PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

KONTAKT

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Licznik


FILM

Nekrologi

WSPOMNIENIE PRUSA O PROF. GRZEGORZU BIAŁUŃSKIM

Wiadomość o odejściu Profesora była szokiem, przyszła jak grom z jasnego nieba. Nigdy nie zaświtała najmniejsza myśl, że tak wyjątkowo wybitny człowiek, wierny historycznej prawdzie i w tak młodym wieku, może nas opuścić. Zupełnie brak jest słów. Wśród historyków Prusologów Profesor pozostawał z niezwykłą godnością na najwyższym pedestale tej nauki. Dzięki Profesorowi i jego autorytetowi odżyła i zaistniała współczesna nauka zajmująca się historią Prusów. Nie pozostawił następcy. Wykształcił sporo historyków, ale co z tego skoro żaden z nich nie posiada żadnych walorów Profesora. Zaliczam ich do bajkopisarzy którzy ogłupiają czytelnika. Profesora systematyczność, inżynierska precyzja, uczciwość jego badań, prac, niosła nadzieję, że Prusów historia ujrzy światło dzienne spod jego pióra. Potomkowie Prusów nie zapomną Profesora i zawsze Jego pamięci będziemy składać hołd. Profesor był i pozostanie historykiem Prusów.

Profesora poznałem około 2002 roku kiedy złożyłem wizytę w OBN z niedokończymi materiałami po moim śp. kuzynie Bernardzie Klec Pilewskim dotyczącymi mojego rodu. Bywając często w olsztyńskich antykwariatach natrafiłem na Profesora publikację o Prusach, a odnalazłem jego w OBN. Przedstawiłem się Profesorowi, że jestem Prusem i czy chciałby się zapoznać, ewentualnie zająć uzupełnieniem, rozwinięciem przedstawionych materiałów. Profesor w dość krótkim czasie przyjął moje zaproszenie. W rezultacie rozwinął z wieloma uzupełnieniami i skończył pracę która w całości pod tytułem “PILEWSCY- saga ostatniego Rodu Wielkich Prusów” w roku 2004 została opublikowana dla rodziny. Każde nasze spotkanie z Profesorem cechowała uprzejmość i wielka kultura. Zaskoczeniem była dla mnie jego publikacja w roku 2006 “Ród Prusa Kleca - ze szczególnym uwzględnieniem rodziny von Pfeilsdorf Pilewskich”. Wydanie tej obszernej pracy dla mojego rodu o historii rodu spod ręki Profesora jest wielką nobilitacją i radością, że o Prusach rozwija się literatura historyczna. Rzetelność Profesora była niezwykła, podczas spotkania poinformował mnie, że historia o Michale Pilewskim w pracy “PILEWSCY” jest poprawna a w “Ród Prusa Kleca” zmylił jego inny trop i jest nie aktualna.
Przez dość długi okres, nie opuszczałem naukowych spotkań Towarzystwa Naukowego Prutenia które były zawsze z obecnością Profesora. Sama jego obecność na tych spotkaniach stwarzała atmosferę uroczystej powagi. Nigdy z jego strony nie słyszałem krytyki, a formą wyrażania swojej opinii kiedy zapytałem co myśli o wydanej pozycji “Gdzie jesteście, Prusai?” wyraził się “dobra, ale nie ze wszystkim się zgadzam”.
Według moich zasad etyki, z powodu mojego radykalnego innego spojrzenia na historię Prusów, ze względu na Profesora autorytet nie kontaktowałem się. Ostatni raz parę dobrych lat temu kiedy telefonicznie z Profesorem rozmawiałem, podczas kiedy dwóch pruskich Niemców przygotowywało się do wizyty w tajnych Watykanu archiwach. Chciałem żeby ze strony polskiej nauki był reprezentant podczas tej wizyty. Byłem przygotowany, że sfinansuję tą wyprawę. Chociaż Profesor podał mnie nazwisko osoby która mogłaby w tym uczestniczyć to zgermanizowani Prusowie nie dopuścili do tego. Moje radykalne badania nad dziejami Prusów chociaż rozbieżne to nie kolidowały w stosunku do prac Profesora. Znając polskie klimaty więcej kontaktów nie było. Zato mój kolega z Olsztyna zdobył dla mnie wpis Profesora w ostatniej jego pracy która przedstawia dla mnie wielką wartość i nie opuści mojej biblioteki.
Pozostał wielki smutek i z nim łączę się z najbliższymi Profesora których los jego odejściem tak bardzo skrzywdził.



Sławomir Klec Pilewski
Grudzień 2018

List do Przyjaciela śp. Grzegorza Białuńskiego
(1967–2018)

Przyjacielu,

wierzę, że czytasz ten list. Tak jak wierzymy w Opatrzność Bożą, która ujawnia się przez hi- storię. Parę razy o tym rozmawialiśmy.

Poznałem Ciebie w październiku 1985 r. w Toruniu. Miałeś problem ze stancją, było zimno, mokro, a na mojej stancji na Wrzosach brakowało kolegi w pokoju. Kolejny temat do dyskusji, której póki co nie będzie. Zobacz, jaką rolę w życiu człowieka odgrywa przypadek. To on pozwolił nam zamieszkać razem na stancji, a później w DS.11 na Bielanach.

To on też zadecydował, że tra aliśmy do tych samych grup ćwiczeniowych i językowych na lektoratach. Pamiętam, jak notorycznie słu- chałeś muzyki rozrywkowej z twojego radio- magnetofonu kasetowego SHARP. Był chyba prezentem od rodziny z Niemiec. To właśnie wtedy uczyłeś mnie muzyki, kiedy słuchaliśmy twoich wówczas ulubionych zespołów: e Waterboys, Dead Can Dance czy zwłaszcza e Stranglers. Byłeś ich fanem i skrupulatnie notowałeś wyniki kolejnej Listy Przebojów Programu Trzeciego. Dzięki tobie byliśmy na słynnym koncercie Republiki w Auli UMK, po którym dostali dłuższy zakaz występów. Pamiętam też bar w klubie studenckim Od Nowa, tam siedzieliśmy i słuchaliśmy prób Kobranocki, Kultu, Republiki ..., prowadzili- śmy dyskusje na różne tematy. Polityka wtedy jeszcze Ciebie nie interesowała, nie wiedziałeś co to służby specjalne. Dlatego jakże wielkim było zaskoczeniem dla naszej grupy na kierunku , kiedy dowiedzieliśmy się, że to właśnie Ty porozkładałeś ulotki podziemia solidarnościowego w Liceum Wojskowym, gdzie mieliśmy obserwacje lekcji na zajęciach z dydaktyki historii. To było ważne doświadczenie dla nas, od wtedy byliśmy całkowicie pewni, że w naszym środowisku nie ma agentury. Nikt ciebie nie zdradził. I dalej mogliśmy swobodnie rozmawiać o polityce, która stawała ci się bardziej bliska. Z wielkim podziwem patrzyłem, jak stajesz się dojrzałym konserwatystą – ekonomicznym, obyczajowym, politycznym. I te wartości prze- kazałeś waszemu synowi Maćkowi.

Byłem też świadkiem początków twojego wyjątkowego związku z Martą. Przyjeżdżała do Ciebie do Torunia pociągiem tylko po to, abyście mogli być dłużej razem w drodze po- wrotnej do Giżycka. Ty jeździłeś na dłuższe weekendy do niej, a wracałeś często na parę minut przed wejściem na egzamin. Umiałeś pogodzić wielką miłość do Marty z obowiązkami studenta. Pamiętam nasze wspólne przygotowania do egzaminów, wymianę wiedzy i wzajemne wspieranie się. Kiedyś zauważyłem, że właśnie przed samym egzaminem czytasz W poszukiwaniu straconego czasu. Z Maćkiem Cichowiczem obroniliście mnie na egzaminie u Kalembasa. Dzięki wam byłem chyba jedynym, który zdał u Kalembki, mając pytanie o Boliwarze. Z dzisiejszej perspektywy mogę po- wiedzieć, że był to świetny rocznik studentów historii na UMK w Toruniu – paru z nas zostało profesorami belwederskimi.

Wielokrotnie zapraszałeś mnie do Skop pod Giżyckiem. Rodzice, brat Henryk, dwie siostry prowadzili gospodarstwo rolne, nasta- wione na hodowlę krów. Mieliście wspólny z bratem pokój, który był przedzielony meblami. Na ich półkach stały książki historyczne i setki nagranych kaset muzycznych. Brat lu- bił matematykę i słuchał innej muzyki, więc SHARP połowę czasu grał dla niego, a połowę dla Ciebie. Z waszego pokoju widać było górę, która okazała się pruskim grodziskiem. Trzy kilometry na północ od Skop było inne – dużo większe – grodzisko. W jego cieniu mieszkała twoja babcia, która pochodziła z Wileńszczy- zny i pamiętam , że nienawidziła komunistów. Wspomniane przeze mnie grodziska odegrały bardzo ważną rolę w twojej pracy naukowej. Zainteresowałeś się historią naszego regionu, prowadziłeś badania historyczne i ta tematyka była obecna w twoich publikacjach. Książki, które napisałeś stanowią cenne źródło wiedzy na temat Warmii i Mazur. Stoją u mnie na półce wśród tych wyjątkowych. Dziękuję za dedykacje.

Podczas moich wizyt u Ciebie nie zabra- kło też spotkań na ulicy Gdańskiej w Giżycku, gdzie mieszkała Marta z mamą. To były cudowne chwile, kiedy mogłem obserwować, jak piękna relacja może łączyć kobietę i mężczyznę. A kiedy zaraz po zakończeniu twoich studiów zawarliście związek małżeński, oczywiste było, że powrócisz w rodzinne strony. Rozpocząłeś wtedy pracę w Stopach jako nauczyciel historii.

Nigdy nie zapomnę organizowanych przez was rejsów małym statkiem po Wielkich Jezio- rach Mazurskich. Statek płynął aż do początku Kanału Mazurskiego, gdzie był postój i popas. Potem łowiliśmy pstrągi w Gołdapie koło Gru- najek i to były nie byle jakie sztuki, bo prawie kilogramowe. Rozmawialiśmy później o tym, że na naszych oczach zniszczono ten odcinek pięknej rzeki, gdyż wybudowano tam elektrownię wodną, która zdegradowała ten dziewi- czy teren. Razem ze smutkiem dostrzegliśmy, że współczesna cywilizacja dotknęła naszą małą ojczyznę.

Wielką przyjemnością było obserwować twoje badania naukowe, w które angażowałeś się całym sercem. Jeździłeś po archiwach, analizowałeś źródła. bo tak przecież pracuje rzetelny historyk-naukowiec. Wiedziałeś dobrze, że spi- sywać z prac innych potra każdy. Tak mówił nam na wykładach i ćwiczeniach profesor Ja- nusz Małłek. Dlatego jeździłeś do archiwów w Niemczech. W Dahlem widziałeś mapy Narońskiego, kserowałeś tony dokumentów po to, aby przez cały następny rok opracować je i wydać kolejną ciekawą książkę. Stworzyłeś Przyjacielu, fundamenty szkoły historycznej naszego regionu. I dzięki Tobie aż pięciu doktorów może kontynuować twoją pracę.

Byłeś niezwykle taktowny w relacjach z innymi.Sam tego doświadczyłem wielokrotnie. Trzeba było umieć czytać też twoje gesty. Komentarzem był błysk twoich oczu, uśmiech czy też machanie z rezygnacją ręką. Nieliczni usłyszeli krótkie słowa krytyki. Zastanawiam się, czy nie trzeba było krzyknąć, przekląć, uderzyć pięścią w stół. Byłeś Grzesiu, dobrym i szlachetnym człowiekiem i za to zapłaciłeś najwyższą cenę.

Przyjacielu, często czytałeś pierwszy moje teksty, poprawiałeś błędy, styl. Dziękuję losowi, że nas ze sobą połączył, że miałem możliwość poznania i obcowania z wyjątkowym człowiekiem. Byłeś niezrównanym polemistą najwyższej kultury. Odszedłeś do Pana w 40 rocznicę wyboru Polaka na papieża. Wierzę, że Opatrz- ność Boża ujawniła się przez Twoją Historię.

Henryk Falkowski

nauczyciel historii Olsztyn, 1-2 listopada 2018 roku

Odszedł prof. Grzegorz Białuński


Po długiej i ciężkiej chorobie 16 października w wieku 51 lat odszedł prof. Grzegorz Białuński, prorektor ds. kadr Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Straciliśmy wybitnego naukowca, nauczyciela akademickiego, lubianego i szanowanego przez studentów, człowieka wielce życzliwego ludziom.
Słowo o Grzegorzu Białuńskim
historyku i prorektorze , życzliwym ludziom człowieku.
Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie mi napisać wspomnienie o koledze po historycznym fachu i to młodym, w twórczym wieku. Nieubłagana śmierć przeniosła go w inny świat, z pewnością lepszy od naszego. Jako historyk spotykał się ze światem umarłych i to było dla niego oczywistością, odkrywał mechanizmy rządzące ludzkimi żądzami, procesy cywilizacyjne, pisał o dokonaniach ludzi, ich nadziejach i rozczarowaniach. Pasjonował go okres staropuskiego i polskiego średniowiecza – piękny i mało wciąż znany.
Pasję do historii wyniósł z rodzinnego Giżycka i domu o mazurskich korzeniach. Historia go fascynowała. O tej fascynacji pisał, że narodziła się u podnóża grodziska pruskiego. Otóż niemal z okien mojego domu rodzinnego rozpościerał się wspaniały widok na wzniesienie niesamowitego kształtu. Na jego temat krążyły różne opowieści, m.in., że stało tu kiedyś jakieś zamczysko. To wystarczało, by dziecięca fantazja poprowadziła w świat przeszłości, kiedy tętniło życie w pobliżu tego grodu. Te niezwykłe wędrówki wyobraźni sprawiły niewątpliwie, że stałem się zawodowym historykiem. W Giżycku, w którym 2 kwietnia 1967 roku przyszedł na świat, historia była na wyciągnięcie ręki. Ta najnowsza jakże tragiczna - żył wśród społeczności małego miasta poranionej przez wojnę, która poszukiwała własnej tożsamości. Jako uczeń szkoły średniej dowiadywał się o urodzonym w Lecu Wojciechu Kętrzyńskim i działającym tu mazurskim nauczycielu i redaktorze Marcinie Gerssie. Z pewnością chciał iść ich śladem i poszedł. Najpierw studiował historię w Toruniu na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, mieście cudownej historii, pełnym zabytków a także śladów działalności rodaków z jego Giżycka. Na uniwersytecie działał w kółku mazurskim, prowadzonym przez profesora Janusza Małłka. Po ukończonych studiach w 1990 roku powrócił do Giżycka, został nauczycielem w wiejskiej szkole w miejscowości Skop. Zawód nauczyciela łączył z pasją historyka, badacza dziejów średniowiecznych.
Niemało poświęcenia, trudu i wyrzeczeń kosztowało go studiowanie dziejów ojczystych stron. Za przewodnika i mentora miał znakomitego profesora, prezesa Towarzystwa Naukowego Toruńskiego, redaktora Zapisek Historycznych, świetnego warsztatowca Mariana Biskupa. Właśnie profesor Biskup zachęcił go do badania dziejów osadnictwa na ziemiach wschodnich Prus pogańskich i krzyżackich. W trakcie zbierania materiałów do pracy doktorskiej spotkałem się z nim w Domu Polskim w Olsztynie. Ujrzawszy w młodym człowieku pasjonata historii, jakże było mu odmówić zatrudnienia w instytucie naukowym noszącym nazwę Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego. Tu otrzymał mały grant i miejsce pracy. Do 2013 roku był związany z Ośrodkiem. W 1996 roku obronił pracę doktorską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, której byłem recenzentem. Sześć lat później w 2002 roku habilitował się, a w 2012 roku otrzymał tytuł profesora. Życiowe naukowe awanse zawdzięczał niezwykłej pracowitości, badawczej skrupulatności. Historię traktował jako wielką życiową przygodę, cieszyła go każda nowa monografia, artykuł, polemika, nie stronił od udziału w konferencjach naukowych. Jako młody badacz, po doktoracie, otrzymał naukową nagrodę im. Wojciecha Kętrzyńskiego a zatem był już zauważony i doceniony przez humanistyczne środowisko Olsztyna.
Zainspirowany przez profesora Mariana Biskupa podjął badania nad dziejami osadnictwa na ziemiach nazwanych dziś Mazurami. Badania wymagały ogromnej kwerendy archiwalnej i bibliograficznej, sięgnięcia po dokumenty, po które nikt prawie nie sięgał, czytanie źródeł trudnych do odczytania. W historii potrafił dostrzec procesy przemian. Ważne były nie tyle daty, co problemy; był zwolennikiem historii długiego trwania, bo tylko w takiej można było dostrzec dokonania i błędy. Jego badania były pionierskie a szedł śladami Wojciecha Kętrzyńskiego, przyznając rację dyrektorowi Ossolineum o polskim zasiedleniu południowych ziem Prus Krzyżackich i Książęcych. W dwóch książkach – Osadnictwo regionu Wielkich Jezior Mazurskich od XIV do początku XVIII wieku starostwo leckie i ryńskie oraz Przemiany społeczno-ludnościowe południowo-wschodnich obszarów Prus Krzyżackich i Książęcych (do 1568 roku) dał obraz osadnictwa polskiego, ruskiego, litewskiego, niemieckiego. Fascynował go proces zakładania wsi, miast, lokalnych społeczności, współżycia mieszkańców różnych nacji i wyznań. Historia społeczna nauczyła go tolerancji wobec poglądów innych ludzi, rozumienia ich życiowych potrzeb, aspiracji a także uwrażliwienia na los ludzi. Zawsze go interesowały dzieje Prusów. Stawiał pytania, dlaczego ulegli obcej przemocy, dlaczego i kiedy zniknęli ze swojej przecież ziemi, co po sobie pozostawili. Poniekąd na te pytania odpowiedział w książce Studia z dziejów plemion pruskich i jaćwieskich wydanej w 1999 roku. Grzegorz Białuński starał się odpowiedzieć na pytanie o biskupie Brunonie z Kwerfurtu, wykreślić jego drogę misyjną i podać datę dokładną i miejsce śmierci Brunona, który przecież został drugim po biskupie praskim Wojciechu świętym Polski i Prus. Staropruskie plemiona go fascynowały – ich życie, obyczaje, religia, codzienność. Odkrywał miejsca pogańskiego kultu bogini Kurko w Galindii, wskazywał na nazwy jezior i mokradeł zawierające w nazewnictwie słowo święty czy Bóg, rozważał znaczenie kamiennych pruskich bab. Wreszcie w źródłach szukał początków miasta Olsztyna. Nawet na przykładzie dziejów tylko jednej mazurskiej wsi potrafił ukazać świat, który przeminął. Nie sposób wyliczyć i ocenić tego, co opublikował. Tym powinni zająć się historycy historiografii. Publikacji pozostawił ponad 250, a zawarte w nich twierdzenia, fakty, pozostaną aktualne i będą cytowane przez innych.
Grzegorz Białuński nie zamykał się tylko w świecie starych dokumentów i książek. Gdy nastał czas wolności badań i suwerennej Polski włączył się w organizowanie nurtu regionalnych badań. Był współzałożycielem Stowarzyszenia Wspólnota Mazurska i Archiwum Mazurskiego. W Giżycku doprowadził do powstania rocznika naukowego Masovia a więc pisma kontynuującego dawne tradycje. Mieszkańcy Giżycka wdzięczni mu są za monografię miasta napisaną przez polskich historyków. Monografia to ich regionalna tożsamość. Artykułami wspierał Grzegorz Białuński inne pisma powstałe na Mazurach - Znad Pisy, Studia Angerburgika czy Rocznik Mazurski. Jego artykuły ukazywały się regularnie na łamach najstarszego humanistycznego pisma w regionie Komunikatów Mazursko-Warmińskich. Wreszcie był współzałożycielem Towarzystwa Naukowego Pruthenia i pisma Pruthenia z zadaniem odkrywania i przybliżania czytelnikom wiedzy o staropruskich dziejach.
Wreszcie był profesorem potrafiącym realizować misję przypisaną każdemu nauczycielowi akademickiemu – przekazywanie wiedzy studentom , kształcenie następców. Studentów traktował jako partnerów, czasami zagubionych w studiowaniu. Zdolnych odnajdywał i zachęcał do zgłębiania wiedzy, promował w życiu. Wykładał historię średniowieczną i nowożytną w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych a gdy z Wydziału Humanistycznego przeniósł się na Wydział Prawa i Administracji (2014 rok), prowadził zajęcia z historii prawa. W jego publikacjach i jego wykładach prawo chełmińskie dało cywilizacyjny rozwój naszym ziemiom. Przestrzeganie prawa i dobre funkcjonowanie sądów stanowiło fundament funkcjonowania państwa.
W 2012 roku został wybrany prorektorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego do spraw kadrowych. W zarządzaniu uczelnią otrzymał zadanie trudne, polegające na kontaktach z ludźmi. Jako wrażliwy humanista przeżywał, gdy trzeba było podejmować czasami bolesne dla ludzi decyzje. Praca administracyjna pochłaniająca dużo czasu odrywała go od tego co kochał najbardziej – od historycznych badań.
W mojej pamięci Grzegorz Białuński pozostanie jako skromny, spokojny, życzliwy kolega, dociekliwy historyk, dobry polemista zawsze chętny do podejmowania działań i współpracy. Dla humanistycznego Olsztyna Jego śmierć jest stratą ogromną, bowiem wykształcić historyka średniowiecza nie jest łatwo a jeszcze trudniej czytać średniowieczne dokumenty. Warsztat historyka zajmującego się czasami dawnymi nie jest porównywalny z warsztatem historyka zajmującego się dziejami najnowszymi, to dwa rożne światy.
Gdy dotknęła go choroba miał nadzieje, że ją przezwycięży. Jeszcze w tym roku przewodniczyłem obronie pracy doktorskiej jego doktoranta. Rozmawialiśmy o przyszłości, o jubileuszu uczelni, o nowych tematach badawczych, konferencjach, by olsztyńskiej humanistyce nadać w Polsce rozpoznawczą wyrazistość. Niestety, choroba okazała się silniejsza od ludzkiej woli. Wiemy, że ludzie przychodzą i odchodzą, ale dlaczego odchodzą w sile wieku? Żal. Wiemy też, że każdy z nas zdąża ku kresowi ziemskiej drogi a ona jest tam, gdzie biegnie granica ziemskiego horyzontu, horyzont zaś to linia, gdzie ziemia styka się z niebem. Grzegorz Białuński 16 października 2018 roku tę linię przekroczył. O profesorze i prorektorze trudno będzie zapomnieć, wszak pamięć o nim będzie budowała akademicką tradycję naszej wciąż młodej uczelni.
Stanisław Achremczyk
Profesor Grzegorz Białuński urodził się 2 kwietnia 1967 r. w Giżycku. Absolwent historii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu 1990. Doktorat uzyskał w 1996 r., habilitację w 2002 r., także na UMK. Tytuł profesora nauk humanistycznych otrzymał w 2012 r.
Po studiach pracował, jako nauczyciel historii. Po doktoracie został adiunktem w Ośrodku Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie (do 2013 r.). Od 2004 r. profesor nadzwyczajny w Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Humanistycznym, kierownik Zakładu Historii Krajów Nadbałtyckich. Od 2014 r. kierownik Katedry Powszechnej Historii Prawa, Prawa Rzymskiego i Komparatystyki Prawniczej na Wydziale Prawa i Administracji. Od 2012 r. prorektor ds. kadr Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
Był historykiem, specjalizującym się w historii osadnictwa na ziemi mazurskiej oraz historii plemion pruskich, ze szczególnym uwzględnieniem osadnictwa, genealogii, prawa i ustroju. Autor ponad 250 prac naukowych, w tym 12 monografii. Wypromował 5 doktorów. W jego dorobku piśmienniczym są m.in.: Studia z dziejów plemion pruskich i jaćwieskich (1999); Przemiany społeczno-ludnościowe południowo-wschodnich Prus Krzyżackich i Książęcych do 1568 r. (2001); Kolonizacja Wielkiej Puszczy (do 1568 roku) - starostwa piskie, ełckie, straduńskie, zelkowskie i węgoborskie (węgorzewskie) (2002); Ród Prusa Kleca ze szczególnym uwzględnieniem rodziny von Pfeilsdorfów-Pilewskich (2006). Członek:Historische Kommission für ost- und westpreußische Landesforschung, Berlin; Verein für Familienforschung für Ost- und Westpreussen, Hamburg; Towarzystwa Naukowego im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie (członek zarządu); Towarzystwa Naukowego Pruthenia (członek zarządu).
Nagrody i odznaczenia: Srebrny Krzyż Zasługi, dwa razy pierwsze nagrody naukowe im. W. Kętrzyńskiego Towarzystwa Naukowego im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie (1997 i 1999).
Prof. Grzegorz Białuński wykładał historię regionu, osadnictwo ziem pruskich, wstęp do prawa porównawczego. Cieszył się sympatią studentów, o czym świadczą wypowiedzi na internetowym forum historyków.
Sam egzamin u dr. Białuńskiego był bardzo przyjemny. Kulturalne 'dzień dobry', losowanie zestawu pytań i szczere 'szkoda', jeśli się nie umiało.
Fakt faktem, że prof. Białuński jest trochę wymagający, ale to człowiek kulturalny i nie szufladkujący ludzi np. po wyglądzie.
Wykłady były ciekawe, chyba najciekawsze ze wszystkich, które mieliśmy. Przynajmniej tematy takie nieoklepane.
Nigdy w życiu nie poznałam człowieka z taką KLASĄ, jaką ma prof. dr hab. Grzegorz Białuński, aktualnie prorektor ds. kadr. Egzaminy u niego ze średniowiecza i nowożytnej powszechnej to sama przyjemność. Nigdy nie ocenia ludzi po pozorach. Każdego traktuje tak samo, jest kulturalny i elegancki. Na egzaminie zawsze się wita, gdy nie zaliczysz mówi, że mu przykro i że następnym razem się uda, podaje rękę, zawsze w garniturze. Jako promotor bez zarzutu. Pomoże, doradzi, nie jedzie po tobie, gdy zrobisz jakąś głupotę. Obrona była taka, jak egzamin - przyjemna.
Opublikowane: 16 pażdziernika 2018 w kategorii Aktualności

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Początek Strony