KONTAKT

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Licznik


Z I E M I A    P R U S Ó W
TERRA INCOGNITA - ZIEMIA NIEZNANA
PUBLIKACJE
Grzegorz Białuński
PUBLIKACJE
PUBLIKACJE
S O S
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
<< Pruskie Rody Potomkowie home

Szczepkowski

"Nie zapominaj, że Ziemia twa,
to nie tylko dzień dzisiejszy,
lecz naród o kilkusetletniej kulturze,
stanowiący dorobek wielu, wielu pokoleń.
Niechże ów naród pojmie,
kim właściwie jest, jaki jest jego rodowód
i dokąd zmierza w swym dziejowym pochodzie.
"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród,
Twierdzą nam będzie każdy próg".





Pragnę spłacić dług ziemi, na której się urodziłam, wychowałam, pracowałam i żyję. Tu tkwią korzenie mojej rodziny. Wydaje mi się, że nie każdy skrawek ziemi polskiej może się poszczycić taką przeszłością jak Poboże. Bo taką nazwę ma ziemia położona między Orzycem i Wkrą. Postaram się wyjaśnić nazwę Poboże tak, jak mi ją przekazano.

Mam prawo powiedzieć, że jest to moja rodzinna ziemia, bo jak długa jest historia naszej Ojczyzny, tak długo tu mieszkali moi przodkowie. Mijały wieki i pokolenia, a my tu byliśmy, jesteśmy mimo nieszczęść, jakie spotkały naszą ziemię i dalej trwamy na ziemi okupionej pracą i krwią naszych przodków.


A matka ziemia nas żywiła i żywi, gromadzi prochy pokoleń, które tu żyły, walczyły o jej wolność, kiedy była w potrzebie, i tak trwa sztafeta i więź pokoleń. Jestem świadoma, że jestem ostatnią, która zna przeszłość i losy tej ziemi. Czuję zatem obowiązek przekazania współcześnie żyjącemu pokoleniu i następnym prawdy o tej ziemi, aby wypełnić obowiązek obywatelski. Chcę przybliżyć przeszłość do teraźniejszości i pokazać, jak kochali, cierpieli, służyli i bronili swej Ojczyzny - Polski.

Swoje wiadomości opieram na tradycji rodzinnej, potwierdzonej i poszerzonej w szkole średniej, którą ukończyłam w Wilnie przed II wojną światową. Nauczycielką moją była Stanisława Pietraszkiewiczówna, wnuczka Onufrego Pietraszkiewicza, filomaty i przyjaciela Mickiewicza. Na lekcjach historii i literatury polskiej często wspominała naszą ziemię "Poboże" bo taką nazwę od czasów St. Batorego nosi ta ziemia położona nad Orzycem. Onufry Pietraszkiewicz był po powrocie z zesłania, po powstaniu listopadowym, wieloletnim archiwistą wileńskim.

Wnuczka jako historyk dzięki swemu dziadkowi miała dostęp do cennych i ważnych źródeł historycznych. Będę się również powoływać na materiały, które zdołałam wyszukać w opracowaniach odnoszących się do naszej ziemi. Postaram się przedstawić ludzi, którzy wyszli z tej ziemi lub tkwią tu ich korzenie. Wiem, że są jeszcze materiały w kurii płockiej, ale nie mogłam korzystać z tych źródeł.

Ostateczną pobudką, która mnie zmusiła do napisania przeszłości tej mojej ziemi, to 600-lecie zniszczenia pierwotnej osady Szczepkowa przez Zakon Krzyżacki.

Szczepkowo było najstarszą osadą, która istniała na tej ziemi, a nazwę Szczepkowo otrzymała już za czasów Mieszka I. Nazwę Szczepkowo nadano później gminie, która powstała na tej ziemi, choć siedzibą gminy Szczepkowo był zawsze Janowiec. W ten sposób chciano zachować u potomnych pamięć o Szczepkowie i o jego roli, jaką odgrywało przez kilka wieków na tej ziemi, w Polsce i na Litwie i na ziemi Prusaków, albowiem moi przodkowie to Prusowie - Sasini (zające).

Należy przypomnieć, że do 31 grudnia 1954 roku gmina Szczepkowo należała do powiatu mławskiego w województwie warszawskim. Obecnie już pod nazwą Janowiec Kościelny należy do województwa olsztyńskiego (obszar gminy uległ również zmianie). W pierwszych latach po II wojnie światowej zainteresowanie gminą Szczepkowo było duże.

Stanisław Lorenz jako dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie osobiście dokonał penetracji terenu gminy Szczepkowo i wyznaczył dwa ośrodki do prowadzenia wykopalisk: Pokrzywnicę Wielką i Szczepkowo Borowe. Wykopaliska przeprowadzono tylko na terenie Pokrzywnicy Wielkiej w dwóch terminach w 1961 i 1969 roku. Wykopaliska przeprowadzone były pod nadzorem  archeologa dr Lechosława Rauhuta i mgr Ludgardy Długopolskiej. (Miejsce wykopaliska nie jest oznaczone).»

Dzieje naszej ziemi sięgają początków państwa polskiego. Mieszko I przyjmuje chrzest w 966 roku z wieloma książętami jednoczącej się Polski. Władcy Mazowsza przystąpili do zjednoczenia, ale chrztu nie przyjęli. Zgodzili się jednak na przyjmowanie misjonarzy, którzy będą przybywali na Mazowsze. (K. Bunsch -"Dzikowy skarb" w roz. - " W Szreńsku" wspomina o walce władcy Szreńska z Prusami, wymienia osadę Grzebsk, z której to władca Szreńska oczekiwał pomocy od swego stryjecznego władcy Grzebska. W roz. "Kuszenie Jordana" jest wzmianka o tajnej umowie Mieszka i zawartej z władcami Mazowsza w sprawie przyjmowania misjonarzy).

W wyprawie Mieszka I przeciw margafowi Udonowi brał czynny udział także władca Grzebska. Po zwycięstwie pod Cydzyną w 972 roku wrócił do Grzebska. Przybyli z nim misjonarze, a byli to benedyktyni. Nie pozostali w Grzebsku, ale przeprawili się przez rzekę Orzyc i tam wśród bagien i trzęsawisk znaleźli ludzi na suchym gruncie. Obszar ten jeszcze teraz nazywa się "Gront". Przed melioracją był podobny do wyspy otoczonej w bagnami w pobliżu rzeki Borowianki, dopływu Orzyca. Na "Groncie" wyorywano przez wiele lat kości. Wiem to od swego ojca, ponieważ "Gront" jest w posiadaniu mojej rodziny.

Benedyktyni pozostali wśród ludzi na Groncie i stwierdzili, że mieszkańcy tej osady to inny szczep. Osadę na bagnach nazwali Szczepkowo. Mieszkańcy tej osady byli Prusowie Sasini. Tak to za pośrednictwem Mazowsza, ale na ziemi Prusów - Sasinów powstała benedyktyńska placówka misyjna. Zakonnicy zbudowali klasztor na wysokim wzgórzu i nazwali Szczepkowo-Zakon. Benedyktyni utrzymywali stały kontakt z innymi placówkami benedyktyńskimi powstałymi na ziemi polskiej, a więc z Tyńcem pod Krakowem, z placówką założoną przez Bolesława Chrobrego. Właśnie powstanie misyjnej placówki Szczepkowa wpłynęło na decyzję nawracania Prusów i w ten sposób wcielenia ich ziem do Polski i oparcia granicy o Bałtyk.

Po 20 latach od powstania Szczepkowa-Zakonu przybywa tu biskup, późniejszy św. Wojciech Adalbertus, a z nim rycerz Gołębiec, aby objąć władzę nad tą ziemią w imieniu Bolesława Chrobrego. Tak powstało dziedzictwo Bolesławowe na ziemi Prusćw-Sasinów. Rycerz Gołębiec buduje zamek na ziemi Sasinów o nazwie Szczepkowo-GoŁębie. W ten sposób powstała i zaczęła swoją działalność pierwotna osada Szczepkowo obejmująca z czasem obszerne terytorium nad brzegiem rzeki Orzyc, mająca w momencie zniszczenia 6 wiorst szerokości a do 4 wiorst długości. I tak zaczęło się za czasów Bolesława Chrobrego panowanie Polski, a więc Korony na ziemi Prusów-Sasinów.

Szczepkowo było ważnym ośrodkiem polskości w północnej części Polski i odegrało ważną rolę w jej dziejach. 0 tym, że szedł św. Wojciech na Prusy do Szczepkowa-Zakonu przez Mazowsze, niech świadczy fragment książki H. Syski "Scalone Pogranicze" - W-wa 1975 LSW.:

"Zagubione dziś w niepamięci podanie głosi, że przed tysiącem lat, gdy święty Wojciech zamierzał w okolicy Szreńska głosić kazanie do pogańskiego wówczas ludu, słowa przyszłego męczennika ginęły wśród zbiorowego rechotu żab. A wiadomo, gdzie żaby, tam bagna i podmokłe łąki, żerowiska poczciwych boćków".

Na Mazowszu wzdłuż granicy z Prusami od Szreńska w kierunku Grzebska jest kilka wsi i osad z końcówką "sk": Szreńsk, Stupsk, Tomsk, Szumsk, Grudusk, wreszcie Grzebsk. Należy przypuszczać, że ten obszar należał do jednego rodu.

Skoro św. Wojciech szedł nawracać Prusów, to musiał się nauczyć ich języka, a nauczyć się Języka Prusaków mógł tylko w Szczepkowie-Zakonie, w placówce, która istniała od 972 roku, zaś św. Wojciech pracę misyjną wśród Prusaków rozpoczął po 990 roku.

Po okresie pobytu w Szczepkowie wyruszył w kierunku Bałtyku. W odległości około 14 km od Szczepkowa w kierunku północno - zachodnim leży Nidzica, dawniej Nibork (Neidenburg). W Nidzicy rzymsko-katolicka od samego początku wzięła za patrona św. Wojciecha. Może to świadczyć, o tym że jest to szlak misyjny św. Wojciecha. Na terenie dawnej gminy Szczepkowo imię Wojciech było wówczas popularne. W moim rodzinnym domu św. Wojciecha było dniem świętowania. Miejscowa ludność przy zawieraniu umów terminowych liczyła czas od św. Wojciecha i po św. Wojciechu . Nasuwa się więc myśl, że teren był związany ze św. Wojciechem. Tak liczyli starzy mieszkańcy gminy do czasu-II wojny światowej. Obecnie czas liczy się do lub po Nowym Roku.

Benedyktyni ze Szczepkowa od 972 roku do 1226 roku, tzn. do sprowadze¬nia Krzyżaków przez Konrada Mazowieckiego poruszali się swobodnie po całym terenie Prus. Nawracali współbraci Prusów według nauki Chrystusa, a nie mieczem, jak to czynili Krzyżacy. Wraz z Krzyżakami zaczął swoją wędrówkę "Smętek". W krótkim czasie Krzyżacy wyśledzili działalność benedyktynów ze Szczepkowa i postanowili powstrzymać ich działalność misyjną i oświatową. W tym celu zbudowali zamek w Nidzicy w 1266 roku. W ten sposób mieli kontrolę nad szlakiem misyjnym Szczepkowa-Zakonu. Utrudniali kontakt z już nawróconymi Prusami. Podchodzili pod Szczepkowo. Często dochodziło do starć, bo Krzyżacy napadali na osady w pobliżu Szczepkowa. Ludność porywali lub mordowali, a osady palili.

Szczepkowa nie mogli zniszczyć, ponieważ dostępu broniły bagna, topieliska, moczary i dlatego Szczepkowo mogło istnieć i działać. Benedyktyni postanowili zmienić kierunek swej działalności. Zaczęli swą działalność kierować w stronę Bugu, Miemna i dalej docierali na Litwę. Do Szczepkowa przybywali zakonnicy i z innych zakonów, którzy pragnęli nawracać pogan, aby się nauczyć języka narodów pogańskich, Litwinów.

Na terenie obecnego województwa olsztyńskiego można stwierdzić, że powstawały osady prusko-litewskie. Taką wsią jest Gietrzwałd na trasie Stare Jabłonki - Olsztyn. W dawnych wiekach była tu prusko-litewska prowincja tzw. Galindya nad małą strugą Gilbing. Wymieniona w dokumencie z 1352 roku wieś ta, należąca do dóbr stołowych kapituły warmińskiej, leżała wówczas "interritorio Gudikus" (wiadomość zaczerpnięto z miesięcznika Królestwa Apostołów lipiec-sierpień 1987r.).Przy Nidzicy jest wieś o nazwie Litwinki.

Przytoczę zdania z "Dziejów Polski w Zarysie" Michała Bobrzyńskiego: "Pokrewna starym Prusakom Litwa stanowiła razem z nimi zbliżone do Słowian, ale odrębne plemię. Dłużej od Polaków żyli Litwini w puszczach nad Niemnem, pogrążeni w barbarzyństwie i pomroce dziejów". Można więc przypuszczać, że wśród zakonników Prusów w Szczepkowie byli także zakonnicy z pochodzenia Litwini.

Krzyżacy nie tylko tępili Prusów, ale i Litwinów. Litwa za napady na Litwę odpłacała tym samym. Zdarzały się przypadki, że Litwini napadali na ziemie polskie, szczególnie Mazowsze było narażone. Polska i Litwa miała wspólnego wroga - Krzyżaków. Benedyktyni ze Szczepkowa przez benedyktynów z Tyńca podsunęli Łokietkowi myśl, aby skojarzyć małżeństwo syna Łokietkowego, Kazimierza z Aldoną, córką Giedymina. W ten oto sposób powstało przymierze polsko - litewskie przeciw Krzyżakom i spokój na wschodniej granicy Polski. Podobno Kazimierz Wielki był gościem w Szczepkowie w tym czasie, kiedy budował zamek na Mazowszu. Jest to dowód, że doceniał działalność i znaczenie Szczepkowa. To zakonnicy ze Szczepkowa uczestniczyli przy zawieraniu unii w 1385 roku w Krewie między Polską i Litwą, przecież byli wśród nich tacy którzy władali językiem litewskim. Przez małżeństwo Wł. Jagiełły z Jadwigą i małżeństwa książąt mazowieckich z siostrami Jagiełły, rodzoną Aleksandrą z księciem płockim i stryjeczną Anną z księciem z Ciechanowa powstało trwałe przymierze polsko-litewskie, które trwało wieki.

Krzyżacy wiedzieli dobrze, kto usilnie pracował, aby doszło do unii polsko-litewskiej. Wiedzieli, kto im wytrąca miecz z ręki. Dlatego postanowili dokonać zemsty i zniszczyć Szczepkowo. Chcieli zatrzeć ślady benedyktynów w Szczepkowie. Dokonali jego zniszczenia po chrzcie Litwy. Wśród ważniejszych wydarzeń, jakie miały miejsce na zamku w Nidzicy (Nibork), widnieje z 1389 roku notatka: "Spotkanie przedstawicieli Polski i Zakonu w sprawie polepszenia stosunków politycznych". To właśnie zniszczenie Szczepkowa, pierwotnej osady wpłynęło na złe stosunki między Polską i Zakonem Krzyżackim. Władysław Jagiełło bardzo boleśnie przeżył zniszczenie Szczepkowa. Podobno gotów był uderzyć zaraz na Krzyżaków. Posłuchał rady mądrych ludzi, którzy uważali, że aby zadać cios śmiertelny Krzyżakom, należy przygotować się dobrze. Zniszczenie Szczepkowa uświadomiło Polsce, że sprawa z Zakonem będzie trudna do wygrania, trzeba sie dobrze przygotować. Zaczęto się przygotowywać do wojny z Krzyżakami.

Ocalałych benedyktynów ze Szczepkowa osadził Jagiełło na Kleparzu pod Krakowem. Król potrzebował przecież takich ludzi, którzy dobrze władali językiem polskim i litewskim. Znalazłam w książce pt. " Na tropach archeologicznych tajemnic Mazowsza" Zdzisława Skroka w rozdz. " Na tronach Fałszywych chrześcijan" taką notatkę: "Najstarsza stwierdzona w źródłach obecność obrządku słowińskiego w Polsce związana z osadzeniem na Kleparzu koło Krakowa benedyktynów sprowadzonych tam przez Wł. Jagiełłę."

Nadszedł nareszcie moment, w którym starły się siły Polski i Zakonu. Władysław Jagiełło swój pochód zwycięski rozpoczął w 1410 roku od zdobycia Nidzicy (Niborka), a następnie poszedł w kierunku Grunwaldu, gdzie 15 lipca odniósł wielkie zwycięstwo nad hydrą krzyżacką. Już przy zdobywaniu Nidzicy (Niborka) uczestniczyły wojska litewskie pod wodzą Witolda. Jest pod Nidzicą wieś Tatary. Tu miały stać oddziały Tatarów z wojsk Witoldowych.

Mieszkańcy zniszczonego Szczepkowa walczyli pod Grunwaldem w oddziałach Witolda. Wśród nich był Wojciech ze Szczepkowa, który brał udział w zabójstwie mistrza Ulryka von Jungingena i zadał mu śmiertelny cios. Jagiełło nadał mu ziemię po zniszczonym zakonie benedyktyńskim. On to, Wojciech ze Szczepkowa stał się protoplastą rodziny Szczepkowskich herbu Jastrzębiec. Wszak król po zwycięstwie pod Grunwaldem dla bezpieczeństwa tych ziem zostawił rycerza Jastrzębca, który osiadł w Pokrzywnicy Wielkiej. 0 ile wiem kronika Długosza głosi, że mistrza zabił chłop litewski. Skoro król był Litwinem i po 1410 roku właścicielem tej ziemi, którą odebrał Krzyżakom, to chłopa, który mieszkał na ziemi króla Litwina, można było "zapisać" chłop litewski. Moi przodkowie czuli się zawsze Prusami, a więc krewniakami Litwinów.

Po zwycięstwie grunwaldzkim nie został zawarty pokój, dlatego po krótkim okresie spokoju rozgorzały walki na ziemi Prusów. Krzyżacy znowu napadali na ziemię, które były zdobyte przez Władysława Jagiełłę i w 1414 roku król ponownie musiał zdobywać Nidzicę (Nibork). Rok ten można nazwać podwójnym zwycięstwem Polski z Zakonem. W tym celu przytoczę fragment z "Dziejów Polski w zarysie" Michała Bobrzyńskiego PIW 1974 r: "Pogrom swój pod Grunwaldem przedstawili Krzyżacy Europie jako zwycięstwo barbarzyństwa, herezji i pogaństwa na sprawę Kościoła katolickiego i cywilizacji, a przedstawiając siebie jako obrońców tego Kościoła i tej cywilizacji, wołali o pomoc zbrojną i pieniężną Zachodu, która dotychczas napływała im obficie i główną ich stanowiła siłę. Jeśli też Zakon po pogromie grunwaldzkim nie miał się prędko poddźwignąć, to musiała Polska wobec całego Zachodu zedrzeć z Zakonu maskę, którą się okrywał i przekonać Zachód, że Polacy zwycięstwo swoje na polach bitew obracają lepiej i skuteczniej od Zakonu na rzecz Kościoła i oświaty .Nadarzyła się ku temu wyborna sposobność na soborze powszechnym konstancjeńskim, który się zebrał w 1414 roku dla usunięcia herezji Husa i schizmy papieżów. Poselstwo polskie wysłane na sobór, na którego czele stał Mikołaj Trąba, arcybiskup Gniezna, biorąc czynny udział we wszystkich rozprawach soboru, dowiodło tym najlepiej, że Polska posiada także ludzi, którzy wykształceniem swoim z głośnymi uczonymi Zachodu idą śmiało w zawody.

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Paweł Włodkowic szedł ręka w rękę ze sławnym rektorem Uniwersytetu Paryskiego Gersonem. On to postawił na soborze do rozstrzygnięcia zdanie, że pogan mieczem nie należy do wiary-nawracać, obronił je w znakomitych mowach traktatach przeciw zwolennikom Zakonu i uzyskał dekret soboru potępiający doktrynę Krzyżaków. Gdy zaś Marcin V ujęty pieniędzmi Zakonu dekret ten zatwierdzić się wahał Paweł Włodkowic apelował w imieniu polskiego poselstwa do przyszłego soboru i niezłomnością swoją papieża do zatwierdzenia dekretu soborowego zniewolił. Był to cios trafiający w samo serce Zakonu, wstrząsający jego posłannictwo i zasadnicze podstawy, dla Polski zaś druga grunwaldzka wygrana, która zawdzięczała sile swojej kościelnej inteligencji."

W tym samym czasie toczyły się walki na ziemiach Prusów Polski z Zakonem. Zakon był wyczerpany wojną, a Zachód pomocy nie udzielał. Zawarta rozejm 7 października 1414 roku za wstawiennictwem cesarza niemieckiego, papieża i ojców soboru konstancjeńskiego. Tak zakończyła się wojna zwana w historiografii "wojną głodową".

Pokój ,nie trwał długo. Intrygi krzyżackie spowodowały, że w lipcu 1419 roku wojska królewskie wkroczyły na ziemie Zakonu. Działania wojenne nastąpiły później. Tymczasem do papieża udały się poselstwa polskie i krzyżackie i tam toczyły się warunki zawarcia pokoju. Przecież papież był zwierzchnikiem Krzyżaków (papieżowi podlegał Zakon).

W poselstwie polskim byli przedstawiciele ze zniszczonego Szczepkowa. Stanowili więc żywy dowód na to, jak postępują Krzyżacy na ziemiach Prusów. Potwierdzili to, co zarzucał na soborze konstancjeńskim Paweł Włodkowic. W 1421 roku Polacy przedłożyli w Rzymie papieżowi Marcinowi V sporządzoną w Polsce mapę, tak wiarygodną, że nie wahali się korzystać z niej posłowie Zakonu. (Warto się zastanowić, kto w Polsce dobrze znał teren Prus i ziem Przylegających, kto te dokładne mapy przygotował, z których korzystało nawet poselstwo krzyżackie ? Chyba odpowiedz może być tylko jedna - benedyktyni ze Szczepkowa, którzy działali tu od 972 roku. Znaczyli własnymi nogami mapę , szerząc chrześcijaństwo wśród swoich współbraci Prusów).

Kolejne działania wojenne między Polską i Zakonem nastąpiły 14 lipca 1422 roku. Król Jagiełło zdobył Działdowo. Krzyżacy byli tak słabi, że poprosili o pokój, który zawarto w 1422 roku nad jeziorem Melno. Przy zawieraniu pokoju król pamiętał o niewygasłych prawach Polski do ziemi sasińskiej, dziedzictwa potomków Bolesławowych (tak nazywano naszą ziemię położoną nad Orzycem, bo od Bolesława Chrobrego należała do Polski).

Na obszarze po zniszczonym Szczepkowie zaczęło się rozwijać życie. Przybywała ludność, zaczęły powstawać wsie i osady, które obok odrębnych nazw zatrzymywały i ogólną - Szczepkowo. A oto wsie, które powstały z czasem na tym obszarze:


1.    Szczepkowo - Borowe   1435 metryka koronna
2.    Szczepkowo - Iwany    1436 metryka koronna
3.    Szczepkowo - Sołdany  1493 metryka koronna
4.    Szczepkowo - Skrody   1509 metryka koronna
5.    Szczepkowo - Zalesie  
6.    Szczepkowo - Pawełki
7.    Szczepkowo – Kukiełki        powstały później
8.    Szczepkowo - Gewarty


Wiemy już, że po 1410 roku został tu rycerz Jastrzębiec ze swoją drużyną, osiadły w Pokrzywnicy - Wielkiej. Przez ten teren w pobliżu Nidzicy (Nibork) przechodził szlak handlowy. Po wtórnym zdobyciu Nidzicy w 1414 roku Jan Długosz robi wzmiankę w kronice: "pożyteczne było dla króla i dla wojska to zdobycie, otwierało bowiem drogi kupcom do bezpiecznego sprowadzania żywności". (Zaczerpnięte z opracowania "Wojny Krzyżackie" -"Działdowo z dziejów miasta i powiatu" Wyd. Pojezierze Olsztyn 1966 rok). Ktoś musiał czuwać nad bezpieczeństwem ważnego szlaku z polecenia króla, aby mógł się rozwijać handel. Czyniła to drużyna Jastrzębia na ziemi nadanej mu przez Władysława Jagiełłę. Na obszarze, który należał do Jastrzębca, tzn. od Pokrzywnicy w kierunku Nidzicy (Niborka), rozwijało się także życie. Zaczęły powstawać osady, np. Pokrzywnica - Kuce i Janowiec. W takich okolicznościach według legendy, podobno powstał Janowiec Kościelny.

Kiedy zapanował spokój i zawarto pokój, mieszkańcy tej ziemi postano¬wili zbudować kościół na obszarze po zniszczonej placówce misyjnej. Zaczęto jego budowę we wsi Szczepkowo - Borowe. Rycerzowi Jastrzębcowi budowa kościoła na Szczepkowie nie była na rękę. Chciał go postawić na ziemi, która należała do niego a nie do szlachcica Szczepkowskiego i jego rodziny. Co Szczepkowscy postawili w dzień, to w nocy burzyli ludzie z drużyny Jastrzębca, tłumacząc, że działa jakaś siła nieczysta. Powtarzało się to kilkakrotnie, a sprytni dworzanie umiejętnie to robili. Postanowiono jednak sprawę rozwiązać. Przyprowadzono woły czy krowy z Pokrzywnicy, przyczepiono im bal drzewa przeznaczonego na budowę kościoła, popędzone zwierzęta ruszyły w kierunku Pokrzywnicy. Miały się zatrzymać w tym miejscu, gdzie stoi obecny kościół, a więc na ziemi rycerza Jastrzębca. Patronem nowego kościoła został św. Jan Chrzciciel.

Nazwa Janowiec Kościelny powstała chyba w ten sposób. Na ziemi rycerza Jastrzębca musiały się odbywać narady czyli wiece, których on był opiekunem. Patronem kościoła był św. Jan. Nazwa osady od Jana i wiecu, Jan/o/wiec - Kościelny . To są moje przypuszczenia.

W nowo wybudowanym kościele umieszczono figurkę Chrystusa, którą dostali od papieża Marcina V ci parafianie, którzy byli w 1421 roku z poselstwem polskim w Rzymie. Miało to być dzieło włoskiego rzeźbiarza Donatella. Według legendy o Janowcu Krzyżacy podczas napadu zabrali darowaną przez papieża figurkę, a pozostawili krucyfiks wykonany przez Wita Stwosza, ale w Norymberdze. Faktem jest, że w Janowcu był bardzo stary i piękny krucyfiks jeszcze w 1972r. W sierpniu 1972 roku ówczesny ksiądz proboszcz Karol Korzyb dał go osobnikom, którzy podawali się za  przedstawicieli Sztuk Pięknych i wzięli go celem konserwacji. Od tego czasu nikt nic nie wie, gdzie znajduje się ten zabytek. Jako rok erekcji parafii podaje się 1449 ( nie jest to data dokładna).

Na ziemi Jastrzębca powstały jeszcze inne Janowce:

1.    Janowiec - Szlachecki
2.    Janowiec - Boruty    '
3.    Janowiec - Leśniki
4.    Janowiec - Jastrząbki
5.    Janowiec – Zdzięty        Powstały one później.


Wszystkie Janowce od 1939 roku leżały wzdłuż dawnej granicy polsko-pruskiej, która była drogą - traktem. Z dawnych kronik kościelnych wynika, że na Janowcu - Jastrząbkach był szpital i dom dla starców jeszcze w wieku XVII czy XVIII. Pozostała tylko nazwa części gruntów na wsi Jastrząbki, którą starzy mieszkańcy nazywali "Na szpitalu".
Nasi przodkowie mieli zwyczaj, aby nazwami znaczyć ślady przeszłości. Powstawały wsie i osady w miejscach ważnych wydarzeń, które miały wpływ na losy tej ziemi i jej mieszkańców. Jednym z najważniejszych wydarzeń było zniszczenie pierwotnej osady Szczepkowa. (A że tak było, niech świadczy nazwa gminy Szczepkowo, która trwała długo, bp aż do włączenia nas do województwa olsztyńskiego, zmieniając nazwę na Janowiec Kościelny).

Krzyżacy na Szczepkowo szli z Nidzicy (Niborka) przez Piotrowice, Górowo - Trzaski, Leśniewo - Wielkie. Na osadzie Szypułki stały w szyku bojowym pułki ukryte za górą. Pełna nazwa osady, która tu powstała to Szypułki - Zagórze. Na terenie obecnej wsi Szypułki - Zaskórki obdzierano jeńców ze skóry. Wsie, na polach których toczyły się walki to: Mszczony - Połcie - Stare i Mszczony - Połcie Młode. Mszczony pochodzi od "Mścić się". Krzyżacy dokonali zemsty na Szczepkowie. Połcie znaczy, że na polach walki leżały połacie ludzi i zwierząt. Stare, bo w tym miejscu dochodziło już wcześniej do starć, które kończyły się naszym zwycięstwem. Między Połciami Starymi a wsią Szczepkowo - Borowe były dawniej trzęsawiska, groble, które chroniły Szczepkowo. Mszczony - Połcie - Młode to miejsce przez które wdarli się krzyżacy do Szczepkowa i je zniszczyli. Wieś, która powstała na miejscu walk i za mogiłami poległych nazwano Majki - Zagroby. Wieś Smolany - Żardawy to miejsce, w którym otrzymano smołę potrzebną do walki.

Jest jeszcze grupa osad, których nazwy zmuszają do myślenia. Osady te mają ogólną nazwę Miecznikowo. W lasach, które rozciągają się za wsią Miecznikowo - Gołębie, jest miejsce bagienne, które miejscowa ludność nazywa "Zameczek". W pobliżu są wsie: Miecznikowo - Siwe, Miecznikowo - Cygany, Miecznikowo - Miąchy, Miecznikowo - Sowy, Miecznikowo - Kołaki. W pobliżu "Zameczku" leżą wsie Jabłonowo - Dyby, Żabino - Gąsiory, czyżby w miejscu, które nazywają "Zameczek" stał kiedyś zamek, a w nim mieszkał miecznik ?,/ bo nazwa Miecznikowo kojarzy się z mieczem lub miecznikiem/. I dalej można rozwiązywać zagadkę. Może na wsiach Jabłonowo-Dyby i Żabino - Gąsiory, których nazwy wskazują, dawniej stosowane narzędzia kary na przestępcach sądzących na zamku ? Są to tylko przypuszczenia, a jaka jest prawda - trudno powiedzieć bez źródeł.

Wracając do stosunków polsko-krzyżackich, to dokąd istniał Zakon Krzyżacki, miały miejsce napady. Napadali na okolice, łapali i uprowadzali ludzi do robót, niszczyli lub zabierali mienie. W czasie wojny trzynastoletniej za panowania Kazimierza Jagiellończyka brali czynny udział mieszkańcy tej ziemi. Wszak Kazimierz Jagiellończyk był synem Władysława Jagiełły, któremu ta ziemia wiele zawdzięczała, a oni umieli - chcieli i byli wierni tym, komu byli to winni.

Kronika kościoła w Janowcu Kościelnym wspominała napad z 1505 roku. Podczas tego napadu Krzyżacy zniszczyli okolicę od Kuklina do Janowca, spalili Kuklin, Wieczfnię Kościelną, Grzebsk, Janowiec Kościelny. Nie wiadomo, czy był to ostatni naad, przecież Albrecht Hohenzollern złożył hołd Zygmuntowi Staremu jako książę świecki dopiero 10 kwietnia 1525 roku. Odtąd Polska mogła ingerować w sprawy księstwa pruskiego i korzystała z tego w miarę potrzeby.

Mieszkańcy tej ziemi musieli zawsze być gotowi do obrony i narażeni na utratę mienia i życia. Mimo tych trudnych warunków trwali tu, na ziemi swoich przodków, gdzie rodzili i umierali, gdzie spoczywają prochy przodków od wieków i nigdy tej ziemi nie opuścili. Tu twierdzą był każdy próg. Można śmiało tak powiedzieć, bez żadnej przesady.

Na skutek tych trudnych warunków cechą charakterystyczną mieszkańców tej ziemi była wspólnota. Pomagali sobie w trudnych warunkach życiowych, a łatwiej było wówczas przetrwać. Każdy na każdego, jeden na drugiego mógł liczyć w potrzebie, trzeba tu jeszcze wspomnieć, że istniały powiąza¬nia rodzinne - mieszkańcy byli ze sobą spokrewnieni. Były przypadki, że często trzecie pokolenia wchodziły w związki małżeńskie, a nawet drugie. To także wiązało ze sobą mieszkańców. Z czasem cała parafia stanowiła rodzinę, od czasu do czasu ktoś tu przybywał lub wybywał. Wszyscy znali się wzajemnie i tak w trudzie codziennej pracy żyli tu nasi przodkowie. Aby uprzyjemnić sobie życie, licznie i chętnie uczestniczono w rodzinnych uroczystościach, takich jak wesela, chrzciny, pogrzeby, przy tych okazjach starsi przekazywali młodym dzieje tej ziemi, aby trwały wśród następnych pokoleń.

Jeszcze jedno ciekawe zjawisko wytworzyło się w tych warunkach. Początkowo za czasów Bolesława Chrobrego sprawował tu władzę w imieniu króla rycerz Gołębiec. Ludność pracująca na rzecz rycerza Gołębca byli to ludzie Gołębca ( z czasem powstało nazwisko Gołębiewscy ). Następny pełnomocnik na tej ziemi to Jastrzębiec. Ci mieszkańcy, którzy pracowali u Jastrzębca na różnych stanowiskach, to później Jastrzębowscy. Natomiast najbardziej liczna była rodzina Szczepkowskich, mieszkających głównie na terenie Szczepkowa. Inne nazwiska, które tu powstawały , były związane z nazwami wsi i osad naszego terenu np: Bukowscy, Miecznikowscy, Jabłonowscy, Krajewscy, Kownaccy, Żabińscy, Smolińscy, Kołakowscy, Szypulscy, Piotrkowscy. W takiej masie tych nazwisk trudno było wyszukać osobnika, o którego chodziło, zwłaszcza, że i imię było takie samo. Wpadli na pomysł i do nazwiska dodawali przydomek. Częściej używano przydomka niż nazwiska, a były przypadki, że od przydomków powstawały nowe nazwiska, szczególnie w tych przypadkach, jeśli ktoś opuszczał teren na stałe. 0 przydomkach decydowały cechy, które wyróżniały osobnika od innych, miejsce urodzenia, zawód, miejsce gdzie się wstawił podczas wyprawy wojennej.

Nowy i ważny okres w dziejach tej ziemi nastąpił, kiedy przybyli jezuici na ziemię Prusów. Sprowadzeni przez biskupa St. Hozjusza działalność swoją rozpoczęli w Braniewie w 1565 roku. Rozwój zakonu następował szybko, chętnych do jezuitów było wielu. Wstępowali synowie szlachty niezamożnej. To dawało im szansę zdobywania wiedzy i możności wybicia się, szczególnie w przypadkach, kiedy kandydat był zdolny. Mógł łatwa dojść do stanowiska w hierarchii kościelnej i państwowej. Do zakonu jezuitów chętnie i licznie wstępowali także synowie szlachty zagrodowej z parafii Janowiec Kościelny. Nie wiem jak do tego doszło, ale jezuici mieli swoje posiadłości na terenie parafii Grzebsk, po lewej stronie Orzyca (Zaborowo, Nowa Wieś Wielka, Bielawy, Łęg to posiadłości jezuitów).Przyjeżdżający ze św. Lipki jezuici do swoich posiadłości widzieli, w jakich warunkach żyje i pracuje ta szlachta i nazwali ją szlachtą ubogą, bo żyli ubogo, sami pracowali na swoich zagrodach.

Wśród jezuitów, którzy pochodzili ze szlachty ubogiej, na uwagę zasługuje ks. jezuita Jakub Żabiński z rodu Saburów, urodzony w Żabinie-Argułach parafia Janowiec. Dzięki swoim zdolnościom został osobistym kanclerzem króla Stefana Batorego. Przy różnych okazjach pomagał swoim ziomkom. Parafia Janowiec Kościelny została otoczona szczególną opieką przez jezuitów ze św. Lipki.

Jezuici zakładali swoje szkoły i w innych dzielnicach Polski i na Litwie. Na Mazowszu powstała szkoła w Pułtusku. Na Litwie w Wilnie zakładali jezuici ze św. Lipki, wśród których byli nauczycielami synowie szlachty ubogiej z parafii Janowiec. Stefan Batory jezuicką szkołę w Wilnie podniósł do rangi uniwersytetu (1578).

Pierwszy rektor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie ks. Piotr Skarga, zakłada fundusz pomocy dla synów szlachty ubogiej z parafii Janowiec tzw. "Bank pobożny". Z funduszu "Banku pobożnego" chętnie korzystali synowie szlachty ubogiej i wędrowali do dalekiego Wilna zdobywać, wiedzę. Często zostawali jezuitami, ale byli i tacy, którzy po ukończeniu uniwersytetu dostawali się na dwory możnych panów i tam pełnili jakieś funkcje.

Tak więc ziemią leżącą nad Orzycem była związana z Wilnem od czasów Władysława Jagiełły, a więzy później się zacieśniły. Nawet w starym kościele można było ten związek zauważyć. Był w nim obraz Matki Bożej Ostrobramskiej i Św. Kazimierza. W księgach kościoła w Janowcu Kościelnym można stwierdzić, że inspekcji kościoła dokonał ks. z Wilna w XVIII w.

Czasy Stefana Batorego obfitowały w wyprawy wojenne. Mieszkańcy tej ziemi jako szlachta znali swoje rzemiosło i powinność wobec ojczyzny. Licznie brali udział w wyprawach Stefana Batorego. Najpierw szlachta uczestniczyła w uśmierzaniu buntu gdańszczan w 1576 roku i już tam dzielnie się spisała. Szczególnie wyróżnił się dziad Jana III Sobieskiego. Mimo że był ranny, walczył dalej, miało to miejsce pod Sobieszewem. To utorowało mu drogę do wyróżnienia jako dowódcy szlachty ubogiej (herbarz - jezuita Kacper Niesiecki).

W wyprawach na Wschód licznie szła szlachta uboga z dzielnym królem Batorym. Na wyprawach wojennych można się było wzbogacić, zdobyć sławę, a to otwierało dostęp do stanowisk, zdobycia własnego kawałka ziemi nadanej na zdobytych terenach. Nic więc dziwnego, że ochotników nie brakowało. Należy przypuszczać, że to dzięki ks. Jakubowi Żabińskiemu, który prowadził kancelarię Stefana Batorego tak wyróżniano szlachtę ubogą. Był to bowiem jedyny przypadek w I Rzeczypospolitej, żeby herb nadano grupie szlachty. Szlachta uboga dostała Poboga.(Pobóg -rzeczony herb na tarczy w polu błękitnym podkową srebrną a na jej środku krzyż. Nad herbem chart z obrożą i smyczą na szyi, wyskakujący z korony). Kiedy zwiedzałam zamek w Kórniku, w sali herbowej, pani kustosz powiedziała, że placówka gromadzi wszystkie materiały związane z nadaniem herbów polskich. Mówiła, że wiedzą o tym herbie, nadanym przez Stefana Batorego szlachcie pogranicza , ale bliższych danych nie posiadają.

Od tego czasu, tzn. od Stefana "Batorego nasza ziemia była nazywana "Pobożem", a jej mieszkańcy "Poboźanami".

Chart z obrożą i smyczą na szyi, wyskakujący z korony, rzeczywiście pasował do dziejów Poboża. Przez całe lata szlachta broniła granic Korony. Jak chart musieli gonić za nieprzyjaciółmi, których mieliśmy wielu. Tak to było. Kto był zdolny do noszenia broni, musiał być biegły w swoim rzemiośle, bo nigdy nie widziano, kiedy wypadnie pociągnąć z innymi na wroga. Walczyli ze Szwedami pod Stefanem Czarnieckim, brali udział w jego wyprawie do Vanii. Walczyli pod Wiedniem zachęceni przez jezuitów do tej wyprawy na Turka, a biskup warmiński zorganizował chorągiew pod Wiedeń. Tu zostawali słabsi i starzy i pracowali na roli starymi metodami. Nie było wówczas mowy o postępie w rolnictwie, bo warunków do postępu nie było.
Opieka jezuitów trwała do 1773 roku, do kasaty Zakonu. Później warunki zmieniły się na gorsze. Pruskie wojska pustoszyły ziemie polskie na tym obszarze, bo przecież Nidzica, jak wskazują ważniejsze daty i jej przeszłość, od 1701 roku dostała się pod panowanie królów pruskich. Przed upadkiem państwa polskiego naród poderwał się do walki pod wodzą Tadeusza Kościuszki. Mimo wysiłku i zwycięstw odniesionych w czasie powstania nie dało się uratować Polski. Po klęsce pod Maciejowicami nastąpił trzeci rozbiór Polski (1795 r.). Polska została wykreślona z mapy Europy. Państwa nie było, ale naród żył.
I Poboże miało swój udział w insurekcji kościuszkowskiej. Wśród walczących Pobożan był i dziad mego ojca, Wojciech Szczepkowski. Dzielnie się spisywał, walcząc pod Jaśińskim w obronie Warszawy. Wojciech Szczepkowski walczył razem z ojcem Adama Mickiewicza, Mikołajem Mickiewiczem. Część walczących Polaków w powstaniu kościuszkowskim z bronią w ręku powędrowała na Zachód, aby tam walczyć w sprawie Polski. Byli wśród nich i Pobożanie, np. gen. Władysław Jabłonowski, który brał udział w wyprawie na San Domingo (Haitii). Z tych, którzy wyemigrowali, Jan Henryk Dąbrowski utworzył na ziemi włoskij Legiony w 1796 roku. Liczył się z tym, że jeżeli Napoleon pokona naszych zaborców, wskrzesi Polskę. Nadzieja wstąpiła w serca Polaków - kiedy powstało Księstwo Warszawskie początkowo z drugiego i trzeciego zaboru pruskiego.
W Nidzicy (Niborku) w 1806 roku obozował marszałek francuski O.Ney, a w 1807 roku stacjonuje gen. Zającek z wojskami polskimi. Mogli Pobożanie wstępować do wojska polskiego, były przypadki, że kilka rodzin przeniosło się przy okazji do Warszawy, najwięcej ochotników szlachty pobożaiiskiej wstępowało do pułku Wincentego Krasińskiego. Według tradycji był to ostatni tak masowy udział Pobożan w walce o niepodległość Polski, właśnie pod Napoleonem. Poboże zastaje związane z Mazowszem a oderwane od Prus, chyba dlatego, że od czasów pierwszych Piastów było związane z Koroną. Natura dzieliła Poboże od Mazowsza bagnami a wiązała z Prusami, dlatego Poboże żyło w pewnej izolacji od Mazowsza. Kontakty były tylko z konieczności, a ciągnęło ich do Prus, bo byli związani przeszłością z tymi za granicą i utrzymywali z nimi stałe kontakty. Po obu stronach granicy mieszkały rodziny spokrewnione.

Dużo o tej odrębności Poboża pisze w swojej książce "Scalone pogranicze" Henryk Syska. Wiele uwagi poświęcił nazwie "Poboże" chyba dlatego, że z Poboża wywodzi się wybitny uczony Wojciech Bogumił Jastrzębowski, (był znakomitym profesorem nauk przyrodniczych w byłym instytucie Gospodarstwa Wiejskiego w Marymoncie. Był także uczestnikiem powstania listopadowego ). Ten wybitny uczony kazał się nazywać i podpisywał się w czasopismach "Wojciechem z Poboża". A oto fragment "Scalonego pogranicza" - "Był gorącym patriotą, gdy wybuchło powstanie listopadowe, wstępuje Jastrzębowski ochoczo do Gwardii Narodowej. Walczy pod Grochowem jako artylerzysta, słowem i czynem zachęca do obrony ojczyzny.  

Po upadku powstania nie opuszcza kraju. Profesor Instytutu Rolniczo-Leśnego na Marymoncie spiskuje też w Związku Narodu Polskiego, na którego czele stał płomienny rewolucjonista Edward Dembowski, przy współudziale ludzi tej miary co filozof Henryk Kamiński, syn poległego pod Ostrołęką generała, poeci Roman Zmorski, Teofil Lenartowicz, Karol Brzozowski i inni". Żeby kraj pokochać, trzeba go przede wszystkim poznać. Jastrzębowski był entuzjastą wypraw pod różnymi pozorami, gdzie względy turystyczne miały bardzo poważny udział. Z torbami przewieszonymi przez ramię, w lekkich podróżnych kapeluszach i odzieży, każdej niedzieli i każdego święta niewielka gromadka młodych marymontczyków szukała przygód i wrażeń na pobliskich równinach Mazowsza. Nie było ciekawszej ruiny, mogiły, budowli czy pomnika natury w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, do której nie dotarliby nasi podróżnicy z prefesorem na czele. Rokrocznie podczas wakacji organizował Jastrzębowski parotygodniowe wyprawy do dalszych zakątków kraju  (celem podpatrywania wzorowych gospodarstw).  

Ziemia nasza ubogie dawała plony, daleko uboższe niż nawet mogła. Główną przyczyną tego niepokojącego stanu była niska kultura zawodowa. A przecież nie brakowało już w Polsce światłych rolników, którzy na swoich gospodarstwach potrafili zastosować niejedną zdobycz nowoczesnej techniki, podnieść znacznie wydajność gleby. Od ludzi doświadczonych trzeba się uczyć Z tą myślą badał Jastrzębowski godne uwagi gospodarstwa, myśli swoje przekazywał na miejscu swoim uczniom. "Podróże to ostateczna i najlepsza szkoła, w niej wszechstronnie kształci się umysł i serce, bo poznajemy ludzi, poznajemy naturę, czyli słowem uczymy się żyć". - pisał z zachwytem uczeń Jastrzębowskiego, Kryspis Swierzyński. Uzupełnił go inny marymontczyk Julian Wieniarski, znany pod pseudonimem Jordana: " Wracaliśmy do Instytutu ogorzali jak Murzyni, czerwoni jak ćwikła z chrzanem, wygimnastykowani po górach jak akrobaci wśród kolegów przez miesięcy byliśmy odróżniani ci, którzy podróżowali z Jastrzębowskim".  

W ostatnich latach swego życia dokonał Jastrzębowski bardzo pionierskiego dzieła. Oto władze Królestwa postanowiły zalesić bielejące wydmy Czerwonego Boru, położonego w okolicach Zamborowa. Proszą więc Jastrzębowskiego o objęcie nadzoru. Profesor wyraził zgodę. Dobrał współpracowników, znalazł miejsce w Feliksowie koło Brolu pod szkółki leśnych drzewek. Po kilku latach wyrosła tam wspaniała stacja doświadczalna, podziwiana przez uczonych całej Europy. Sypki piasek przestał stopniowo zagrażać urodzajnym zagonom. Kilkaset gatunków drzew i krzewów wyhodował w Feliksowie Jastrzębowski niekiedy bardzo rzadkich i wybrednych okazów. W zapadłym zakątku ziemi mazowieckiej z pomocą chłopskich rąk tworzył Jastrzębowski rzeczy wielkie przerastające na pozór siły jednego człowieka. Zmarł w grudniu 1882 roku. Nauka polska wpisała go do swej trwałej księgi. Redaktor "Zorzy" Józef Grajnert pisał w obszernym nekrologu: "Zapewnić Was mogę, że czego się tylko dotknął w życiu, uszlachetniał wszystko. Z moczarów i sapów wyprowadzał najpiękniejsze ogrody. Z  kamieni raniących nogi przechodniów tworzył piękne ogrodzenia i groty. Ponure i zaniedbane zwierzęta domowe ułaskawiał na pomocnicze w gospodarstwie stworzenia. Zdziczałe dzieci wiejskie przemieniał w szlachetne rosnące płonki społeczeństwa, a swawolnych i niechętnych do nauki uczniów uspasabiał na przykładnych i podniośle pracujących".

I tak często wracał myślą do rodzinnego Poboża, jego urozmaiconego krajobrazu. W ukończonym około 1855 roku pamiętniku pisał: "Miejscem szczególnym mego urodzenia jest wieś Giewarty, położona niedaleko rzeki Orzyca czy Orzeca i miasteczka janowa... Jest to kraina górzysta i bezleśna". Ponadto wyjaśnia ochoczo, że takie wsie o jakich się tu wspomina, to jest mające nazwy polskie i zamieszkałe przez lud polski, ciągną się daleko od Giewart w Prusy (metryka urodzenia Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego jest w księgach kościoła w Janowcu Kościelnym). Należy jak rozumieć zapis profesora Jastrzębowskiego, że od Szczepkowa - Giewart tzn. od Orzyca na północ mieszka taka sama ludność - Prusacy czujący się Polakami. Poboże dopiero od czasów Księstwa Warszawskiego było związane z Mazowszem Płockim, dlatego mieli wiele kłopotów korespondenci Mazowsza Płockiego z pochodzeniem nazwy "Poboże" i z pochodzeniem Pobożan, kim oni są, język ich wprawiał korespondentów w zakłopotanie, a nawet drwinę. Przedstawię przykłady o Pobożu ze "Scalonego Pogranicza" Henryka Syski. Ci co uważali, że nazwa pochodzi od borów, pisali przez "rz". Tylko czy bory mogły rosnąć na bagnach? Za Orzycem ciągnęły się bory, puszcze i tam Pobożanie mogli zaopatrywać się w drzewo na tzw. "Królewszczyźnie".

Tak zaś pisze ks. Józef Osiecki, proboszcz z powiatu sąsiedniego "Nazwa Pobożany była zagadką nie rozwiązaną. I tak, jedni ich chcieli mieć za przybyłych znad Bugu, czyli okolic nadbużańskich, którzy przywędrowawszy niegdyś w stronę północno-wschodnią powiatu mławskiego, dla odróżnienia od Mazurów przezwali się, albo ich przezwali pobużanami, albo pobożanami. Drudzy odnoszę ich przeszłość do czasów panowania Bolesława Chrobrego i za jedno chcą ich mieć z narodem słowiańskim Lutyków pochodzących z Luzycji i Miśni między Elbą i Odrą. Otóż część mała rzeczonych Słowian miała się wynieść z Luzacji i Miśni dawnej Maklenburgia, a od zamieszkania swego nad Morzem Północnym nazywać się poczęła w nowej siedzibie Pomorzanami albo Pobożanami. Inni pomijając wszystkie historyczne wywody czy prawdziwe, czy domniemane utrzymywali jakoby nazwa Pobożan miała od ich pobożności pochodzić, co się również nie sprawdza, gdyż Pobożanie nie są pobożniejsi od drugiej szlachty, płockiego czy połońskiego.  

W parafiach Janowiec, Grzebsk, Wieczfnia w powiecie mławskim oraz Dzierzgowo, Janowo i małej części Chorzel w powiecie przasnyskim liczne gałęzie rozbitego rodu staro¬żytnego Pobogów do dziś dnia noszą szczepową nazwę Pobożan. Otóż ujawnia sią wyraźnie nazwa Pobożan, która pochodzi nie od pobożności, lecz od jednej niegdyś starożytnej rodziny Pobogów, dzierżącej kiedyś w swoim posiadaniu majątki w wymienionych parafiach i od nich rozdrobnione Pobożanie byli herbu Pobóg. Wspólność nazwy Pobożan i do wszystkich zastosowana krotochwila, że każdy Pobożanin ma w gębie czarno, żywy to dowód, że szlachcic tych stron stanowią jeden ród, że pomimo najróżnorodniejszych nazwisk i przydomków są braćmi."

Spostrzeżenia o języku Pobożan tak pisze "Korespondent Płocki" 25/1883 Ewa Socha: "Mowa jej rodaków znad Orzyca bardzo jest zepsuta akcentem germańskim, mieszają przy tym dużo wyrazów germańskich, rozumie się z niedokładnego zrozumienia trojakim sposobem przekręconych, że przy końcu wyrażenie ani polskie ani niemieckie, lecz utarłszy się zostaje przyjętym i w ogólnym użyciu" Ta część Mazurów czyli Pobożan wymawiają wszystkie samogłoski dobrze, powie poprawnie "mam", lecz nie "Radziwianka" a Radziwzianka", "piec" - "psiec". Nie powie żaden chłop tutejszy "wilk" tylko "zilk", "Widziałem" - "zidziałem". Pierwszy raz słysząc mowę, czyli taką gałamatnię, tutejszego mieszkańca trudno zrozumieć, brzmi ona tak samo jak w ustach mieszkańca nadgranicznego Prus, skąd wyszło to zepsucie". (Przecież to jest mowa z książki " Na tropach Smętka" M.Wańkowicza). A takie ciekawostki archeologiczne podaje Ewa Socha korespondentowi: "Pobożany posiadają znaczną ilość żalnikćw mniejszych i większych, gdzie często znajdują urny lecz tak kruche, że za najlżejszym uderzeniem rozpadają się na kawałki. Przy orce rolnikowi zdarza się często znaleźć kawałki bursztynu, stare monety polskie, francuskie i inne, zapewne pozostałe z pamiętnych lat 1812 - 1814, gdy tędy wracały resztki kampanii spod Berezyny. Tamtejszym mieszkańcom zostawili Francuzi nie tylko pochlebne wspomnienia po sobie, które nawet wnuki przechowali w pamięci i przedstawiają ich sobie jako rabusiów".

Tak więc Poboże było mało znane. Warto zastanowić się dlaczego. Sprawił ta po prostu brak dróg (bo te, które były, prowadziły przez teren bagienny). To była naturalna przyczyna. Od czasów Władysława Jagiełły ziemia związana bardziej z Liwą niż Polską. Do Mazowsza dziwny stosunek mieli starzy Pobożanie, czuli żal, że Mazowsze sprowadziło Krzyżaków przeciw Prusom. Zawsze zachowywali swoją odrębność, to się czuło jak się tu mieszkało. Powiedzieć na Pobożanina Mazur, to go oburzało i odpowiadał: " Jaki ja Mazur. Mazury to za Orzycem". Warto zastanowić się nad sprawami, które proboszcz parafii Janowiec Kościelny porusza w artykule wydrukowanym w " Przeglądzie Katolickim" w 1873r na stronie 123. Porusza tam sprawę szczególnego przywileju, jaki posiadał kościół w Janowcu Kościelnym : "Już dla tego samego kościół janowiecki zasługuje na uwagę, że obdarzany jest szczególnym przywilejem.  

Jak wysocy urzędnicy nas zapewniali, nie tylko w całej Polsce, ale i w całym Irnperium rosyjskim jedyny ten kościół taki przywilej otrzymał. Odpustów tu jest dwa - dzień Jana Chrzciciela patrona kościoła i dzień Przemienienia Pańskiego 6 sierpnia. I ten dzień właśnie wskutek szczególnych okoliczności jest w 1042r nadany przywilejem najjaśniejszego I cesarza i króla, przez otwarcie granicy pruskiej dni dwa i pół linia graniczna przesuwa się w głąb kraju, a Janowiec i parę wiosek pomiędzy granicą pruska leżących zostają wcielone do Prus. Choć przywilej służy na dłuższy czas, lecz, że główne zgromadzenie ludu bywa od pierwszych nieszporów w wigilię do zachodu słońca, a w sam dzień odpustu przeto rzeczone usunięcie granicy tylko przez ten czas się praktykuje. Lud dwóch krajów tłumie się gromadzi do świątyni tak, że nie tylko w kościele, ale na cmentarzu pomieścić się nie może". (Wiem, że przywilej stasowany był do pierwszej wojny światowej). W czasie pierwszej wojny światowej byli tu Niemcy aż do odzyskania niepodległośói w 1910r. Po plebiscycie przychodzili na odpust, ale przez zieloną granicę. Dobrze pamiętam, że parafianie Janowieccy również nielegalnie licznie spieszyli do Gietrzwałdu, a nawet do św. Lipki na odpusty we wrześniu. Jest to dowód, że coś wiązało tych ludzi, po obu stronach granicy mieszkali ci sami Prusowie (za czasów Hitlera już tak nie było).

Wiele cennych spostrzeżeń podaje w artykule "Przewodnika Katolickiego" z 1073 roku ówczesny proboszcz. Przypuszczalnie był przybyszem z terenów nadbużańskich, bo wymienia takie miejscowości jak Czyżewo, Rosochate i Nur oraz stwierdza, że mieszkańcy niektórych wiosek mają takie same zwyczaje, obyczaje, narzecze mowy, a nawet nazwiska jak szlachta parafii Janowiec Kościelny. Podaje stan dróg sprzed stu lat, podaje także cenne wiadomości archeologiczne. Podczas wypełniania swoich obowiązków dusz¬pasterskich mógł i obserwował teren, a stan dróg wpływał na to, że podróże odbywały się powoli. Dostrzegał stosy kamieni, które przypominały mu budowle. Mogły przecież to być zburzone budowle pierwotnej osady Szczepkowa zniszczonej przez Krzyżaków w 1388/89r. (a mieszkańcy tego nie rozbierali).

Przez kilka wieków pracowali tu gospodarni benedyktyni, musieli wykorzystać cenny miejscowy materiał budowlany, którego tu było pełno. Przecież stoją jeszcze i teraz w Kanigowie i Nidzicy świątynie z kamienia, a ile można spotkać jeszcze budynków gospodarczych z kamienia, ogrodzenia. Pamiętam, że były takie prawie przy wszystkich zagrodach.
Wreszcie należy poruszyć sprawę oświaty. Bardzo użalał się proboszcz parafii, że parafianie nie chcieli założyć szkółki, uczyli się tylko w domach jeden od drugiego. Gdzie należy szukać przyczyny takiego stanu rzeczy. Pisze swe wspomnienia w 1873 roku, a to czasy po powstaniu styczniowym. W szkołach można było uczyć się tylko w języku rosyjskim, a oni uczyli się w domach po polsku. Przecież w powstaniu styczniowym brali udział także i Pobożanie, byli tacy, którzy zginęli, byli i tacy, którzy zostali wywiezieni w głąb Rosji. Byli i tacy, którzy wrócili po odbyciu kary. Takim, który wrócił z zesłania był Teodor Turowski urodzony w Turowie. Osiadł na stałe we wsi Borowe i uczył dzieci. Było to oczywiście nauczanie tajne.  

Mój ojciec Leopold Szczepkowski urodzony w 1862 roku i jego bracia uczęszczali do Teodora Turowskiego i mieli o nim miłe wspomnienia. A więc jest to ten czas, o którym pisze proboszcz tej parafii. Znałam ludzi w wieku mojego ojca, którzy nieźle pisali. Uważam, że proboszcz nie zrozumiał swoich owieczek do końca i stąd takie krytyczne uwagi o parafianach. Dlatego taki wniosek wysnułam, ponieważ nie wiem kiedy otwarta została gminna szkoła w Janowcu Kościelnym z językiem wykładowym rosyjskim. Do szkoły uczęszczała tylko garstka uczniów. Kiedy rozpoczęła się walka o szkołę z wykładowym językiem polskim? Gmina Szczepkowo należała do gminy, które walczyły o język polski w szkole. Byli nawet aresztowani wójt i sekretarz. Nie było obojętne, w jakim języku uczą się dzieci. Większość dzieci nie uczęszczała do szkoły. Trzeba przypomnieć, że w czasie okupacji niemieckiej w okresie I wojny światowej na hasło rzucone przez Polaków z Wielkopolski w 1914/15 i 1915/16 powstaje na terenie gminy Szczepkowo we wsi Borowe koło PMS pod hasłem "Ratujcie dzieci". Prezesem koła był ówczesny ks. Hieronim Syski, a sekretarzem mieszkaniec wsi Borowe L. Szczepkowski. 0 działalności koła PMS można znaleźć materiały - T. Swięckiepo i F. Wybutta "Mazowsze Płockie w czasach wojny światowej i. powstania Państwa Polskiego". wvd.l932r. Pierwsza polska szkoła powstała już w 1918 roku we wsi Borowe na terenie gminy Szczepkowo, a pierwszymi nauczycielami były w tej szkole siostry Wiśniewskie z Mławy. Z tego wynika, że do oświaty garnęli się ludzie.

Wreszcie należy wspomnieć, że wielu młodych Pobożan wyjeżdżało do Ameryki, aby nie iść do wojska rosyjskiego i większość z nich wracała po kilku latach na ojczystą ziemię. Ci, którzy byli w Ameryce, a zaczęły się tworzyć oddziały polskie, wstępowali i uczestniczyli w I wojnie światowej. Byli tacy, co oddali życie i tym ufundowano tablicę pamiątkową z nazwiskami poległych. Tablica była umieszczona przy kościele. Została zniszczona w 1939 roku przez Niemców. Na obczyźnie zachowali cechę wspólnoty. Wiem, że H.Sienkiewicz podczas swojej podróży po Ameryce spotkał właśnie grupę Pobożan wśród grup polonijnych.

Poboże było dziwnym, ciekawym, pięknym, niepowtarzalnym skrawkiem ziemi dawnej Rzeczypospolitej, a że tak było to najlepiej obrazuje opis Poboża z 1873 roku przez proboszcza parafii Janowiec: "Rzuciwszy okiem na północny kraniec powiatu mławskiego, widzimy jak tenże pomiędzy granicą pruską z lewej, a rzeką Orzyc, granicą powiatu przasnyskiego, z prawej strony usuwa się i kończy klinem aż tu, pod samą osadę Janowa, należącą do powiatu przasnyskiego, stanowi kąt, jak gdyby literę A. Otóż w samym tym kącie, pomiędzy górami uwieńczonymi zielenią brzozowych i sosnowych lasków, gdzie w dolinach wytryskuje mnóstwo źródeł i daje początek takiej liczbie strumieni, a te wijąc się przez parowy i błonia tworzą moczary i spływają do Orzyca, gdzie ogromne torfowiska, oprócz pastwisk i łąk, mają niewyczerpany materiał opałowy na wiele wieków, a cała ta okolica zarzucona miliardami kamieni tak, że w wielu miejscach ziemię można nazwać jeszcze dziewiczą, gdyż dla mnogości i wielkości kamieni widoczne dotąd nigdy jeszcze pługiem nie była tknięta, mieści się parafia Janowiec".
"Pobożanie, czyli parafia Janowiecka żyją prawie w odosobnieniu od świata (...) Od kraju zagradza rzeka Orzyc, niewielka wprawdzie, ale nie mająca spadu, więc po obu swych brzegach tworzy rozległe i nieprzebyte trzęsawiska, porosłe trzciną i sitowiem, a przez to tamuje komunikację z sąsiednimi powiatami. Do wiosek o parę wiorst leżących trzeba objeżdżać parę mil, zimową porą tylko silne mrozy ułatwiają przejazd. Z drugiej strony granica pruska jest także murem chińskim, tym bardziej, że w tej okolicy nie ma punktu przechodniego, komory. Dróg nie tylko większych prowadzonych dalej, ale nawet zwyczajnych, wygodnych nie ma. W okolicy górzystej i kamienistej, drożyny tylko i ścieżyny po wzgórzych i parowach od wsi wijące się: szczególnie w nocy jazda jest nader niebezpieczna. Toteż nie ma tu ruchu i przejazdu jak w innych okolicach".

Przedstawiony wyżej obraz Poboża niewiele się różnił od tego z 1 września 1939 roku, ale się różnił. Oto ważniejsze zmiany, jakie zaszły w obrazie Poboża w dwudziestoleciu międzywojennym. Najważniejszym wydarzeniem było oddanie szosy Mława - janowo i most na rzece Orzyc, za wsią Szczepkowo-Giewarty. W ten sposób nastąpiła połączenie powiatu mławskiego z powiatem przasnyskim. Na tę uroczystość przybył ówczesny prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki.  Było to w 1927 lub 1920 roku. Kolejnym ważnym wydarzeniem na terenie gminy Szczepkowo było poświęcenie szkoły w siedzibie gminy Janowcu Kościelnym. Poświęcenia szkoły dokonał ks. biskup Leon Wetmański 17 maja 1934 roku. Szkole nadano imię autora Krzyżaków - Henryka Sienkiewicza. Z inicjatywy kierownika szkoły St. Zawidzińskiego we wsi Borowe opodatkowali się rodzice i powstał komitet budowy szkoły obwodu szkolnego Szczepkowo-Borowe. Plac pod budowę szkoły ofiarował Bernard Szypulski. Wiele prostych prac wykonywali rodzice. Cegłę do budowy szkoły wypalano na miejscu. I tak wybudowało społeczeństwo szkołę. Na uroczystości otwarcia przybył kurator Okręgu Szkolnego Warszawskiego. W szkole oprócz sal lekcyjnych które mieściły się na dole, były również mieszkania dla nauczycieli u góry. Patronem szkoły został Władysław Łokietek.

Kolejne szkoły budowano w Nowej Wsi Dmochy i Waśniewie. Te szkoły nie były całkowicie wykończone do wybuchu wojny w 1939 roku. Od września 1939 roku teren gminy Szczepkowo został wcielony do Rzeszy i trwał ten stan do 17 stycznia 1945 roku. W tym dniu już w Janowcu Kościelnym nie było władzy niemieckiej. Pojawił się zwiad radziecki przy kościele od strony Janowa, ale się wycofał. W kilka dni później w Janowcu Kościelnym urzędowali już żołnierze radzieccy. Zniknęła granica między Polską i Prusami. Prusy wróciły do Polski jako Północne Ziemie odzyskane. Ludność masowo osiedlała się na najbliższych terenach przygranicznych. Polska znów miała prawo do ziem, o które walczyła z Zakonem Krzyżackim, a później przez wieki z władcami królów pruskich.

Jak bardzo zmieniło się Poboże, dawne "Dziedzictwo Bolesławowe" w okresie Polski Ludowej, może ocenić ten, kto znał te tereny przed laty. Zniknęły chaty kryte słomą, na polach szumią łany zbóż i innych upraw. Po drogach zamiast wołów i koni pracują stalowe konie. A szczególną uwagę należy zwrócić na drogi. Większość z nich to drogi oddane i oddawane obecnie. Dawniej trudno było dotrzeć do większości wsi. Obecnie tylko krótkie odcinki są okresowo trudne do przebycia. Większość dróg to drogi wygodne, przystosowane do obecnych warunków i to jest wielkie osiągnięcie. W tak krótkim czasie dało się usunąć wiekowe zacofanie.

Najbardziej widoczne zmiany w budownictwie zachodzą w obecnej siedzibie gminy Janowiec Kościelny. Ta mała niegdyś, zabłocona wioska staje się z każdym rokiem piękniejsza. Obok starego Janowca Kościelnego "wyrasta" nowy, w którym powstają nowoczesne gmachy użytku publicznego / dom strażaka, w planie budowa ośrodka zdrowia z prawdziwego zdarzenia, wreszcie plan budowy szkoły odpowiadającej potrzebom i wymogom chwili obecnej/. Największe zasługi w tym zakresie położył naczelnik piastujący swą powinności w latach 1981-1909 mgr inż. Jerzy Falkin.

Życzeniem moim i zapewne mieszkańców mojej gminy jest widzieć na swoim ojczystym skrawku ziemi ludzi zaangażowanych, którzy pociągną za sobą innych do działania i przyczynią się do pomnażania dorobku i pełnego rozkwitu "maleńkiego znaku polskości".  

  Na podstawie maszynopisu stanowiącego zapis historii opowiedzianej prawdopodobnie przez
Scholastykę Szczepkowską
Opracował Karol Kozicki

MAIL: PRUS@PRUSOWIE.PL


Początek Strony