Takie wyprawy były organizowane przez Kanuta Wielkiego w latach 1014-1035 i Kanuta IV w latach 1080-1086. Kończyły się one zwykle na grabieży majątku ruchomego. Z biegiem czasu, Prusowie zaczęli sobie radzić, a ponieważ byli świetnymi żeglarzami, to też przeprowadzali akcje odwetowe. Jednak nigdy najeżdżcy nie osiągneli swojego celu, żeby Prusom narzucić swoje prawa, administrację czy osadników. Tak działo się od strony Bałtyku i ze wschodu.

Pod koniec X wieku powstała na obecnym obszarze Polski nowa rzeczywistość Polanie poprzez dynastię Piastów ustanawiali państwowość przyjmując chrześcijaństwo i jednocząc plemiona Słowian.
Od południa i zachodu to Polanie już od V wieku naszej ery zamknęli koło wokół Prusów zamykając ich w swym obszarze, a z biegiem czasu powodując totalną Prus izolację od reszty współczesnego im świata.
Władca Polski Bolesław Chrobry, wybitny strateg, scalając Polan widział konieczność dla wzmocnienia królestwa posiadanie większego dostępu do Bałtyku i włączenia Prusów w terytorium swojej władzy.

Próba narzucenia Prusom nowej religii a raczej swojej władzy, poprzez misję św. Wojciecha, wiary chrześcijańkiej, z góry skazana była na niepowodzenie, a w języku kolokwialnym możnaby ją określić religijnym awanturnictwem. Zupełnie nie przygotowana, bez żadnej przewodniej myśli a i sama osoba misjonarza o niepochamowanym charakterze nie we właściwym miejscu do tej misji.
Śmierć św. Wojciecha umacnia Polskę, Bolesław Chrobry w jego osobie zyskuje pierwszego patrona Polski i stawia katedrę w Gnieżnie koronując się na chrześcijańskiego władcę, bardzo umacniając pozycję i spostrzeganie Polski w Europie. Prusowie z kolei zostali w opinii europejskiej bardzo napastliwie przedstawiani, opisywani jako niegodni, żeby mówić o nich jak o ludziach.

Na pograniczu Polan z Prusami od zarań ich kontaktów dochodziło do zbrojnych utarczek. Powodem były łupieżcze cele Polan, którzy również spostrzegali zamożność sąsiadów. Z biegiem czasu spokojni Prusowie stracili cierpliwość i w odwecie granica stanęła w ogniu , w rezultacie okazało się, że w bitności Prusowie nie mieli sobie równych. Bolesław Chrobry z majestatu władcy Polski, rozpoczął dobrze zorganizowane regularne zbrojne wyprawy do Prus nie tylko w celu łupienia ich ale przedewszystkim podboju.
Pomimo, że te wyprawy czasami sięgały w głąb pruskiego terytorium to władca Polski nigdy nie osiągnął celu. Prusowie nie posiadali zbrojnych regularnych drużyn więc tym samym unikali starć w otwartym polu. Najeżdżani przyjęli obronną taktykę nękania nieprzyjaciela z ukrycia a natura na terenie Prus była idealna do tego rodzaju prowadzenia walki.
Ta nie możność podboju Prusów powodowała wściekłą frustrację wśród kronikarzy polskich opisując ich z niewybrednymi bardzo złośliwymi epitetami. Święta zasada: jak nie można zwyciężać to zawsze przeciwnika można słownie upodlić.

Mężny władca Bolesław Chrobry nie osiągnął sukcesu w podboju Prusów, a wręcz zaostrzył sąsiedzkie stosunki. Przez następne dwa wieki celem polityki polskich królów był, za wszelką cenę, podbój tej małej pruskiej społeczności.
Wiek XI to rozpoczęcie walki Polan o dostęp do Bałtyku a dokładniej chodziło o podbój Pomorza i Prus. Tą politykę kontynuował Bolesław Krzywousty. Taktyka obrana przez najeżdżców na Prusy, to okres zimy, kiedy mokradła i jeziora były zamarżnięte. Prusowie mając swoje informacyjne forpoczty, byli ostrzegani i wtedy umykali w niedostępne zakątki zostawiając domostwa a ci którzy nie zdążyli zwykle byli pojmani i zabrani w niewolę. Taką pierwszą wyprawę przeciw Prusom zorganizowł Bolesław Krzywousty.

Nie przyniosła ona jemu żadnych sukcesów, ale i też nie zrezygnował z podboju Prus, między innymi i dlatego, że Prusowie wspomagali Pomorzan przeciwko niemu i tym samym utrudniali wcielenie Pomorza w granice królestwa polskiego.
Na przełomie lat 1110-1111 tą samą trasą co uprzednio,król Polski, jak podają żródła, przez Sasinię porą zimową znowu najeżdża na Prusów, a jedynym jego sukcesem to wzięcie dużej liczby niewolników, a to co nie można było złupić puszczał z ogniem. I tak poza łupiestwem nie zdołał osiągnąć politycznego sukcesu, a w wyniku tych wypraw Prusowie rewanżując się zbrojnie, również zaczęli najeżdżać ziemie Polan czyniąc dokładnie to co robili Polanie w najazdach na nich.

Następca tronu Polan, Bolesław Kędzierzawy kontynuował politykę podboju Prus która ekonomicznie stawała się coraz bardziej dotkliwa, rujnowała Prusów zamożność co w rezultacie w odwecie Prusowie zaczęli tą samą metodą łupić Polan.
Można domniemywać, że część Sasini i Galindii tak dalece, jak płaciła daniny władcom Polski, oni uznawali, że została podporządkowana. Lud Sasinów i Galindów został bardzo wyniszczony i nie tylko przez Polan ale również etnicznie inny lud Jadżwięgów. To ich szlak najazdów na Mazowsze wiódł przez Galindię.
Nagminnie branych w niewolę Prusów, przesiedlano, osadzano z dala od ich ziem i dzisiaj w odległych miejscach Polski spotykamy miejscowości o rdzennym znaczeniu, że one pochodzą z obecności Prusów.
W roku 1193 Kazimierz Kędzierzawy starannie przygotowywał najazd na Jadżwięgów posługując się pruskimi przewodnikami. To im polscy kronikarze zarzucają, że poprzez zdradę wyprawa skończyła się totalną klęską wojów Kazimierza a on sam z tej wyprawy na Prusów ledwo z życiem wyszedł.

Pomimo, że ciągłe najazdy na Prusów były ogłoszane jako niosące im wiarę chrześcijańską, to miały one wyłącznie polityczny, zbrojny charakter i tak dalece, jak płacili daniny, ich nawrót do swoich wierzeń był całkowicie tolerowany. Zresztą nie próbowano ich nawracać a wsród Polan panował pół poganizm. To, że książęta przeszli na Chrześcijaństwo nie znaczyło, że ich lud nie praktykował pogańskich obrządków.
Należy nadmienić, że wiara chrześcijańska zaczęła raczkować wśród Prusów, jednym z takich dowodów niech będzie, że ukończona w roku 1280 stolica Diecezji Pomezańskiej w Resii dzisiaj Prabuty jak pisze von Henneberg “na prabuckich murach znajduje się kamień z napisem (extructum) - założone 1159...., ta wiadomość podana jak na dłoni”. Nie posądzam Pomezan, że byli poliglotami ale napis wskazuje, że uprzednio znajdowała się tam już chrześcijańska świątynia.

Te wszystkie opisane wydarzenia w dużym stopniu można uznać za europejską normalność, gdyż to właśnie podbojem kształtowała się ówczesna polityczna mapa Europy i cokolwiek, Prusowie zdołali obronić swoją tożsamość i wolność.
Mazowszanie a raczej książęta polscy, którzy postawili pogranicze prusko-polskie w ogniu, nie potrafili dyplomatycznie tego ognia zlikwidować i pogranicze nadal wrzało i co śmielszy z książąt nadal próbował Prusów ujarzmić lub ograbić i vice versa.
Do nich należał gdański książe Świetopełek, którego militarny wysiłek w opanowaniu Prusów nigdy się dla niego nie spełnił. Książe płocki Konrad Mazowiecki, niespełniony inteligencją ale ambitny. O nim dzisiejsi Polacy woleliby zapomnieć albo życzyli by sobie, żeby się nigdy nie urodził.
Ten typ zaściankowego władcy-nierozgarniętego a żądnego władzy (dzisiaj też mamy takie wzory i nazywamy ich “chłopcy z podwórka”) sprowadził nie tylko katastrofę na Prusów, ale również wielowieczne nieszczęście na Polskę.

NIEMIECKI PODBÓJ 1234 - 1249


Następne losy Prusów, wiążą się z niemieckim rycerskim zakonem, potocznie mówiąc Krzyżakami, którzy wraz z innymi zakonnymi wrócili z krucjaty w Palestynie gdzie dostali baty od świata Islamu i zmuszeni zostali do ucieczki.
Wprowadzeni do Polski przez Konrada Mazowieckiego, Krzyżacy około roku 1225 ustanawiają swoją pierwszą bazę na gruzach pruskiego grodu w Kwidzyniu nad Wisłą i od razu pokazują swoje oblicze. W ich ręce dostaje się pruski wódz Pipin, pomimo szlachetnego urodzenia z największym okrucieństwem torturowany, przywiązany do końskiego ogona, powleczony do Torunia i tam powieszony. Wcześniej wydarto mu wnętrzności, przybito do drzewa i wokół kazano biegać. Gród jego doszczętnie zburzono, załogę wymordowano, podobnie jak gród jego wuja Rogów (dzisiaj przedmieście Torunia). Taka była pierwsza wizytówka niemieckich rycerzy pod protektoratem papiestwa i gdyby nie było tego protektoratu nigdy na Prusach nie doszło by do tego co miało nastąpić. Papiestwo, potęga Europy, całkowicie i razem z germańskim okrucieństwem i zachodnio europejskim wsparciem, odpowiedzialne jest za unicestwienie, eksterminowanie ludu Prus w liczbie około 170 000, dzisiaj napewno byłoby ich około 4 000 000.

W roku 1233 Pomezanie podejmują próbę odbicia Kwidzynia, jednak bez powodzenia. Próba ta, była jednak alarmem tak dla Krzyżaków, jak i dla polskich książąt, że istnieje niebezpieczeństwo utraty tego strategicznego przyczółka . W roku 1234 spotykają się i decyzja zapada na wspólną zbrojną wyprawę do Pomezanii.
Od roku 1230 do 1283 przez pół wieku trwał podbój Prusów. Pod dowództwem Niemców uczestniczyła w nim cała chrześcijańska Europa. Z dotychczas nieznanym okrucieństwem wymordowano blisko 50% mieszkańców Prus. Pomimo ich bohaterskiego oporu, Prusowie, jak dzisiaj można ocenić, pozostawali bez żadnych szans w ocaleniu swojego narodu. Za każdym razem kiedy uzyskiwali przewagę nad niemieckimi zakonnikami, natychmiast przychodziły liczne i bardzo dobrze uzbrojone posiłki z całej Europy. Nie zadowalały ich zwycięstwa. Po bitwie mordowano ludność, kobiety, mężczyzn, dzieci w tym tez nowo nawróconych Chrześcijan.
Na podzamczach trzymano Prusinki do krzyżackich usług. Wartościowe rzeczy grabiono. Czego nie mogli wziąć palono włącznie z plonami. Był to holokaust, biologiczne ludobójstwo XIII-go wieku.

Zimą na przełomie 1234-1235 Słowianie z pięcioma księciami i z całą siłą jaką posiadali stawili się w Kostrzyniu i razem z Krzyżakami ruszyli na podbój ziemi Resia. Podług Voigta było jak; “Cała nadzieja była na Polsce, która pragnęła jak najrychlej wcielić ziomków swoich Prusaków, zostających jeszcze w bałwochwalstwie, pomimo niejednokrotnych usiłowań o ich nawrócenie. Dlatego wszystka Lechia ruszyła się na wyprawę Krzyżową, od Odry do Wisły, w szczególności zaś Henryk Szlązki przyprowadził z sobą 3 000 wojowników, Konrad Mazowiecki 4 000, Kazimierz Kujawski 2 000, Władysław Wielkopolski 2 200, Świętopełk Pomorski z bratem Samborzem 5 000, a łącznie 16 200. Tymczasem całe Niemcy nie dostarczyły więcej Krzyżowników nad 5 000.

Jeśli ziemię Resji oszacujemy na około 1000 km kwadratowych, to jej mieszkańców było około 5 000 osób różnej płci i różnego wieku. Mieszkańcy Resji znani byli z bitności, ale zdolnych do walki nie mogło być więcej jak około 1 000 wojowników.




Głęboki jar od zachodniej strony grodzisks


W trakcie pustoszenia Resji najeźdźcom udało się osaczyć główne siły obrońców. Było to w grodzisku nad rzeczką Dzierżgonką, Sirgune, w dzisiejszym Starym Dzierżgoniu. Droga ich pochodu zasłana była gwałtem, grabieżą, ogniem i wielkim rozlewem krwi jak szczerze opisuje krzyżacki kronikarz.
Pomezanie zgromadzili się w liczbie nie mogącej być większą od 4-rech tysięcy w tym 1-go tysiąca wojów pod wodzą Księcia Resii nad rzeką Dzierzgonką w grodzie Stary Dzierzgon. Byli bardzo dobrze informowani o pochodzie rycerzy i obrazie jak wygląda niesione im chrześcijaństwo. Więcej Pomezan być nie mogło, a to nawet i z tego względu, że grodzisko nie mogło pomieścić ich więcej dla skutecznej strategii obrony z takimi nadciągającymi siłami jak 16-to tysiącami Polaków i 5-cio tysiącami Krzyżakow, a stanięcie do otwartej bitwy byłoby samobójstwem.
Bitwa musiała być przyjęta, w żadnym przypadku Pomezanie nie mogli przyglądać się jak są eksterminowane ich rodziny i kuzyni.
Ze szczątkowej kroniki wiemy, że bitwa trwała cały dzień aż do zapadnięcia zmroku i przebieg jej nie oznaczał zwycięstwa najeżdżców. Strach zaczął oblegać najeżdżców a to ze względu, na zbliżający się zmrok którego w walce z Prusami śmiertelnie się bali. Z obu stron walka była zażarta w której Pomezanie wykazali się wielką bitnością i męstwem z tak przeważającymi siłami. Dzisiaj wiemy, że Pomezanie to byli potomkowie Gepidów-Gotów, a więc wielkich wojów.
Plan grodziska z lotu ptaka tak dzisiaj wygląda, około 5 hektarów.
Z lewej strony jest głęboki jar nie do przebycia w którym płynie rzeczka Dzierzgonka jak na powyższym zdięciu.





Usypany potężny wał dzisiaj trochę zarośnięty którego obronność z dużą pewnością zapewniała jeszcze palisada z pali ze sporadycznymi przerwami do przepuszczania atakujących dla łatwiejszego ich unicestwienia.





    W samym środku grodziska jest wzniesienie na którym znajdowała się wieża obserwacyjna z której odbywało się dowodzenie. Również w samym środku grodziska jest obszerny plac na którym mogła się zmieścić poza zbrojnymi obrońcami kilku tysięczna ludność z rodzinami szukająca schronienia.





W razie zagrożenia klęski dla ludność miała zapewnioną ucieczkę wykopem w dół do jaru, jak poniżej na zdjęciu.





Sama bitwa toczyła się przez większość dnia, było to podczas pory zimowej a więc krótki dzień. Prusowie bardzo dzielnie bronili grodzisko z wałów.

Świętopełek, który w licznych bojach z Prusami nigdy nie zdołał ich zwyciężyć, zdobył się na podstęp, głeboko obszedł wały i z bardzo licznymi siłami zaatakował Pomezan zboku wraz z innymi przy jednoczesnym frontalnym ataku. Na siły Pomezan tego było za wiele i legli wraz ze swoim wodzem Księciem Resii. Ranni i złapani w potrzasku Prusowie byli dobijani i mordowani, nikogo nie oszczędzono, i niewielu prawdopodobnie udało się umknąć z pola bitwy.

Krzyżacki kronikarz pisze “doszło do wielkiego przelewu krwi ludu pruskiego, gdyż padło owego dnia ponad 5000 zabitych. Choć liczby podawane przez średniowiecznych kronikarzy zawsze są przesadne, to nie zmienia faktu, że nie oszczędzono pokonanych Prusów.
Prusowie bili się do końca, wrota do podboju Prus zostały otwarte.

Najeżdżcy wkraczając do Prus łupili rozrzucone osiedla. Na mieszkańcach dokonywano mordów i gwałtów. Czego nie zdołano zabrać wraz z domostwem doszczętnie było niszczone i palone. Pomezańska ziemia Resii była póżniej jeszcze wielokrotnie najeżdżana. Oddziały krzyżackie i wspierające je wojska z Niemiec wraz z rycerstwem zachodnio europejskim niszczyli ją “grabieżą ogniem i wielkim rozlewem krwi”, jak cytuje krzyżacki kronikarz Duisburg.

Ta bitwa zabezpieczyła byt Krzyżaków w Kwidzyniu a klęska Pomezan pozwoliła na dalszy podbój Prusów; można by powiedzieć, że była bitwą decydującą o ich podboju.
Przeciwko Prusom, stanęło w tej pierwszej fazie, rycerstwo polskie i niemieckie, które w Niemczech zaraz po ogłoszeniu krucjaty przeciwko Prusom miało dwa tysiące rekrutów. Krucjata ogłoszona przez papiestwo posiadała tą samą rangę co krucjata do Świętej Ziemi czyli Palestyny do walki ze światem Islamu. Dążeniem papiestwa i to za wszelką cenę było ustalenie państwa kościelnego. Germańska polityka szczególnie popierana przez portowe miasta niemieckie dążyła do opanowania basenu Bałtyku. Nie interesowało ich wybrzeże skandynawskie z prostego powody- nadal do europejskiej ekspansji powstrzymywałby ich sam Bałtyk, a napewno nie dlatego, że na nim panowali Wikingowie i Duńczycy.
Jak się jeszcze okaże, obaj partnerzy: Papiestwo i Krzyżacy, w tym przedsięwzięciu byli równo zdeterminowani i nie przebierali w intrydze, w okrucieństwie idąc na całość.
Pomezańska ziemia Resii była jeszcze wielokrotnie najeżdżana. Oddziały krzyżackie i wspierające je wojska z Niemiec wraz z rycerstwem zachodnio europejskim niszczyli ją “grabieżą ogniem i wielkim rozlewem krwi”, cytuje kronikarz krzyżacki Duisburg.
W starciu pod Dzierżgoniem krzyżacy pozabijali wszystkich Prusów a ponadto “wozy ich zaprzęgi ( z żywnością i bronią ) zaciągnęli do swojego zamku”. W roku 1236 margrabia z Miśni z oddziałem 500 rycerzy w sukurs Krzyżakom pustoszył Pomezanię jak tylko potrafił i kosztowało to wiele istnień ludzkich.

Poniższa mapka przedstawia krzyżacką strategię podboju Prusów, jakże inną od taktyki książąt polskich. Po podboju Pomezanii , Krzyżacy nie odważyli się do penetrowania w głąb terytorium ziemi Prusów.



Krzyżacy odważni nie byli, gdyż była to banda niemieckich analfabetów i bandytów. Żeby wstąpić do zakonu wystarczyło zapamiętać Dziesięć Przykazań a od Papieża uzyskiwali odpust.
Posuwali się wzdłuż Wisły i dalej idąc wybrzeżem budowali nowe fortece, bądż na gruzach pruskich zdobytych fortyfikacji, a z nich dopiero penetrowali terytorium Prus. Ta sytuacja głęboko zaniepokoiła Świętopełka, księcia gdańskiego, który rościł sobie pretensje do Prus i sukcesami Krzyżaków został bardzo zaniepokojony.
Przybycie dużego pocztu rycerzy w roku 1239 na czele z Otto Brunswiku, krzyżactwo wykorzystało i zorganizowali wyprawę wzdłuż Zalewu Wiślanego, i dopiero znajdują opór w fortyfikacji ludu Warmów w grodzie Honeda. Najpierw "najechali na pobliskie wsie, niszcząc je ogniem i grabieżą". Następnie zdobyli sam zamek , nazwany później Bałga, “biorąc część ludzi w niewolę, innych wycinając w pień”.
W całej okolicy po zdobyciu grodu Honeda, niemieccy najemnicy powybijali Prusów “aż do całkowitej zagłady, tak iż nawet jeden spośród nich nie ocalał, który mógł by wiadomość o tym zdarzeniu zanieśc ich następcom”.
Nie za długo po tym opanowali pruski gród Partegal, który “ spalili na popiół; całą załogę zaś pojmali i w pień wycieli”. Tu należy podkreślić, że na tych ziemiach istniała już misja chrześcijańska biskupa Chrystiana.

PIERWSZE PRUSÓW POWSTANIE 1239 - 1249


Sukcesy Krzyżaków w podboju Prus, a także obawy dla swojego bytu, spowodowały, że Świętopełek zdecydował się na zbrojny konflikt z Krzyżakami i w roku 1240 ruszył zbrojnie wchodząc w posiadanie części wybrzeża zdobytego przez Niemców.
Pomezanie wraz z podbitym wybrzeżem korzystając z konfliktu Świętopełka z Krzyżakami zbrojnie powstali przeciwko tym ostatnim. Niszczyli krzyżackie fortyfikacje a będąc liczbowo już zdziesiątkowani prowadzili powstanie podjazdami i zasadzkami, odnosząc sukcesy. Kłamstwem jest natomiast, że palili kościoły, Krzyżacy po prostu ich nie budowali.
Powstanie Pomezanów trwało do roku 1249 i nie było zwycięzców, a wręcz ucierpiała ludnośc pruska na której Zakon dokonywał mordu wycinając w pień całe Prusów osady i jeśli tak to miało trwać dłużej, pozostali by tylko powstańcy którzy w związku z ciągle napływającymi posiłkami z Niemiec, nie mieli żadnej szansy a groziła by im całkowita eksterminacja.
Zachowanie Świetopełka określić można jako różne, w trakcie powstania zawierał z krzyżakami zawieszenia broni a jak Pomezanie osiągali duże sukcesy wznawiał z Krzyżakami wojnę.
Kiedy Prusowie odnieśli w roku 1243 w bitwie pod Rządzem niedaleko Grudziądza wybitne strategicznie zwycięstwo, Świętopełek znowu przystąpił do wojny odnosząc również bardzo znaczące zwycięstwa. W innym przypadku kiedy wspólnie zaatakować mieli Dzierżgoń zdradził ich przez nie przybycie do oblężenia Nowej Dzierżgoni czego wynikiem była klęska Prusów.
Kosztowało to Świętopełka wiele, ścigający uciekinierów pomorskich Krzyżacy wszystkich wycięli albo wzieli do niewoli.

Powstanie wstrzymało rozwój podboju Prusów, działalność Krzyżaków została sparaliżowana, a jedyną ich czynnością było siedzenie w zamkach, umacnianiu ich i wypadach na bezbronną ludność pozostającą w swoich grodach. Wojska zakonne zdobywając bezbronnych w Starym Dzierżgoniu “wszystkich mieszkańców pojmali i wymordowali” a więc bezbronnych już jeńców, kobiety i dzieci. Straty ludności cywilnej w wyniku krzyżackich mordów zmusiły w roku 1249 Pomezan do zawarcia Pokojowego Traktatu zwanym również Dzierżgońskim. Trudno dzisiaj zrozumieć, że przy tak wielkiej eksterminacji Pomezan były jeszcze rezerwy do walk z Krzyżakami. Nasuwa się myśl, że rodziny swoje musieli skrywać w niedostępnych dla najeżdżców ostępach natury a wychodzili tylko ci do uprawy swoich dziedzin i wojownicy do walki z Krzyżakami.

Równie wielkie zniszczenie w czasie powstania poniosła Pogezania, oto pewnego razu wojska zakonne wtargnęły do niej “pustosząc ją od krańca do krańca grabieżą i ogniem.
Mężczyzn zabili a kobiety i dzieci uprowadzili w niewolę ”. Zdobyli jeden z najważniejszych grodów w Lidzbarku “a wszystkich ludzi pojmali i (następnie) wymordowali”.
W traktacie pokojowym Prusowie uzyskali sporo uprawnień, które po podpisaniu przestały być respektowane, ziemia Pomezan uległa pacyfikacji. Rody które stanowiły strukturę społeczną zostały przesiedlone z dala od ich środowisk. Tak było z potomkami Księcia Resii, Klecami, rodami Tessima,Tulkoyte, Gonte, Bogesla i rodu Monthemil.
Póżniej przesiedlanie (i to całych gmin) stało się nagminne dla innych, jeśli nie zostali wymordowani.
Ludność Pomezanii zmalała do takich granic, że więcej w podboju Prus nie odegrała żadnej strategicznej roli. Pod uwagę też trzeba wziąść, że ogromna ilość Pomezan ratowała się ucieczką, szczególnie na Pomorze.

KONTYNUACJA NIEMIECKIEGO PODBOJU
1249 - 1260


W listopadzie 1249 roku pod wodzą Henryka Botela krzyżackie załogi Elbląga i Bałgi wyruszyły na lud Natangii siejąc śmierć i pożogę. “Gdy już wielu położyli trupem postanowili syci zwycięstwa powrócić do twierdz. Jednakże pozostali przy życiu Prusowie, dotąd ukryci w miejscach, do których wyprawa nie dotarła, zabiegli drogę rycerzom i otoczyli ich zewsząd, odcinając możliwość powrotu. Całe wojsko, w tym 54 braci Zakonu i duża liczba innych zbrojnych, dostała się w ręce pogan. Ci braci zakonnych wycieli co do jednego, a innych z bronią zabrali do niewoli”. Ta sprawa mogła mieć zupełnie inny epilog.
Prusowie zażądali od osaczonych by wydali dowódcę i trzech braci jako zakładników a reszta miała ocalić życie ale nie wolność. Debata trwała zbyt długo i Zakonni stracili życie, a działo się to w pobliżu osady Krucken.

Warto nadmienić, że zachowanie Krzyżaków, co jakiś czas do ciągle pojawiających się chrześcijańskich misji był tak wrogi, że siłą wyrzucano ich z Prus. Takim przykładem jest mianowany arcybiskup Prus Albert Suerbeer z dominikaninem Henrykiem, Krzyżacy siłą wywieżli ich z Prus.
Bezczynność Krzyżaków podczas pierwszego Prusów powstania była tylko pozorna, za wszelką cenę trzymali zdobycze i fortyfikacje wzdłuż wybrzeża, jednocześnie posuwając się wzdłuż niego dalej. W tym samym czasie ze szczególną troskliwością zajęli się budową strategicznych portów, które w razie problemów na lądzie miały gwarantować im ucieczkę jak również otrzymywanie posiłków drogą morską. Takimi portami miał być Elbląg i Królewiec i to one stały się w okresie podboju głownymi fortecami które ocaliły Zakon. Cały czas Prusowie byli pod brutalną agresją Niemców, zgarniano ich jako niewolników do budowy zamków i fortyfikacji, a pruskie kobiety porywano do podzamczych domów publicznych. Prusowie poddawani byli niewiarygodnemu upodleniu, dlatego w Europie dziś wszyscy nie chcą o tym pamiętać. Europa mając taką historię, nie należy jej się dziwić , najlepiej chciałaby schować głowę w piasek.
Około roku 1253 w zasięgu podboju krzyżackiego znalazł się najbogatszy pruski lud, Sambowie, i jeden z epizodów w kronice mówi, że “wpierw zniszczono okolicę póżniejszego zamku Loschstadt, które spalono ogniem zabijając i biorąc w niewolę wielu ludzi”.
Wkrótce w 1254 roku przybywa z licznym rycerstwem król czeski Przemysław Ottokar, (można jego określić jako wybitnego zbrodniarza, ), wraz z krzyżakami “spalił wszystko, co mógł strawić ogień, wziął w niewolę i zabił wielu ludzi”. Krzyżacki kronikarz podaje, że razem z margrabią brandenburskim Ottonem i wielkim mistrzem Zakonu Poppo von Osterno oraz biskupem chełmińskim i warmińskim Anzelmem z Elbląga przez Bałgę prowadzili na podbój Sambii wojsko w sile 60 000 konnych.
Następnie zaś “takiej rzezi dokonano na narodzie Sambów, że starszyzna dawała królowi zakładników..., aby nie zgładził całego ludu. Niedługo po tym Prus Gedune z rodu Kandeminów poszedł na ugodę z najeżdżcami w zamian za co uzyskał znak, który miał ocalić jego osadę. Gedune jednak spóżnił się z powrotem i zastał majątek swój i posiadłości swoich krewnych spalone, zaś jego służba, krewni i brat zwany Ringelem oraz wszyscy złączeni z nim więzami krwi zostali wymordowani”.
Kolejnym celem podboju krzyżackiego była ziemia Wohnsdorf, którą bronił gród Kapostete. Został obrócony w perzynę, a okolicę zniszczono “grabieżą i ogniem”, ludzi pochwycono i zabito. Podobnie stało się z grodem i terytorium zwanym Ochtolite.
Wkrótce potem komtur z Królewca najechał Natangię i “spustoszył ją grabieżą i ogniem”.
Dowódcę pruskiego Goduke zabito “wraz z dwoma synami i wieloma innymi, a jego żonę i całą służbę z kobietami i dziećmi, i innymi łupami” uprowadzono. Dzielny Samb o imieniu Nalub długo nie poddawał się krzyżakom. W końcu jednak zmusili go do ucieczki oraz “wybili całą służbę należącą do jego domu i zniszczyli cały majątek”.
Nieustannie trwała kampania werbowania rycerstwa europejskiego, jak również nieustanna była aprobata papiestwa na ziemi Prusów do krucjaty.
Cały czas, i to w całej Europie, Krzyżacy prowadzili bardzo ożywioną dyplomację. Typowa dla Niemców pełna perfidii, prowadzona wszelkimi środkami fałszu, intrygi, zbrodni, gwałtu ciągłych zawierania sojuszy i nie przestrzegania ich.
W roku 1250 krzyżacy zawarli sojusz z książętami ruskimi przeciwko władcy Litwy Mendogowi a dokładnie z Danielem Halickim który z Mendogiem rościł sobie prawa do Jadżwieskich terenów. Sprytny Mendog przyjął chrzest od papiestwa wytrącając atut z rąk niemieckich, i z nim wkrótce też weszli w układy przeciw Prusom.
Kontyngent niemieckiego rycerstwa przyprowadzony w latach 1250 - 1251 przez margrabiego brandenburskiego Ottona, biskupa mersaburskiego i hrabiego Henryka ze Schwarzburga, natychmiast użyty został na zbrojne wyprawy do Galindii, Barcji, Natangii i Sambii.
Papiestwo niezadowolone z postępu krzyżackiego w podboju Prus, 18 listopada roku 1252 w osobie Innocentego IV wydaje bullę dla następnego najeżdżcy, na ten mały naród, królowi Norwegii Haakonowi IV w wyprawie na Sambię.
W tym samym roku kiedy król Polski potrzebował asysty przed tatarskim najazdem, papież zakazał Zakonowi pójścia z pomocą a nakazał podbój Prus.
Dzisiaj już naprawdę jest trudno określić, które z europejskich państw pod przywództwem Niemców nie próbowało szczęścia w podboju Prus, ale wszystko co działo się na ich ziemi napewno było pod patronatem Stolicy Apostolskiej.
Kroniki Duisburga podają, że terytorium Sambii w ciągu roku opanowane zostało przez Krzyżaków, ale przy tak wielkich użytych siłach to i tak długo im to zajęło.
Krzyżackie dyplomatyczne zabiegi, zabezpieczały ich, przed arcybiskupem pruskim, władcą Litwy Mendogiem, królem Danii a ze strony Polski i Pomorza też nic im nie groziło. Pozostało im rozprawienie się z mieszkańcami, Nadrowów, Skalowów i Jadżwięgów.

Ale tak jeszcze nie miało być.

Nadal nawoływano normalnych śmiertelników do krucjaty w Prusach, obiecywano i hojnie obdarowywano ziemią zdobytą na Prusach i wręcz głoszono odpuszczeniem grzechów tak dalece jak wezmą udział w mordowaniu Prusów.
Nieprawdaż, że dzisiaj staje się to niewiarygodnym. Ale tak samo było po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej, po odkryciu niemieckiego finalnego rozwiązania w komorach gazowych.

SYTUACJA PRZED DRUGIM PRUSÓW POWSTANIEM


Przeciw sąsiadom Prusów, Żmudzinom, z którymi Krzyżacy nie mogli uporać się na ziemi Kurów, Zakonni pod wodzą inflanckiego mistrza Burcharda von Hornhausena wyruszają razem z krzyżakami z Prus pod wodzą Henryka Botela. Jednocześnie z silnymi posiłkami z Niemiec plus Duńczycy, Estończycy, słowem-wyrusza potężna armia .
W polu Durbe nad jeziorem, 13 lipca 1260 roku rozegrała się bitwa w której totalną klęskę poniosły wojska krzyżackie. Śmierć ponieśli wszyscy ich dowódcy i mało kto uszedł z życiem. Klęska tłumaczona jest, że w krytycznym momencie zmuszeni do walki Kurowie, po stronie krzyżaków, zaatakowali wojska zakonne.
W rezultacie został zawarty sojusz między Żmudzinami i Kurami a Zakon zmuszono do opuszczenia tej części wybrzeża Bałtyku.
Prusy, nadal były ogarnięte podbojem przez rycerstwo niemieckie i europejskie, zgromadzone na ich ziemi, a jej mieszkańcy poddani bestialskiej eksterminacji. Ludność Prus, bezradna wobec penetracji ich ziemi, z nadmorskich krzyżackich fortyfikacji, nie miała się do nikogo zwrócić o pomoc, żeby zapobiec brutalnym metodom niesienia im chrześcijaństwa.

Wodzowie wszystkich pruskich ludów poza Pomezanami i Jadżwięgami spotkali się na naradzie, gdzie i kiedy niewiadomo, podczas której postanowiono stworzyć bardzo twardy opór w obronie przed ciągłą eksterminacją ich ludu.
Na czele stanął Herku Monte, pochodzący z rodu Montemidów, Natangów. Wcześniej senior rodu dla ratowania rodziny i bliskiemu jemu ludowi na krzyżackie żądanie daje zakładników wraz ze swoim małoletnim synem Herkusem.
W jego rosłej osobie Niemcy upatrzyli, że wychowają sobie krzyżaka Prusa który dla nich będzie walczyć i podbijać Prusów. Wywieżli Herkusa do Magdeburga, tam publicznie jego ochrzcono, pokazując jak Zakonni wspaniałomyślnymi, to oni byli.
Dziesięcioletni pobyt jego w Magdeburgu pozwolił jemu na pełną edukację ze znajomością języka niemieckiego i łaciny. Zauważono jego wspaniałe fizyczne warunki i z wielką starannością udzielano jemu nauk z kunsztu rycerskiego. Wkrótce, ku wielkiemu zadowoleniu zakonnych, w szkółce magdeburskiej równych sobie nie miał. Nadszedł czas jego powrotu ale już w białym płaszczu z czarnym krzyżem.
Stęskniony za rodziną i przy nadarzającej się okazji odwiedza swoich bliskich zastając ich w warunkach strasznego upodlenia przez zakonnych braci. To było za dużo dla Herkusa. Spotykając się z wodzami innych ludów, jednoczy ich do oporu przeciw Krzyżakom ale nie chrześcijańskiej wierze. Prusowie rozpoczeli gromadzenie i przygotowywanie się do zbrojnego powstania, przed tym jednak zdecydowano na wysłanie listu do papieża Urbana IV.

Krzyżacy mając sieć szpiegów nie tylko podejrzewali ale i też otrzymywali donosy, że Prusowie mobilizują się do powstania. W takich sytuacjach, jak zwykle, stosowali wszystkie metody, podstępu, intrygi i to z największym okrucieństwem.
Brat krzyżacki Wolrad, wójt Natangii, kiedy dowiedział się o przygotowaniach zaprosił do siebie wielu możnych znakomitych Prusów z okolicy grodu Lemptenburg nad Zalewem Wiślanym do pokojowych obrad z biesiadą “i kiedy ci upili się....wyszedł, zamknął drzwi i wspomnianą szlachtę i zamek spalił na popiół”. Goście spłonęli żywcem, ponosząc słuszną karę - jak twierdzi kronikarz - za spiskowanie przeciw Zakonowi.

Herkus Monte pisze list do samego papieża...........
“Ponieważ list dotarł ( cytuję Łucję Okulicz-Kozaryn) do Rzymu i zachował się wśród innych dokumentów kancelarii papieskiej, znana jest jego treść. Prusowie zapewniali w nim papieża, że powstanie skierowane jest wyłącznie przeciw Zakonowi i stosowanym przez Krzyżaków metodom postępowania z podbitą ludnością. Przekonywali,że większość mieszkańców ziem pruskich została już ochrzczona i przyjęła wiarę papieża, nie chce więc wracać do wiary przodków, do przesądów i obyczajów pogańskich.
Prusowie pisali, że pragną także, by wiara papieża szerzyła się wśród rodaków. Prosili w liście biskupa rzymskiego, by poparł ich walkę z Zakonem i obiecywali, że nikt z wiernych ani kapłanów nie dozna krzywdy, nie zostaną też zniszczone kościoły. Prusowie pisali, że bracia zakonni, którzy depczą wszelkie prawa ludzkości i boskie, nie dotrzymują zobowiązań, pozwalają mordować dzieci, kobiety i starców, a z mężczyzn robią niewolników pozbawionych prawa do ziemi i własności, muszą z ziem pruskich ustąpić. Na koniec - oddawali siebie i swoją ziemię w opiekę papieżowi.
Papież Urban IV, adresat listu i wielki przyjaciel Zakonu Niemieckiego, nie dał wiary ani posłańcom, ani wręczonemu mu pismu. Zgodnie z życzeniem braci zakonnych uznał, że bunt przeciw Zakonowi jest równoznaczny z odejściem od wiary chrześcijańskiej i ogłosił światu apostazję Prusów. Wezwał też wszystkich wiernych Kościołowi rycerzy i biskupów do świadczenia pomocy Zakonowi, który znalazł się w wielkiej potrzebie. Co więcej, przyznał Krzyżakom wiele nowych uprawnień wobec Prusów. Pozwolił im więzić lub brać zakładników od tych neofitów, którzy nie chcą uczestniczyć w organizowanych przez Zakon akcjach zbrojnych lub odmawiają swego udziału przy budowie twierdz. Poinformował również biskupa warmińskiego, że wyznaczył Czechy, Morawy, Polskę i Pomorze do niesienia pomocy Krzyżakom w obronie Prus i Inflant. Nakazał także udzielać krzyżowcom zgłaszającym swe usługi Zakonowi takich samych odpustów, jakie przysługiwały udającym się do Ziemi Świętej”.

DRUGIE PRUSÓW POWSTANIE 1260 - 1274


Na takie dictum, Herku Monte zrzuca habit z krzyżem i razem z innymi wodzami wraca do przodków swoich wierzeń ogłaszając świętą wojnę z krzyżakami i Rzymem a wyboru innego nie miał.
Herku Monte poza ogólnym Prusów przywództwem powstania, przewodził także rodzinną Natangią, Warmią wódz Glappo, Pogezanią Auctume, Barcją Divanus Klekine a Sambią Glande.
Uzbrojenie Prusów niewiele różniło się w porównaniu z ciężko zbrojnymi Niemcami. Pruscy konni dla większej mobilności, uzbrojenie mieli lżejsze co nie znaczy, że prymitywne.
Na początek podkreślić należy, że nie jest prawdą, że wogóle, czy na wieść, czy w trakcie powstania Prusowie chętnie chowali się w krzyżackich zamkach. Tam nie było dla nich miejsca i wyżywienia. Prawdą jest, że znajdowało się tam dużo pruskich zakładników których podczas powstania używano jeśli nie do pracy przy umacniania zamków to do pokazowych wyroków. Prus wolał ponieść smierć niż być sojusznikiem Krzyżaka. Zakonni wiedząc o przygotowywanym powstaniu, oczekiwali jego i z wielką starannością przygotowali się.
21 stycznia 1261 Herku Monte osiąga spektakularne zwyciestwo nad Niemcami. Armia krzyżacka z pełnym taborem wyszła z Królewca na podbój Natangii doskonale wyposażona w żywność i broń w połowie drogi niedaleko pruskiego Pokarvis założyła bazę zostawiając ją ze zbrojnym oddziałem. Główna armia podążała dalej w głąb Natangii. Powstańcy bez trudu opanowali obóz krzyżacki, zajmując go i z wyczekiwującą w nim pozycją cierpliwie czekali na powrót głównej armii. Powracający zakonni nie tylko z łupami, żywnością ale także z niewolnikami zostali zupełnie zaskoczeni w obozie. Większość poległa mało kto zdołał uciec, ale i tak ta wiadomość dotarła do Królewca. Nie powiodło się również rycerzowi Walther von Barbyc który nieopodal pustoszył okolicę zamieszkałą przez Prusów, dowodząc oddziałem przybyłych z pomocą gości. Zaatakowany, poniósł całkowitą klęskę i znowu niewielu uszło z życiem z pola bitwy.

W styczniu 1261r. drogą morską zaczęły napływać do Królewca nowe kontygenty krzyżowców z Westfalii, Magdeburga i generalnie Niemców. Bez zwłoki przystąpili do pustoszenia sambijskich wiosek, unikając powstańców, zabierając wszystkich zdolnych do pracy Prusów, w celu wzmocnienia nadmorskich zamków i budowy nowych.
W roku 1263 Herku Monte organizuje błyskotliwą akcję wyprawiając się do ziemi chełmińskiej, zadaje tam Krzyżakom bardzo dotkliwe straty. Kiedy był w odwrocie, w pogoń za nim z elitą rycerstwa, puścił się osobiście wielki mistrz krajowy Helmerich. Herku Monte nie dał się jemu zaskoczyć i pod Lubawą, ze swoimi hufcami wojów stawił czoła mistrzowi. Krzyżacy pewni zwycięstwa poprzez zaskoczenie, szybko zaatakowali Natangów.
Bitwa skończyła się dla zakonnych totalną klęską, sam mistrz zginął w niej i cała jego drużyna, nikt nie ocalał.
Herku Monte stał się postrachem dla Zakonnych sama wiedza o jego bliskiej obecności napawała ich śmiertelnym strachem. Nie przebierał w środkach, wprowadzał ich w zasadzki i tępił bandy zakonnych gdzie tylko miał wiedzę, że się pojawili.
Niejednokrotnie zasadzał się na nich w przebraniu jako krzyżak, a przy tym wszystkim dbał o to, żeby żadnemu nie udało się uciec, a po to tylko, żeby jego metody walki z nimi były nie przekazywane innym braciom. Strach krzyżaków był tak wielki, że uznawano, że walczą z duchem.

W roku 1273, leczący się z ran i osaczony w swojej kryjówce, pochwycony i natychmiast powieszony a pełni strachu Zakonni dla pewności mieczem przebili serce jego. Szczególnie ciężkie walki miały miejsce na Sambii, gdzie część ludności zmuszono do ucieczki, część schwytano w niewolę, a część wybito. I w ten sposób, jak chwalił się krzyżacki kronikarz “całe... wojsko Sambów mieczem unicestwili oraz pojmali kobiety i dzieci. Domy...i przyległości spalili na popiół”.
Sambowie systematycznie dążyli do opanowania wszystkich małych twierdz bardzo zuchwałymi atakami w których odnosili zwycięstwa. Ta taktyka nie pozwalała na ich umocnienia i przyjęcia większej ilości najeżdżców, którzy ciągle przybywali.
Wódz Warmów Glappo z pomocą Pogezan pod dowództwem Auctume w roku 1261 odbijają gród, zabrany im przez Zakonnych w roku 1240 i mocno ufortyfikowany, Lidzbark Warmiński.
Po tym sukcesie Glappo wyrusza na zamek w Braniewie. W zasadzce wybija czterdziestu rycerzy z załogi, reszta nie czekając na dalszy bieg wypadków w pośpiechu opuszcza Braniewo. Glappo nie posiadając wystarczającej ilości wojów do obsadzenia Braniewa, doszczętnie niszczy krzyżacką twierdzę i bezpiecznie wycofuje się.
Z pomocą dla krzyżaków w roku 1266, przybywają do Prus bardzo liczne posiłki z Europy, szczególnie z Brandenburgii na czele z ich władcami Ottonem III i Janem I.
Na granicy ziemi Warmów i Natangii a pomiędzy twierdzami Królewca i Bałgi budują zamek Brandenburgia, dzisiaj Uszakowo (rejon kaliningradzki). Używając jak zwykle zniewolonych Prusów jako siły roboczej. Glappo, wykorzystał moment wyjścia głównych sił załogi Brandenburgii przeciw Prusom, uderza i opanowuje zamek. Siły krzyżackie wracające z wyprawy nie miały już do czego wracać, zamek był zniszczony.
Po roku Otto III wraca i odbudowuje Brandenburgię, którą w roku 1273 Glappo z Warmami powtórnie zaatakował i rozpoczął jej oblężenie. Krzyżacy byli przygotowani na taki manewr Warmów. Z niezbyt odległego Królewca zorganizowali bardzo szybką odsiecz.
Glappo wzięty we dwa ognie przez przewyższające siły, nie miał już nawet szansy na wycofanie się. Pojmanego dzielnego Glappo najpierw poddano torturom, następnie stracono na wzgórzu obrzeża Królewca. Miejsce to Niemcy nazwali Glappenberg, czyli wzgórzem Glappo.
Niezmordowani Prusowie, wspólnymi siłami próbują zdobyć zamek w Królewcu, zbudoway na ruinach pruskiej twierdzy Tuvangste. Wojska pruskie przybyły do oblegania Królewca z machinami oblężniczymi, jednocześnie zablokowano wszystkie dojazdowe drogi.
Sambijski wódz Glande rozbijając krzyżacką flotyllę próbuje wziąść Królewiec oblężeniem i głodem.
W oblężeniu uczestniczy również wielki wódz Natangów, Herku Monte, podczas walk został ranny.
Pomoc z zewnątrz odblokowała Królewiec od morza co w rezultacie było powodem rezygnacji Prusów z oblężenia.
Pomimo odstąpienia Prusów od oblężenia Zakonni nie mieli jednak ochoty i odwagi do spotkania się z nimi na otwartym polu bitwy.

Zamek w Wielawie, Waistotepile, Wisenburgu na ziemi Bartów, Krzyżborku Prusowie oblegali z wielkim sukcesem. Krzyżacy zmuszeni głodem, nie mogący doczekać się pomocy, ponosząc wielkie straty, ukradkiem i podczas nocy opuszczali twierdze szukając zbawienia w portowych zamkach.
Tak samo stało się z zamkiem w Brunsberdze (Braniewo) i Reszlu, przed ucieczką sami podpalają twierdze i pod osłoną nocy uciekają.
Ponieważ cały czas napływały posiłki z Europy, strategia obrana przez Prusów polegała na ciągłym niszczeniu ich mniejszych twierdz.
W roku 1263 w krwawej bitwie pod Bartoszycami zginęło około1300 Prusów (“mało kto uniknął śmierci ”) większość bezbronnych.
Należy wymienić epizod , zdarzył się on podczas oblężenia Bartoszyc, “na szubienicy wzniesionej przed bramą zamkową powiesili 30 zakładników pruskich, których trzymali jako jeńców”.
Walki przeniosły się poza Prusów terytorium, w roku 1263 na ziemi chełmińskiej powstańcy zdobywają zamek w Radzyniu. Jadżwięgowie z Pogezanami, Warmami i Bartami, pustoszyli okolice Elbląga zdobywając okoliczne fortyfikacje które broniły dostępu do Elbląga.
Bezradność i wściekłość Krzyżaków osiągnęła zenit ich okrucieństwa, kiedy taki sam los spotkał zamek w Lidzbarku i zdziesiątkowani dotarli do Elbląga, przetrzymywanym tam pruskim dzieciom, zakładnikom, było ich dwanaścioro, wyłupiono oczy i odesłano rodzicom.
Krótkie Prusów przymierze z księciem Gdańska Mściwojem II, pozwoliło na blokadę portu Elbląga, uniemożliwiło to krzyżakom otrzymywania dopływu krzyżowców i zapasów żywności gdyż był on też oblegany od lądu. Nie trwał ten sojusz długo. Połączonymi siłami w roku 1266 zniszczyli krzyżacką flotyllę wiozącą żywność do oblężonych załóg Elbląga, Bałgi i Królewca.
Podczas nieudanego oblężenia Elbląga, ginie Auctume przywódca Pogezan. Zastępuje go Linka, który bardzo dynamicznie rozpoczyna akcje przeciw zakonnym. Razem z Bartami prowadzi kampanię poza terenem Prus i na ziemi chełmińskiej pod Pagustin w bitwie z krzyżakami zadaje im klęskę w której wszyscy giną 12 krzyżaków i 500 niemieckich innych najeżdżców.
Po tym zwycięstwie, robi błyskawiczny zwrot i rusza na odbicie zamku w Dzierżgoniu wyposażoną w liczną , dobrze uzbrojoną załogą, i gdyby nie posiłki krzyżackie z pobliskiego Elbląga twierdza ta mogła być zdobyta.
Linka stosując krzyżacką taktykę, mobilizuje swoje siły, i jeszcze raz w roku 1273 wspólnie z Bartami podejmuje batalię o zdobycie Elbląga.
Port ten, wybudowany na miejscu pruskiego portu Truso był największym dla Pogezan zagrożeniem. Przez niego nieustannie przychodziły niemieckie posiłki dla Zakonu.
Niespodziewanie, Linka wprowadził garnizon niemiecki w zasadzkę i zadaje jemu bardzo dotkliwe straty, które przez krótki czas, dopóki następne posiłki z Niemiec nie dotarły, nie pozwoliły krzyżakom do grasowania ich band po Pogezanii.
Bartowie, może najmniej liczny lud Prusów, nie przeprowadzał indywidualnych wypraw przeciw Zakonowi, natomiast we wszystkich uczestniczył. Rok 1266 był dla nich tragicznym, w bardzo zaciętej bitwie pod Kowalewem wódz ich Divan Klekine ginie w polu chwały w walce z niemieckimi barbarzyńcami.

Przybycie w 1265 roku Albrechta księcia brunświckigo i Albrechta księcia z Turyngii z licznym rycerstwem, pozwoliło Krzyżakom na planowanie i rozprawienie się z powstańcami.
W roku 1267 mamy wtórne przybycie do Królewca króla Czech z bardzo licznym wojskiem. To jego przybycie z tak licznymi siłami, zaczęło szalę zwycięstwa przechylać na niemiecką stronnę. Od razu skierowani zostali do rozprawienia się z Natangami.
Natangia podczas powstania była wielokrotnie niszczona, między innymi też przez Teodoryka margrabiego miśnieńskiego, który “ przez trzy dni i noce... przemierzał Natangię, pustosząc ją ogniem i grabieżą ”. W drugiej połowie lat 60 zniszczona została “ogniem i grabieżą” ziemia Solidow w Natangii i jak pochwalił się Piotr z Duisburga zabito i wzięto w niewolę “bardzo wielu ludze”.
Natangijczycy z Herku Monte coraz bardziej są osaczani i z tak licznymi posiłkami ciągle z Europy przybywającymi coraz trudniej jest im walczyć i zwyciężać. Na domiar złego, wszyscy powstańcy to przecież też gospodarze, zaczęło brakować żywności.
Krzyżacka metoda walki prowadzona planowanymi zbrojnymi ekspedycjami na osiedla Prusów, nie tylko polegała na ich mordowaniu, czyli likwidowanie zaplecza powstańców, ale i też czego nie mogli zagrabić doszczętnie palono wraz z domostwami.
W roku 1274, wzmocniony Zakon Niemcami i rycerstwem zachodnio europejskim, z całą furią i rządzą zemsty atakuje twierdzę Pogezan Lidzbark Warmiński. Gród zostaje zdobyty, obrońcy ratują się ucieczką a tych którzy nie zdążyli “pojmali i (następnie) wymordowali” Nie znamy dalszych losów wodza Pogezanów Linki.
Na Sambii najdłużej opierał się okręg zwany Rinow. Uległ, kiedy Krzyżacy “zabili wszystkich mężczyzn, uprowadzili kobiety i dzieci z całym ich majątkiem”.
Pod koniec powstania w bitwie pod Bezledy, wojska zakonne “zabiły ponad dwa tysiące Jadżwięgów”. Pytanie pozostawało , jak długo jeszcze Prusowie mogli się przeciwstawiać całej Europie i przy takich metodach walki.
Podbici Prusowie próbowali jeszcze poderwać się do walki o wolność. Jednym z ostatnich zrywów było powstanie Pogezanów w 1277 roku. Ponownie zwycięzcami okazali się krzyżacy, “którzy najechali ziemię Pogezanii, wymordowali niezliczoną ilość mężczyzn, spustoszyli ziemię ogniem i grabieżą, porwali kobiety i dzieci, które uprowadzili z sobą”.

Rok 1274 uznano, że powstanie zostało stłumione i pozostały jeszcze trzy Prusów prowincje do podbicia: to Nadrowia, Skalowia i prowincja Jadżwięgów.

KONTYNUACJA PODBOJU PRUS 1274 - 1283


W okresie tych okrutnych pogromów ludności pruskiej, podczas krzyżackich ekspedycji karnych ( trudno nazwać wojnami podczas których eksterminuje się ludzi) ocaleli Prusowie ratowali się ucieczką do ziem, które podbite jeszcze nie zostały bądż do ziem przyjaznych sąsiadów .



Takimi pruskimi nie podbitymi ziemiami była Nadrowia, Skalowia i kraj Jadżwięgów. Połączyło ich w miarę dobre sąsiędztwo z Pomorzem i Litwą, gdzie uciekinierzy tworzyli całe osady, rzadko wracając do rodzinnej krainy zlanej krwią ich kuzynów i pobratymców.
Prusowie nie mieli już nikogo, żeby wołać o pomoc a litości dla nich nie było. Ogrom zbrodni popełnionych na tym ludzie, 700 lat temu, wydawać się może, być niewiarygodnym, gdyby nie zbrodnie przez Niemców popełnione w Drugiej Wojnie Światowej.
Podboju jeszcze nie koniec, Krzyżacy zmobilizowali bardzo duże zbrojne siły przy całkowitym politycznym wsparciu z Europy.
Krzyżacki kronikarz Duisburg przekazuje nam, że z podbojem pozostałych regionów Prus Krzyżacy mieli problemy a to z powodu bardzo licznego napływu ludności i wojów pruskich z podbitych już pruskich prowincji.
W taktyce krzyżaków nic się nie zmieniło, dodatkowo mszcząc się na nich, Prusów nadal mordowano, porywano w niewolę a ich terytorium zamieniano w pustynię, podpalając domostwa, grabiąc i niszcząc nie zagrabione zbiory.
W żywocie św. Stanisława czytamy “gdy liczni krzyżowcy tam pociągnęli aby zwalczać nieprzyjaciół krzyża Chrystusowego i poddać ich jarzmu Chrystusa, osiągnęli zwycięstwo i zadali wielką klęskę wrogom. Chrześcijanie zaś domy ich i pola uprawne spalili, a dobra ich zagrabili”.
Prusowie bez względu na utratę dużej część kraju, bohatersko nadal bronili się “opanowanie ziemi Reitawa kosztowało rycerzy chrześcijańskich wiele trudu, poniesiono także znaczne ofiary w ludziach. Trudniejsze były jednak walki toczone z obrońcami ziemi Katawa. Jednego do niego dojścia strzegła twierdza Otholichiae, której załoga przez długi czas skutecznie odpierała ataki wojsk krzyżackich następnie wymordowali mężczyzn, wzięli do niewoli kobiety i dzieci, a sam zamek do szczętu spalili ”.
Nie mniej czasu, ofiar i trudu kosztowało zdobycie twierdzy Cemeiniswike. Jej obrońcy z powodzeniem odpierali kolejne ataki wojsk chrześcijańskich, w końcu znużeni, oddali gród, sami salwując się ucieczką na Litwę a resztę spotkał los obrońców Otholichiae.
Kolejną ziemią zniszczoną “grabieżą i ogniem” przez zakon krzyżacki był Lethowis w Nadrowi. Po jej zdobyciu “zabili lub wzięli do niewoli wielu ludzi, a ...zamki wraz z ich przedzamczami, podkładając pod nie ogień, spalili. Zdobyli tak wielkie łupy w postaci koni, bydła i innych rzeczy, że z trudem mogli go ze sobą unieść”.
Pokonanie Nadrowów, trwało blisko dwa lata, skutkowało całkowitym wyludnieniem tego pruskiego regionu a tylko niewielu zdecydowało się na przyjęcie chrztu i zaakceptowanie niemieckiej władzy.
Podbój został przerwany, gdyż Warmowie, Natangowie, Sambowie, a przyłączyli się do nich też Bartowie i Pogezanie wywołali bunt przeciw krzyżakom. Rozwścieczeni Niemcy z całą bezwzględnością krwawo rozprawiają się z ludnością, przykładnie, z zastosowniem okrótnych tortur i niczym Droga Krzyżowa wieszając Prusów na przydrożnych drzewach, stłumili jeszcze jeden Prusów zryw do wolności.

Po pokonaniu Nadrowii przyszła kolej na Skalowię. Podobnie jak w poprzednich przypadkach tutejszych mężczyzn wycięto, kobiety i dzieci na ogół uprowadzano w niewolę (czasami również wymordowywano, jak wynika ze sformułowania “część” (mieszkańców krzyżacy wzięli do niewoli, pozostałych zaś wymordowali), dobytek zrabowano, grody i osady spalono (np. Ragnetę, Ramige i Labiau). Niewiele wiemy o podboju ziemi Skalowów. To, że podbój trwał wiele lat, może tylko świadczyć o ich determinacji w obronie swoich ludzkich praw na własnej ziemi.
Nie byli biernymi obrońcami, niech świadczy fakt roku 1278, “równo ze wschodem słońca, pod zamek krzyżacki Labiawa podsunęło się, zupełnie nieoczekiwanie, 400 Prusów na łodziach. Zaskoczywszy załogę zamek opanowali i spalili. Zbrojnych rycerzy w łóżkach pozabijali, zaś niewiasty i dzieci wraz z wielką zdobyczą uwieżli ze sobą”.
Na zdobytych pruskich grodach po uprzednich wzmocnieniach krzyżacy osadzali swoje załogi, nie tylko dla kontroli zdobycznego terytorium ale też do kontynuowania wypadów na Litwę.
Lokalizacja i fortyfikacja grodów skalowskich była tak przemyślana, że pomimo krzyżackich potężnych sił i ich doświadczeniu, dopiero po kilkuletnim oblężeniu i to po spaleniu i ucieczce obrońców stawały się ich zdobyczą. Przez kilka lat potrafili żywić się jedynie z odłowów ryby bądż w jeziorze czy rzece.
Jedyne geograficznie znane siedlisko Skalowów Sassa padło łupem krzyżaków i Skalowia ogłoszona została podbitą.
Duisburg komentuje “brakło w niej ludzi i gospodarstw, a wszystko dlatego, że zaślepieni nienawiścią do wiary Chrystusowej, woleli zginąć, niż wyrzec się swych zabobonów i pogaństwa ”.

Jaka potworna obłuda i kłamstwo - Krzyżacy nie nieśli przed sobą krzyża, a tylko miecz. To, że na białych płaszczach malowali krzyż, nic nie znaczyło. Niemcy cały czas ten sam krzyż malowali i malują dzisiaj na czołgach i samolotach, w których niemieccy piloci beztrosko podczas ostatniej wojny pociągali za spust strzelając i mordując cywilną ludności pracującą w polu. Czy tak samo nie czynili Krzyżacy rodem z Niemców ? Czy coś, zmieniło się ?
Ostatnim etapem krwawego podboju Prusów było pokonanie Jadżwięgów. Trzeba korzystać z bardzo dużą wnikliwością, czytając kroniki Duisburga - Jaćwiescy wodzowie Kantegerda i Jedete, dobrowolnie mieli przyjąć wiarę krzyżaków a jednocześnie całkowicie zniszczeniu uległy wszystkie gospodarstwa.
Scurdo, wódz ziemi Kimenow, nie miał ochoty przyjęcia wiary od Krzyżaków, ze wszystkimi zbrojnymi uchodzi na Litwę i już nie wrócił. Na ziemi jego Zakonni “wielu zabili,.. uprowadzili tysiąc ludzi, których wzięli do niewoli”.
Następnie zniszczony został okręg Meruniske, w którym zabito ośmiuset “panów cieszącym się dużym mirem” , sześciuset “ludzi obojga płci” wzięto do niewoli, pozostałych mieszkańców wybito, a cały okręg zniszczono ogniem i ograbiono.
Warto zauważyć, że w przeciwieństwie do Nadrowii i Skalowii niekiedy oszczędzano mężczyzn. Tym razem przezornym krzyżakom chodziło o zachowanie potrzebnej siły roboczej.
W podboju Jadżwięgów wspomagały krzyżaków ochotnicze oddziały rycerzy-rozbójników, którzy dokonywali grabieżczych napadów i tak np. niejaki Marcin z Golina najechał pewną wioskę jaćwieską “a jej mieszkańców wyłapał i pozabijął” (wszystkich a więc kobiety i dzieci), wziął tylko łupy. Innym jednak razem napadł wioskę “zabił dziesięciu mężczyzn w kąpieli..., uprowadził ze sobą konie, bydło i inne zdobycze razem z kobietami i dziećmi”.
Wkrótce krzyżacy zniszczyli “ogniem i grabieżą” kolejne ziemie jaćwieskie - Pokimę, Krasimę, Silię, Kirsnowię i inne, wszędzie dokonując mordów, rabując i biorąc mieszkańców w niewolę.
Podbój Prus zakończył się w roku 1283. Większość ludności uciekała gdzie tylko mogła. U sąsiadów miała azyl. Rycerzom niemieckim, ironicznie kończąc, zabrakło ludzi do mordowania.
Prusowie po tym wszystkim przez jakiś jeszcze czas walczyli o swoje prawa ale już zniewoleni. Dowodem jest bunt w 1286 roku na Sambii, czy powstanie w 1295 roku w Natangii rozszeżone na Sambię. Wszystkie bardzo brutalnie stłumione z kosztem wielu ludzkich istnień.
Niemiecki historyk von Kotzebue, określił Zakon “olbrzyma bez wiary, bez wstydu” z potęgą zbudowaną “na gruzach sponiewieranego człowieczeństwa”.

W ZADUMIE, KOJARZĄ SIĘ PYTANIA,
Ile bitew pod Grunwaldem rozegrało się na ziemi Prusów ?
Ilu gloryfikowanych rycerzy Europy, mogło by stanąć w
pierwszym szeregu z pruskimi ?
Prusowie, co to za naród, żeby z takim poświęceniem
walczyć o swoją wolność ?

Jakie i co to jest człowieczeństwo, żeby przeprowadzać na
innych ludziach eksterminację ?
Na jakiej bazie powstała europejska Kultura Chrześcijańska
?
Czy historyczna prawda, pomimo politycznych skutków,
powinna ukazywać się ?

Na zakończenie zacytuję Łucję Okulicz Kozaryn:

“Z zaborczością i bezprawiem Zakonu walczył pradziad, kontynuował walkę dziad i ojciec, próbował protestować wnuk i dopiero prawnucy doszli do wniosku, że jest ona beznadziejna”.

Tak, stała się ona beznadziejna, ale z innych powodów, po pierwsze - społeczne struktury zostały z premedytacją wymordowane, po drugie - liczebnie Prusowie z premedytacją w 50% zostali wymordowani, na kobietach urządzano gwałty, dzieci zapędzono do pracy na utrzymanie Zakonu, więc wszyscy zdolni do walki PRUSOWIE zostali wymordowani pozostali zniewoleni a biologiczna ich odnowa ograniczona bez możliwości wyjścia ze zniewolenia.

Podsumuwując, powyższa wiedza o PRUSACH była fałszowana i skrywana przed publiczną wiedzą przez ponad 700 lat.

Sławomir Klec Pilewski   Wrzesień 2010

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Początek Strony